16 grudnia
niedziela
Albiny, Zdzisławy, Alicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Łączy ich droga

Ocena: 4.9
1902

W nieznane, bez pieniędzy, jedzenia i noclegu. Wspólnota „Piękne Stopy” szuka Boga autostopem.

fot. arch. Idalii Puzdrakiewicz i Anny Kasperek

– Ruszyliśmy we trójkę. Żadne z nas nie miało grosza przy duszy. Chcieliśmy dotrzeć do Estonii. To było moje marzenie. Ale już pierwszego dnia zrezygnowaliśmy z tego celu i stwierdziliśmy, że będziemy jeździć tam, gdzie kierowca nas zabierze – mówi Basia Mazurek, absolwentka dziennikarstwa z Poznania. Już drugi raz uczestniczyła w rekolekcjach autostopowych zorganizowanych przez Wspólnotę Ludzi w Drodze „Piękne Stopy”.

Zasada jest prosta: zostawić wszelkie zabezpieczenia, odrzucić planowanie, pozwolić Bogu przejąć kontrolę nad swoim życiem. W tym roku start i meta znajdowały się w Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży w Warszawie na Siekierkach. Rekolekcje odbyły się pod hasłem: „Pan cię zawsze prowadzić będzie”.

Wyjazd za każdym razem poprzedzają dni skupienia. Potem uczestnicy ruszają w drogę. Sami wybierają towarzyszy i trasę. Niektórzy decydują się nie brać pieniędzy, inni rezygnują z wyznaczania celu. Przez cały czas jest z nimi w kontakcie „Aniołek”. To osoba ze wspólnoty, która przekazuje prośby o modlitwę, wspiera psychicznie i interweniuje, gdy wydarzy się coś naprawdę poważnego.

Każda grupka ustalała też wspólny rytm modlitwy. – Rano była modlitwa spontaniczna i dziesiątka Różańca. Ale gdy staliśmy przy trasie po kilka godzin, odmawialiśmy już całe jego części. Do tego Koronkę i Anioł Pański – opowiada Basia. – Czytaliśmy i rozważaliśmy Słowo Boże na każdy dzień. Nie planowaliśmy modlić się brewiarzem. Kiedy jednak odmawialiśmy jutrznię czy nieszpory, samochody same się zatrzymywały.

 

Byle dalej

Do Estonii postanowili pojechać też Justyna Patryn, Dorota Bielecka oraz Piotrek Bąk. I udało się. Podróż zaczęła się jednak ekstremalnie. – Pierwszego dnia dotarliśmy do Łomży. Wychodziliśmy szybko z naszego stopa. To był wysoki tir. Wysiadając, zwichnęłam staw ramienny – precyzyjnie relacjonuje Justyna, studentka szóstego roku medycyny w Lublinie. – Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Bolało strasznie. Ale ja miałam w głowie tylko: „Boże! Nie mogę wrócić do domu! ”. Podjęliśmy szaleńcze próby „naprawienia” mojej ręki. Nie dało się. Pojechaliśmy więc do szpitala. Na szczęście zabieg udało się zrobić w znieczuleniu miejscowym. Wypuścili mnie po dwóch godzinach, a rano czułam się już całkiem dobrze – wspomina przyszła lekarka. Później poszło jak z płatka. – Towarzysze podróży bardzo się mną opiekowali. Dotarliśmy do Tallina, jadąc przez Suwałki, Kowno i Rygę – wymienia Justyna. – Wróciłam bardzo spokojna. To była lekcja zaufania. Bo nie będzie zawsze kolorowo, a to, że dzieje się coś złego, nie znaczy, że nikt się nami nie opiekuje. I że są zamknięte wszystkie drogi. Często okazuje się, że to, czego chcemy, nie jest tym, czego potrzebujemy. Nawet jeśli sypią się plany, to dobrze, bo robią się inne.

– Przygotowałyśmy tabliczkę „Częstochowa”. Ale nikt się nie zatrzymał – opowiadają o trudnych początkach podróży Anna Kasperek i Idalia Puzdrakiewicz, katechetka z Gdyni i licealistka z Warszawy. – Żeby w ogóle ruszyć, zmieniłyśmy cel na Piotrków. Dalej nic. I wtedy zrobiłyśmy pamiętny napis „Byle dalej”. Pierwszy kierowca, który stanął, jechał akurat do Częstochowy. I tak jednym stopem dotarłyśmy praktycznie na Jasną Górę – opowiada Idalia. Na nocleg przyjęły je siostry służebniczki śląskie, które towarzyszyły im przez następne cztery dni.

– Z Częstochowy chciałyśmy ruszyć do Torunia, ale stanęłyśmy na trasie w przeciwnym kierunku. Bardzo lało, czekałyśmy w deszczu sześć godzin. Ostatecznie pojechałyśmy do Katowic. Tam znów ugościły nas służebniczki śląskie. Siostra bardzo nam pomogła, przyniosła nawet ryż, żeby ratować mój zamoczony telefon – opowiada Ania.

Dziewczyny dotarły jeszcze na Górę Świętej Anny, na festiwal młodzieży franciszkańskiej, a później do Wrocławia. – Pan Bóg posyłał nam bardzo dobrych ludzi, miałyśmy co jeść, codziennie spałyśmy na łóżku – mówi Ania. – Nauczyłam się wdzięczności za małe rzeczy, za to, co mam. Polecam te rekolekcje wszystkim, którzy chcą doświadczyć Bożej opieki.

 

Tam, gdzie ty

Kasia Błach na rekolekcjach autostopowych była już trzeci raz. – Za pierwszym razem pojechałam bez pieniędzy, bez jedzenia i bez celu. Wtedy nauczyłam się ufać Bogu, bo skoro tak się troszczy o mnie w drodze, to znaczy, że w życiu codziennym też tak będzie – mówi studentka położnictwa z Lublina.

– Na drugich „Pięknych Stopach” zostałam dolosowana do dwójki dziewczyn, które chciały dotrzeć do Wiednia. Jechałam z Olą, która codziennie modliła się: „Panie Boże, wiemy, że jesteśmy twoimi ukochanymi córkami, twoimi księżniczkami, prosimy, żebyś nam to pokazał”. I On wtedy tak nas traktował, dawał wszystko, czego trzeba – wspomina.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka dziennikarstwa, etnologii i teologii. Od 2012 roku związana z tygodnikiem „Idziemy”. Należy do Wspólnoty Sant’Egidio.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -