19 grudnia
środa
Gabrieli, Dariusza, Eleonory
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niemcy liczą się z odszkodowaniami

Ocena: 0.5
1401

Według dobrze poinformowanego europejskiego portalu Politico, rząd Niemiec rozważał zaproponowanie Polsce następującego układu: my rezygnujemy z budowy Nord Stream 2, a w zamian Polska odpuszcza sprawę reparacji za II wojnę światową.

To informacja więcej niż interesująca, nawet jeśli sens takiej transakcji byłby bardzo wątpliwy (nasze roszczenia są warte znacznie więcej). Przede wszystkim dlatego, że potwierdza rzecz zasadniczą: sprawa reparacji niepokoi Berlin. Oficjalnie słyszymy, że na żadne ustępstwa czy nawet rozmowy „nie ma szans”, że kwestia została „już dawno zamknięta”, ale za kulisami, jak widać, panują inne nastroje. Tym bardziej, że niemieckiemu rządowi nie udało się sprawy zgasić za pomocą klasycznych narzędzi, a więc presji medialnej i dyplomatycznej. Nie odniosły również skutku wezwania do szybkiego „położenia wniosku na stół”, do czego wzywały niemieckie media wydawane w Polsce. Doprowadzenie do konfrontacji na tym etapie musiałoby skończyć się naszą klęską.

W tej sprawie czas działa na korzyść Polski. Dzięki systematycznej pracy na poziomie parlamentarnym (słowa uznania należą się posłowi Arkadiuszowi Mularczykowi) wiemy już np., że nie ma żadnego aktu prawnego, który można uznać za obowiązujące zrzeczenie się reparacji. Decyzja komunistycznego rządu z 1953 r. miała charakter fasadowy i nie jest nawet pewne, czy rząd w ogóle obradował, czy też opublikowano jedynie komunikat prasowy. Co więcej, mamy pewność, że sprawa reparacji wracała w stosunkach międzynarodowych aż do początku lat 90., także z inicjatywy Berlina (rozmowy o zjednoczeniu Niemiec), a to oznacza, że nie była uważana za kwestię zamkniętą. Ciekawe, że aż do chwili obecnej w tak ważnym i również ciekawym obszarze nie prowadzono właściwie żadnych badań naukowych; ba, nikt nie zrobił nawet porządnej kwerendy archiwów.

Sensem polskich działań jest konsekwentne podnoszenie tej sprawy. Krok po kroku, a może nawet kroczek po kroczku, należy oswajać opinię krajową i międzynarodową z tezą, że to poważny problem, który czeka na swój dobry finał. Trzeba zbierać argumenty historyczne i prawne, trzeba także budować międzynarodową koalicję pokrzywdzonych przez III Rzeszę. Co ważne, należy przekonywać wszystkich wokół, że nie jest to tylko gra na użytek wewnętrzny. Tu chodzi o choćby częściowe, ale jednak nie tylko symboliczne zadośćuczynienie za morze krzywd i cierpienia, za zbrodnie, w których cieniu wciąż żyjemy.

Ale nie tylko, bo to sprawa ważna także dla przyszłości. Wypłacenie przez Niemcy reparacji Polsce byłoby przecież ostatecznym zamknięciem II wojny światowej. W tym sensie służyłoby samym Niemcom, dziś niby zmienionym i wyleczonym ze zła, ale w odniesieniu do Polski uciekającym przed odpowiedzialnością, stosującym sztuczki niegodne ludzi rzekomo moralnie oczyszczonych. Wypłacenie reparacji przysłużyłoby się więc pojednaniu polsko-niemieckiemu. Bo co to za pojednanie, które polega na podporządkowaniu się słabszego partnera silniejszemu i którego warunkiem jest zapomnienie nierozliczonych krzywd, udawanie, że wszystko jest w porządku?

W tle mamy problem zasadniczy: traktowanie przez Niemców Wschodu jako czegoś gorszego, jako miejsca, gdzie nie obowiązują tradycyjne standardy. Bo innym ofiarom Niemcy płaciły grube miliardy. Polsce przekazano w sumie, w dwóch transzach, 600 mln marek niemieckich (100 mln dla ofiar eksperymentów medycznych i 500 mln dla robotników przymusowych). Czyli... mniej niż 1 proc. sumy, którą rząd niemiecki przekazał w ramach odszkodowań obywatelom państw Europy Zachodniej, USA czy Izraela. W jakiejś mierze wynikało to z faktu, że do początku lat 70. RFN nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych z Polską, a więc Polacy nie mogli dochodzić swoich praw przed sądami w Niemczech; trudno jednak uznać, że znosi to niemiecką odpowiedzialność.

To jest mechanizm zwrotny: Polska dobije się reparacji, jeśli zostanie uznana za poważnego partnera, a zarazem zostanie uznana za poważne państwo, jeśli wywalczy odszkodowania. Dziś wciąż jest Wschodem, który zasługuje co najwyżej na życzliwy protekcjonalizm. Ale to już, miejmy nadzieję, długo nie potrwa.

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -