18 lutego
niedziela
Szymona, Konstancji, Flawiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dziewczyna wysokich lotów

Ocena: 4.6
1733

„Świętym nie zostaje się po śmierci, lecz jest się nim za życia” – słowa ks. Franciszka Ślusarczyka, rektora Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, idealnie odzwierciedlają postawę Heleny Kmieć.

Wydawnictwo Rafael opublikowało właśnie zbiór wspomnień ilustrowany jej zdjęciami od dzieciństwa do dorosłości, zatytułowany „Helenka poszła do nieba”.

Helenka – jak wszyscy na nią mówią – została zamordowana 24 stycznia 2017 r. na placówce misyjnej w boliwijskiej wiosce Cochabamba. Przedwczesna śmierć to zawsze wstrząs. Ale przedwczesna śmierć młodej osoby, która 26-letnim życiorysem mogłaby obdzielić kilka osób, to wstrząs tym większy.

Kiedy zaraz po tej tragedii pisałam o niej reportaż i rozmawiałam ze znającymi ją osobami, od nikogo co prawda nie usłyszałam postulatu: Santa subito, ale wisiał on w powietrzu. Choć rozmawiałam telefonicznie, niemal widziałam uśmiechy rozmówców. Na imię Heleny rozsypywał się worek zachwytów i cudownych wspomnień o młodzieńczej radości i pozytywnej energii. Nie brakuje ich także w tej książce.

Do jej grobu w Libiążu już przybywają ci, którzy chcą jej podziękować za wsparcie, jakiego im udzieliła swoją postawą. Jej ewangelizacja podjęta na ziemi trwa więc nadal. I będzie trwać – m.in. za przyczyną powołania w rocznicę śmierci Heleny Kmieć fundacji jej imienia.

Nieprzeciętny umysł, który formowała podczas nauki w Polsce i Wielkiej Brytanii, szedł w parze z uzdolnieniami artystycznymi, przedsiębiorczością i ogromnym sercem. Wszystko, co robiła, robiła z myślą o drugim człowieku, dlatego najbardziej „u siebie” poczuła się w Wolontariacie Misyjnym Salvator. Mówią o niej: iskierka, inspiracja, światło, wzór, dziewczyna wysokich lotów – nie tylko w związku z wykonywanym przez nią zawodem stewardessy. Helena żyła wertykalnie – z myślą o świętości.

Wśród zamieszczonych w książce wspomnień na mnie największe wrażenie zrobił list jej starszej siostry Tereni, zaczynający się od słów „295. dzień bez ciebie”. Wypowiadają się głównie jej znajomi z wolontariatu, ale także koleżeństwo ze szkoły, sąsiedzi z tego samego miasta, siostry, z którymi posługiwała, znający ją księża, a także chłopak, który zapoznał się z nią… po jej śmierci. Opisują, w jakich okolicznościach ją poznawali i pogłębiali znajomość. Z tych opowieści wyłania się postać zabiegana, chwytająca życie, a jednocześnie mocno skupiona na innych. Każdy z opowiadających o niej mówi tak, jakby dla Heleny był najważniejszą osobą na świecie.

Ostatni rozdział, napisany przez wujka Heleny, bp. Jana Zająca, rozjaśnia sens tragedii, która stała się jej udziałem.

„Helenka poszła do nieba”, redakcja Małgorzata Pabis, Rafael, Kraków 2018, 127 s.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły