21 maja
poniedziałek
Wiktora, Kryspina, Tymoteusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Édouard Ferrand

Ocena: 4.8
1781

Zmarł Édouard Ferrand, poseł do Parlamentu Europejskiego, mój przyjaciel. Poznaliśmy się zaraz po wyborach, w małym gronie posłów, którzy postanowili pracę dla swych krajów na forum europejskim łączyć z zaangażowaniem na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej. Jednak Polska dla Édouarda była czymś więcej, nie tylko ze względów na historię jego rodziny. Widział w nas nadzieję dla wszystkich. Wiedząc, że ma raka, chciał odbyć pielgrzymkę do grobu bł. Jerzego Popiełuszki. Pojechaliśmy tam razem rok temu. Był wzruszony, gdy paręset metrów dalej oglądał pomnik Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera, ochotników, z których wielu najpierw „rzuciło się przez ocean”, by, przybywszy z Ameryki, nałożyć francuskie mundury i bić się o Polskę. Jeszcze bardziej lubił Kraków. Nazywał go żartem „Mekką dla katolików”, bo każdy katolik powinien tam być przynajmniej raz w życiu.

Zawsze bronił Polski przed powtarzającymi się w Parlamencie Europejskim atakami. W swej grupie politycznej osobiście wyjaśniał, dlaczego PE musi zabrać głos w sprawie zwrotu przez Rosję wraku prezydenckiego tupolewa spod Smoleńska. Ogólną politykę Unii Europejskiej oceniał bardzo krytycznie. Mówił, że „za każdym razem, gdy w całości przejmuje [ona od państw] jakieś kompetencje – kończy się to fatalnie”. I ostrzegał, że tak może skończyć się presja na przejęcie przez władze UE polityki imigracyjnej.

Pod koniec życia (a wiedział od roku, że śmierć jest blisko) Édouard dużo myślał o wieczności i o przeszłości. Zdążył wspólnie z ojcem napisać książkę o swym przodku, hrabim François-Louis de Saillans, pierwszym partyzancie francuskiej kontrrewolucji. Saillans partyzanckie doświadczenie zdobył w Polsce, gdzie – wysłany przez Ludwika XV – walczył z Rosją po stronie konfederatów barskich. Za odbicie Krakowa otrzymał Order św. Ludwika, za całą kampanię po stronie konfederacji – prawie rok rosyjskiej niewoli pod Smoleńskiem. Édouard był dumny z tego polskiego epizodu swojej rodziny i miał o nim opowiedzieć za miesiąc, na krakowskich obchodach 250-lecia konfederacji.

Najbardziej jednak chlubił się z kontrrewolucyjnego zaangażowania swego wielkiego przodka, za które hrabia de Saillans zapłacił życiem. Édouard powtarzał, że w aktach procesowych Ludwika XVI nie ma mowy o Wandei i Bretanii, bo tam powstanie wybuchło dopiero na wieść o zamordowaniu króla, ale za to w akcie oskarżenia ciągle powtarza się nazwisko jego przodka. Myślę, że cofał się myślą do tych czasów sprzed ponad dwóch wieków, bo tam znajdował doczesną nadzieję. Kontrrewolucja – nawet jeśli często się tylko tliła – nie zgasła we Francji od dwustu lat. W sercu Édouard Ferrand pozostawał bowiem monarchistą. Ale najważniejsza dla niego była wiara. Kiedy powiedział mi o swej chorobie, o śmierci, która spojrzała mu w twarz, o koniecznym rachunku – zapytał się sam siebie: czy w moim życiu było dość miłości?

Idziemy nr 6 (644), 11 lutego 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły