21 stycznia
niedziela
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Śpiewa głównie po polsku

Ocena: 4.6
1484

Szczycę się tym, że śpiewam po polsku – mówi z dumą Stan Borys. Za promowanie polskiej kultury w Polsce i za granicą otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W Święto Niepodległości wręczył go artyście prezydent Andrzej Duda.

fot. KPRP/Krzysztof Sitkowski

Stan Borys był piosenkarzem, poetą, aktorem, kompozytorem, niekiedy niepokornym. U szczytu kariery, w wieku 34 lat, opuścił kraj. Wyjechał z Polski, by wyrwać się z więzów systemu tłamszącego wolność i godność człowieka. Przez 30 lat promował polskie piosenki, polską kulturę i sztukę w USA. Na progu trzeciego tysiąclecia wrócił do Polski, by robić to samo już na dwóch kontynentach.

 

Jaskółka uwięziona

Popularność zdobył w połowie lat 60. jako wokalista współtworzonej z Tadeuszem Nalepą grupy Blackout i zasłynął od razu piosenką „Anna”, którą dziś nazwano by kultową. Blackout zapoczątkował też pierwsze protest songi w Polsce: „Te bomby lecą na nasz dom” czy „Pozwólcie nam żyć”, do których teksty pisał Bogdan Loebl. Kiedy po dwóch latach zespół rozpadł się, Stan Borys związał z grupą Bizony, zaśpiewał „Wiatr od Klimczoka” i – znowu kultowy – „Spacer dziką plażą”, tak jak „Anna” grany do dziś.

Wkrótce rozpoczął karierę solową, lansując takie przeboje jak „To ziemia” czy „Ikona”, ale najważniejszym, najbardziej rozpoznawalnym jego utworem stała się „Jaskółka uwięziona”. Na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1973 r. dostał nagrodę dziennikarzy za interpretację utworu, a w tym samym roku na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie zdobył Bursztynowego Słowika.

– Dwa lata musiałem czekać, aż pozwolono mi zaśpiewać „Jaskółkę” na festiwalu – opowiada Stan Borys. Kiedy chciał wykonać utwór na powstającym wtedy bez zgody władz państwowych kościelnym SacroSongu w Krakowie, odradzano mu udział, a nawet grożono. Nie posłuchał i doczekał nagrody: kard. Karol Wojtyła, żegnając się z artystami na scenie, zażartował wtedy do Stana Borysa: „Fruwaj, jaskółko, fruwaj”.

– Byłem wtedy „etatowym” piosenkarzem, który jeździł na festiwale do Francji, Belgii, Irlandii, Wenezueli czy Grecji. Wracałem z trzecim czy pierwszym miejscem, ale nigdy nie byłem zauważony przez władze, także te artystyczne – opowiada artysta. Bursztynowy naszyjnik i duży krzyż zawieszony na szyi były niemal nieodłącznym elementem stroju artysty, do tego bujny zarost i powłóczysta szata.

Podczas trasy koncertowej w Związku Radzieckim, gdzie w 1969 r. wyjechał z zespołem Bizony i grupą artystów, organizatorzy pytali: „Kogo wy nam tutaj przywieźliście?! My takim rewolucjonistom jak Borys już dawno poucinaliśmy łby na pniaku. Jeśli chcecie kontynuować trasę, musi się ostrzyc”. Ze względu na duży zespół ludzi, aby nie przerywać trasy, ściął włosy. Wcześniej miał wystąpić na żywo w najpopularniejszym rosyjskim programie w TV, ale kamery pracowały tak, że był na ekranie małą kropką w dalekiej perspektywie.

– „Prorok czy apostoł, nikomu nie jest potrzebny” – komentowano i nie pokazywano mnie w telewizji w Polsce – wspomina Stan Borys. – Czy można było zaakceptować system, który zarzucał mi że w „Jaskółce uwięzionej” jest słowo o wolności i o kościele, że muszę zmienić te słowa? Kazimierz Szemioth, który napisał tę piosenkę, był wściekły.

 

Za oceanem

Pomyślał o wyjeździe. – Ameryka była marzeniem każdego chłopca z małej wsi na Podkarpaciu, skąd pochodzę – opowiada Stan Borys. Otrzymanie paszportu było kolejną drogą przez mękę. – Z wykazaniem się odpowiednią ilością dolarów potrzebnych na pobyt w USA nie było problemu, na niektórych festiwalach dostawałem nagrody pieniężne. Ale na siedmiu stronicach musiałem opisać, co będę tam robił i z kim się spotykał. „Co to, wstęp napisaliście?” – skomentowano w Biurze Pagartu, który troszczył się o paszporty artystów. Na kolejnych dwudziestu stronicach dopisał więc nazwiska wzięte z programów zagranicznych festiwali, ludzi, których de facto nie znał. Nie ujawnił, że będzie to podróż w jedną stronę.

Nie było łatwo wyjechać, nie znając nikogo, nie znając języka, zostawiając całe swoje życie. Był wtedy aktorem w Teatrze Syrena. – Dyrektorzy poddali mi pomysł, że w Ameryce mógłbym studiować reżyserię musicali, a po powrocie realizować je w Polsce – wspomina. Miał wtedy za sobą występy w pierwszej polskiej operze rockowej „Naga” (naga prawda, ballada o ludziach) oraz w Oratorium Muzycznym Katarzyny Gertner i Ernesta Brylla „Zagrajcie nam, wszystkie srebrne dzwony”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły