4 sierpnia
wtorek
Dominika, Protazego, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bez refleksji

Ocena: 0.7
501

W czasie negocjacji wokół treści Deklaracji Rzymskiej polski rząd zabiegał o zastąpienie ideologicznego słowa „gender” neutralnym sformułowaniem o „dążeniu do równości kobiet i mężczyzn”. Zabiegał skutecznie – i słusznie, bo słowa zawsze mają znaczenie. Ale lewica musi postawić na swoim, więc w trakcie ceremonii podpisania dokumentu premier Malty Joseph Muskat nie mógł sobie odmówić wspomnienia o gender właśnie, a na dokładkę o prawach osób LGTB. Dodajmy, że o chrześcijaństwie nie wspomniał żaden z przemawiających – ani szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, ani szef Europarlamentu Antonio Tajani, ani premier Włoch Paolo Gentiloni, ani przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Chrześcijaństwo nie pojawiło się także w filmie upamiętniającym ojców założycieli UE: Alcide’a de Gasperiego, Jeana Monneta, Roberta Schumana – choć przecież wiara była ważną motywacją ich działań.

Ceremonia uczczenia Traktatów Rzymskich, których podpisanie było 60 lat temu początkiem drogi do dzisiejszej Unii, miała więcej elementów symbolicznych. Premierzy i prezydenci 27 państw – wyjąwszy siedzących w pierwszym szeregu prezydenta Francji i kanclerz Niemiec – sprawiali wrażenie mało ważnych statystów. Pierwsze skrzypce grała wspomniana czwórka – Juncker, Tajani, Tusk, Gentiloni – za stołem, poklepująca się po plecach, bardzo z siebie zadowolona. Ta pewność siebie miała zapewne przekonać świat, że Unia Europejska ma się doskonale, ale powstało raczej wrażenie lekko autystycznego samozadowolenia.

Formalnie to szefowie rządów – Rada Europejska – stanowią najwyższą władzę we wspólnocie. Czy jednak w tak dużym gronie, złożonym i z mocarstw, i z krajów maleńkich i biednych, realne partnerstwo jest w ogóle możliwe? Wielki sukces Unii – a jest nim niewątpliwie przyjęcie do klubu aż tylu krajów – przyspiesza proces przejmowania władzy przez najsilniejszych. W tle jest także wyraźnie wyczuwalna irytacja wobec tych, którzy próbują się stawiać. Irytacja, którą brytyjskie referendum jeszcze wzmocniło. Brytyjczyków, choć formalnie są jeszcze w Unii, w Rzymie już nie było i właściwie o nich nie wspominano. Najdalej w refleksji nad przyczynami Brexitu poszedł Antonio Tajani, który przyznał, że „błędy zostały popełnione”. Niestety, nie dodał, jakie to były błędy i jaka jest gwarancja, że już się nie powtórzą.

Premier Beata Szydło przed podpisaniem Deklaracji teatralnie się zawahała, przytrzymując pióro w powietrzu. To był rodzaj żartu, nawiązujący do polskiego stanowiska w sprawie tego dokumentu, i do sprzeciwu wobec wyboru Donalda Tuska. Sądząc z reakcji kilkuset obecnych tam dziennikarzy, wśród których się znalazłem, żart nie został specjalnie zauważony. Po prostu polska polityka zagraniczna nie zaprząta uwagi zwykłych żurnalistów; to sprawa dość niszowa, niezbyt obserwowana. Jeśli już ktoś coś wie, to zazwyczaj słabo rozumie polskie racje. A trzeba dodać, że propaganda wymierzona w rząd jest i intensywna, i dość skuteczna. Postrzeganie Polski jako kraju z „zagrożoną demokracją” – tak przecież dalekie od rzeczywistości – wchodzi powoli w fazę stereotypu. Nawet uzasadnione polskie argumenty – a takie stały za próbą zablokowania wyboru Tuska – odbierane są jako dziwne zachowania „nacjonalistycznego” rządu. To ocena niesprawiedliwa, ale trzeba jednak brać ją pod uwagę.

Na koniec parę słów o przemówieniu Donalda Tuska. Mówił w ulubionym przez siebie tonie „osobistym”, skracającym dystans. Bardzo mocno przeciwstawił się Unii wielu prędkości, i miejmy nadzieję, że będzie umiał być w tym sprzeciwie skuteczny i wytrwały. Bo w jego mowie były też wątki pokazujące tę charakterystyczną, tak dobrze nam znaną plastyczność byłego premiera. Odwołując się do swoich korzeni, mówił przede wszystkim o Gdańsku – mieście budowanym przez „Niemców, Polaków, Żydów, Duńczyków” i parę jeszcze innych narodowości. Mieście, które – jak to ujął – zburzyli „Hitler i Stalin”. W sumie była to wizja przeszłości bardzo „unijna”: podmiotem dziejów mają być wielokulturowe społeczności lokalne, a nie narody.

Ale możemy być spokojni. Jeśli Donald Tusk wróci do polskiej polityki, znów zacznie mówić dużo o dziejach Polski, a Gdańsk znów zejdzie na nieco dalszy plan.

 

Idziemy nr 14 (600), 2 kwietnia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 sierpnia

Wtorek, XVIII Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Marii Vianneya, prezbitera
«Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Jr 30,1-2.12-15.18-22; Ps 102,16-21.29 i 22-23; Mt 15,1-2.10-14
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter