16 grudnia
sobota
Albiny, Zdzisławy, Alicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Syryjska katastrofa

Ocena: 4.7
264

Niedawny atak chemiczny w Syrii nie tylko wywołał nową falę działań militarnych, ale zasadniczo zmienił perspektywę trwającej tam wojny. Donald Trump chciał początkowo wstrzymać poparcie dla przeciwników Asada („ludzi, o których nic nie wiemy” – jak mówił w kampanii wyborczej). Istotnie bowiem: polityczne granice między zbrojną opozycją, islamizmem i Państwem Islamskim okazały się w Syrii nader płynne. Prezydent Trump za konkretny cel uznał więc walkę z ISIS, a nie ustanawianie „demokracji”. Stany Zjednoczone zaczynały się zbliżać do stanowiska Staffana de Mistury’ego, wysłannika ONZ do Syrii, który coraz wyraźniej rekomendował rozmowy pokojowe z Asadem. Chemiczny atak w Chan Szajchun to zmienił. Donald Trump zapowiedział, że Asad musi odpowiadać za tę zbrodnię, a Amerykanie zbombardowali bazę wojskową w Szajrat.

Przed wojną polityka Asada – tak jak wcześniej jego ojca – była poważnym problemem dla pokoju w regionie. Syria systematycznie popierała Hezbollah i jego terrorystyczne akcje przeciw Izraelowi, przez wiele lat (do 2005 r.) okupowała Liban, a jej współpraca ze stale rosnącym w siłę Iranem mogła zakłócić równowagę sił w regionie. Tym bardziej, że Syria pozostawała tradycyjnym sojusznikiem Rosji.

Asad jednak nie był islamistą. Jego rządy w pełni mieściły się w tradycji nacjonalizmu arabskiego z jego bardziej zachodnią koncepcją państwa. Należąc do alawickiej mniejszości, prowadził politykę bardziej tolerancyjną wobec chrześcijan niż większość państw arabskich, nie mówiąc już o Arabii Saudyjskiej. Były poważne powody, by dążyć do neutralizacji syryjskiego zagrożenia dla pokoju, ale na pewno nie było jakiejś poważnej „demokratycznej alternatywy” dla Asada. Założenie, że taka istnieje, poparcie grup islamistycznych, które się w ten sposób przedstawiały, ignorowanie stanowiska tamtejszych chrześcijan, wreszcie założenie, że rząd syryjski trzeba obalić za wszelką cenę – legły u źródeł syryjskiej wojny domowej. Ta wojna stała się jedną wielką katastrofą humanitarną. Setki tysięcy ludzi straciło życie, miliony – domy. Ku Europie ruszyła fala imigracji, dla której wojna była w dużej części pretekstem, bo większość imigrantów pochodziła spoza Syrii. Po czterech latach wojny – pod pretekstem walki z Państwem Islamskim – interweniowała Rosja. A udzielając Asadowi wsparcia, postanowiła (w czasie niedawnych rozmów w Astanie) narzucić własne rozwiązania w sojuszu z Iranem i w porozumieniu z Turcją. Poparcie dla antyasadowskiej rewolucji jedynie wzmocniło wpływy Iranu i Rosji.

Być może amerykańskie uderzenie przywróci teraz równowagę, bez której nie będzie trwałego pokoju. Jeżeli zostaną personalnie ustaleni winni ataku w Chan Szajchun, powinni odpowiadać przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Ale jedno jest pewne – nie powinna za to płacić Syria, bo największą zbrodnią jest przedłużanie tej wojny. W Syrii każdego dnia zdarza się jakieś Chan Szajchun, a ginącym tam ludziom nie robi wielkiej różnicy, że zabijani są w „konwencjonalny” sposób. 


Idziemy nr 17 (603), 23 kwietnia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły