21 listopada
wtorek
Alberta, Janusza, Konrada
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tamtego trzeciego listopada

Ocena: 4.95
760

Jak to dobrze, że PAP wrzucił do codziennego serwisu archiwalne zdjęcia z pogrzebu ks. Jerzego Popiełuszki: my, którzy tamtego trzeciego listopada 1984 roku byliśmy na tej wielkiej uroczystości – i manifestacji zarazem – zawołaliśmy natychmiast młodszych koleżanki i kolegów z redakcji, aby podzielić się z nimi wspomnieniami i przeżyciami. Nasz redaktor naczelny, wtedy diakon warszawskiego seminarium, był w grupie blisko tysiąca księży i kleryków wokół ołtarza; Wojciech Świątkiewicz stał przy widocznym na zdjęciu drzewie, nastoletni Radek Molenda był blisko płotu, ja z sześcioletnim synem byłam na placu Wilsona, który wtedy jeszcze nie wrócił do tej nazwy.

Przyjechaliśmy z synkiem autobusem linii „U”, z Ursynowa. Już na pętli przy ul. Kulczyńskiego autobus wypełnił się do ostatniego stojącego miejsca. Dla wszystkich było oczywiste, że jedziemy TAM. Nikt nie wysiadał i wydawało się, że przystanki są niepotrzebne. Kiedy ktoś na placu Konstytucji zawołał o przystanek, spotkał się ze wzgardliwą dezaprobatą.

W tłumie na placu Wilsona panowała atmosfera modlitwy i jedności. Ktoś zatroszczył się o to, by mały Karolek stanął chociaż odrobinę wyżej, ktoś inny częstował go ciepłą herbatą. Nietrudno było wytłumaczyć dziecku, co znaczy solidarność. Zresztą, zrozumiał to już kilka dni wcześniej, kiedy przyjechaliśmy z Ursynowa – całą rodziną, z kilkumiesięczną Marianką w wózku – na modlitwę i aby złożyć podpis pod apelem w sprawie grobu. Chodziło o to, by Ksiądz Jerzy mógł być pochowany właśnie tam, przy kościele św. Stanisława Kostki. Musiał być jakiś bardzo ciepły wieczór, bo dzieci były cienko ubrane, Marianka miała granatową, sztruksową kurteczkę z darów. Staliśmy w ogromnej, cichej kolejce i dla Karola było oczywiste, że on też składa podpis w tej sprawie.

Po Mszy Świętej pogrzebowej, kiedy wsiedliśmy do autobusu, wszyscy śpiewali „Boże, coś Polskę”, podnosząc w górę palce w znaku „V”. To wspomnienie mały chłopiec, potem ministrant, dzisiaj tata własnej trójki, zachował do dziś.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły