19 października
piątek
Ziemowita, Jana, Pawla
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wirtualna manipulacja

Ocena: 0
1722

Mark Zuckerberg i już śp. Steve Jobs to dla wielu współczesnych ludzi autorytety, dzięki którym zwykły szary człowiek może poczuć się jak ktoś wyjątkowy – wystarczy, że założy sobie konto na Facebooku lub nabędzie iPhone’a. Cyfrowa przestrzeń sprawiła, że ludzie przestali być częścią szarej masy, a stali się intersującymi indywiduami. Tak się przynajmniej może zdawać.

Okazuje się jednak, że uczestnictwo w cyfrowym świecie coraz mniej subtelnie formuje z jego uczestników wirtualną masę, która ma powielać tylko pewne dozwolone poglądy. Stało się to nader jasne przy okazji zeznań, które Mark Zuckerberg, założyciel i szef Facebooka, składał kilka dni temu w amerykańskim Senacie przed komisjami ds. wymiaru sprawiedliwości oraz ds. handlu, nauki i transportu, a następnie przed komisją ds. energii i handlu Izby Reprezentantów. Chodziło o skandal i naruszenie sfery prywatności milionów osób korzystających z Facebooka podczas wyborów prezydenckich w USA w 2016 r., kiedy to dane z tego portalu społecznościowego zostały użyte w celu wywarcia wpływu na wyborców.

Zuckerberg tłumaczył się również z blokowania katolickich treści na Facebooku. Praktyka ta bowiem stała się tam w ostatnich latach niemal domeną. Tym razem chodziło o zablokowanie postu, jaki wstawił na swoim koncie franciszkański Uniwersytet Steubenville w stanie Ohio w USA, prezentując zdjęcie krzyża z San Damiano przy okazji reklamy proponowanych przez uczelnię kursów. To nie pierwszy raz, kiedy taką cenzurą zostały objęte katolickie treści. W lipcu 2017 r. przez administratorów Facebooka zostało zablokowanych – pod zarzutem, że są „niepewne dla społeczności” – 25 kont katolickich instytucji, które docierały ze swoimi postami do kilku milionów odbiorców.

Podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie Mark Zuckerberg przeprosił za zablokowanie konta franciszkańskiego uniwersytetu, tłumacząc to jako „błąd”. Niektórzy senatorowie zarzucili jednak mu, że z powtarzających się przypadków blokowania tylko katolickich i konserwatywnych treści wynikać może, iż Facebook jest uprzedzony względem pewnych religijnych i politycznych treści. Trudno tego nie zauważyć, kiedy również wiele prywatnych kont na Facebooku systematycznie jest blokowanych z tych samych powodów.

Także firma Apple coraz bardziej usuwa ze swoich nowych produktów jakiekolwiek odniesienia do katolickich świąt, podczas gdy na Google Maps wiele zdjęć miejsc, gdzie znajdują się kościoły, zostało ocenzurowanych w ten sposób, aby na wieżach nie było widać krzyży. Kolejne urządzenie, Google Home, rozpoznaje wszystkie religie oprócz katolicyzmu, a mianowicie nie rozpoznaje Jezusa Chrystusa, tak jakby ktoś taki nigdy nie istniał.

Owo swoiste wypieranie jakichkolwiek śladów wiary katolickiej z przestrzeni cyfrowej stało się już niemal normą i zaprzeczanie temu, jakoby za każdym razem był to jedynie błąd, jest mało wiarygodne. Administratorzy tych potężnych narzędzi zdają sobie doskonale sprawę, na jak wiele osób mają wpływ. I kształtują nie tyle indywidualistów mających własne poglądy, ile właśnie bezmyślną masę, która ma lubić i wyznawać to, co się jej w cyfrowych mediach podaje.

Czy więc oznacza to, że katolicy powinni wycofać się z wirtualnego świata? W żadnym razie. Ale powinni pamiętać, że dobrze byłoby, aby każdy post zamieszczony w tymże świecie w jakiś sposób prowadził do osobistego spotkania człowieka z człowiekiem i z Bogiem.


Idziemy nr 16 (654), 22 kwietnia 2018 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -