14 grudnia
czwartek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Inna płeć

Ocena: 0
636

Kobieta, mężczyzna, a może „inna”? Do końca 2018 r. we wszystkich oficjalnych dokumentach urzędowych w Niemczech zostanie wprowadzona możliwość wpisania „trzeciej” płci. To efekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Machinę prawną uruchomiła osoba, którą niemieckie media nazywają Vanji. Urodziła się z nietypowym zestawem chromosomów, które na poziomie komórek kodują płeć człowieka. Do aktu urodzenia w 1989 r. wpisano jej płeć żeńską. Vanji nie czuła się jednak kobietą, nie czuła się też mężczyzną. Dlatego chciała, by w rejestrze urodzin jej płeć została określona jako „inna”. Sądy niższej instancji wnioski w tej sprawie odrzucały. Dopiero Trybunał Konstytucyjny uznał, że niemożność wpisania innej płci niż męska lub żeńska to dyskryminacja. Za dyskryminację uznał też pozostawianie rubryki „płeć” pustej. I nakazał zmianę prawa.

Niemiecki rząd, ustami rzecznika MSW Johannesa Dimrotha, zapowiedział, że zastosuje się do wyroku. A przedstawiciele niemieckich partii SPD, FDP i Zielonych o orzeczeniu mówili z entuzjazmem. „Wyrok jest wielkim krokiem w kierunku wolności” – powiedział szef klubu parlamentarnego Zielonych Anton Hofreiter. Jego zdaniem Trybunał udowodnił, że jest postępowy i nowoczesny.

Czym jest „inna” płeć? O kim mówimy, że jest hermafrodytą? Gdy spojrzymy na ten problem tak, jak widzą go lekarze i biolodzy, to okazuje się, że co roku na świat przychodzą osoby, które mają zarówno męskie, jak i żeńskie cechy fizyczne. Ile ich jest? Według lekarzy stanowią one około 1 proc. populacji. Niemcy, kraj, w którym żyją ponad 82 mln osób, szacują ich liczbę – inaczej: osób transpłciowych – na 80 do 120 tys. Jest jednak druga strona medalu, która z biologią i nauką nie ma nic wspólnego – aspekt mentalny, kiedy dana osoba nie czuje przynależności do żadnej z dwóch płci.

Zaskoczeniem dla wielu osób obserwujących sprawę Vanji była reakcja na wyrok Kościoła katolickiego w Niemczech. „Tam, gdzie nie można dokonać jednoznacznego przyporządkowania płci człowieka, nie może on być zmuszany przez przepisy prawne lub społeczne zwyczaje, by określić swoją płeć wbrew temu, czym się czuje i deklarować coś, co do niego nie pasuje” – stwierdził rzecznik episkopatu Niemiec Matthias Kopp.
Z wyrokiem tym zgadza się też katolicki teolog prof. Andreas Lob-Hüdepohl, który jako przedstawiciel niemieckiego episkopatu brał udział w pracach Rady Etyki, która na zlecenie Bundestagu zajmowała się problemem dyskryminacji osób interseksualnych. „Z etycznego punktu widzenia interseksualność jest fizjologicznie uwarunkowanym, nadzwyczajnym wariantem zwykłej dwupłciowości ludzkiego życia” – stwierdził w rozmowie z radiem Deutsche Welle. Podkreślił też, że osoby interseksualne „zasługują na pełne uznanie i szacunek”.

Zdaniem niemieckiego episkopatu możliwość wpisania w dokumenty „trzeciej” płci to mniejsze zło niż rezygnacja z określania w dokumentach płci w ogóle. Bo choć Niemcy są pierwszym krajem w Europie, który zajął się tym problemem, to zjawisko w skali globalnej jest coraz bardziej niepokojące.

Zaczęło się od Australii. Norrie May-Welby w 2011 r. w sądach wywalczył prawo do tego, by w paszporcie zamiast liter „F” (od angielskiego female – żeńska) lub „M (od male – męska) można było wpisać „X”. Lawina ruszyła. Po Australii były Indie, gdzie osoby transpłciowe, określające się jako hidźra, to osobna kasta. Na liście krajów, które do dziś wprowadziły podobne regulacje, są też Nepal, Kanada, Nowa Zelandia i niektóre stany USA.

Niemiecki wyrok to kolejny kamyczek w lawinie zmian, które ruszyły w 2011 r.  Trybunał stwierdził wtedy, że przepis wymagający przejścia operacji chirurgicznej od osób ubiegających się o zmianę płci w akcie urodzenia jest sprzeczny z konstytucją. Co to oznacza w praktyce? Sędziowie uznali, że płeć nie jest kwestią biologiczną, ale psychologiczno-kulturową, tym, co sami o sobie myślimy. Zmiany już widać w niemieckiej przestrzeni publicznej, gdzie dla osób transseksualnych stworzono specjalne „bezpłciowe” toalety.

W Polsce konserwatywni komentatorzy uważają, że to, co się stało w Niemczech, jest ruchem ideologicznym. Państwo nie może mniejszości zrównywać z kobietą i mężczyzną. Najważniejszym podmiotem jest rodzina, i to jej dobru powinny być podporządkowane państwo i społeczeństwo. Niemiecka decyzja tę równowagę zaburza.

Jak będzie wyglądała niemiecka rodzina za 10-20 lat? To pytanie z kategorii political fiction. Pewne jest tylko to, że proces zmian już się rozpoczął.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły