22 września
sobota
Tomasza, Maurycego, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Berlin: wraca nowe

Ocena: 3.5
1430

Po tygodniach trudnych negocjacji Niemcy prawie mają już nowy rząd. Będzie to odnowiona stara „wielka koalicja” CDU/CSU i SPD – pod kierownictwem tej samej Angeli Merkel.

fot. PAP/EPA/CLEMENS BILAN

Dlaczego jednak „prawie” mają – co zresztą pokazuje, że sytuacja zmienia się bez przerwy? Otóż o tym, czy SPD ostatecznie przystąpi do koalicji, zadecyduje w głosowaniu jej 460 tys. członków, co musi trochę potrwać. Wielu socjaldemokratów nastawionych jest sceptycznie; po czterech latach funkcjonowania w sojuszu z CDU/CSU przegrali wybory, uzyskując najgorszy wynik w powojennej historii Niemiec – 20,5 proc. głosów – i teraz obawiają się, że za kilka lat mogą stracić jeszcze bardziej. Zwłaszcza młodzieżówka SPD jest zdecydowanie przeciwna sojuszowi z chadekami.


Nikt nie chce wyborów

Najprawdopodobniej Angela Merkel znów wygra. Niemcy wiedzą bowiem doskonale, że alternatywą są nowe wybory, czyli miesiące politycznego zamieszania. Tak czy owak oznacza to zmiany, także w polityce zagranicznej, i także dla naszego kraju.

Jednak nie będą one tak wielkie, jak można się było spodziewać. Lider socjaldemokratów Martin Schulz, kierujący partią od 2017 r., wcześniej przewodniczący Parlamentu Europejskiego, chciał zostać w nowym rządzie wicekanclerzem i szefem dyplomacji. Już zapowiedział sankcje unijne wobec Polski i Węgier za nieprzyjmowanie uchodźców. „Przy następnych wieloletnich perspektywach budżetowych UE Niemcy nie mogą po prostu nadal wpłacać do budżetu zwykłych sum, jeżeli kraje będące biorcami funduszy, jak Węgry czy Polska, nie przyczynią się do przyjęcia uchodźców” – mówił w wywiadzie dla największej niemieckiej gazety, tabloidu „Bild”.

Zmiany nie będą tak wielkie, jak można się było spodziewać.

Znane było też dość przychylne stanowisko Schulza wobec Rosji. Choć nie mówił o zniesieniu sankcji, to jednak przed wyborami podkreślał, że kraj ten „jest ważnym partnerem na arenie światowej, jest członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ dysponującym prawem weta, jest też naszym sąsiadem”, chciałby więc z nim „konstruktywnie współpracować”.

Ale socjaldemokraci, po przegranej wyborczej, nie chcieli słyszeć o tece ministerialnej dla Schulza. Ostatecznie więc ogłosił on, że nie będzie się o nią ubiegać. Co więcej, utracił też funkcję szefa SPD – tymczasowo zastąpił go Olaf Scholz, mer Hamburga – co oznacza nie byle jaką pozycję, bo Wolne Miasto Hamburg ma status landu. W dodatku Olaf Scholz już współpracował z panią kanclerz, bo w latach 2007-2009 był ministrem pracy i spraw społecznych, a i teraz wejdzie do rządu.

Kandydatką na nowego lidera jest w tej sytuacji 47-letnia Andrea Nahles, szefowa frakcji SPD w Bundestagu, a do 2017 r. minister pracy i spraw społecznych. Jej kandydatura ma zostać zatwierdzona na zjeździe partii 22 kwietnia w Wiesbaden.


Ustępstwa chadeków

Żeby pozyskać socjaldemokratów, chadecy poczynili bardzo poważne ustępstwa. Redaktor „Bild” Julian Reichelt zasugerował nawet, że będzie to „pierwszy rząd SPD kierowany przez kanclerza z CDU”.

Największym ustępstwem jest oddanie ministerstwa finansów, kierowanego dotąd przez konserwatystę Wolfganga Schäublego. Bardzo surowo traktował on najbardziej zadłużone kraje południa Unii Europejskiej; można sądzić, że w niemieckiej polityce wobec finansów UE nastąpią teraz istotne zmiany. Schäublego ma zastąpić tenże Olaf Scholz, który obecnie „podmienił” w SPD Martina Schulza.

Socjaldemokraci otrzymają też inne ważne ministerstwa: pracy, sprawiedliwości, rodziny i środowiska. CDU przejmie – obok ważnych resortów gospodarki i obrony – także te uznawane za mniej znaczące: edukacji i rolnictwa. A siostrzana CSU dostanie bardzo istotne MSW, którym kierować ma lider tej partii, konserwatysta Horst Seehofer, znany m.in. z niechęci do przyjmowania imigrantów.

Wśród najważniejszych postanowień w kwestiach wewnętrznych wiele punktów wspólnego programu (umowa koalicyjna liczy 179 stron!) również powstało pod znaczącym wpływem socjaldemokratów. I tak na przykład zapowiedziano stworzenie komisji mającej zreformować służbę zdrowia, co jest kompromisowym rozwiązaniem wobec propozycji SPD zagwarantowania podstawowej opieki medycznej dla każdego. Przyjęta została propozycja socjaldemokratów, że umowy o pracę mogą być czasowe tylko wówczas, jeśli pracodawca poda konkretny tego powód; podjęte zostaną działania dla zaktywizowania 150 tys. długotrwale bezrobotnych. W umowie zawarto też deklarację, że rząd będzie próbował osiągnąć zakładane wcześniej cele ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, choć już dokładnie wiadomo, że to się nie uda. Kosztem miliarda euro poszerzony zostanie dostęp do internetu w regionach rolniczych, a na 2025 r. każdy obywatel Niemiec ma mieć zagwarantowane bezpłatne korzystanie z sieci.


Europa dwóch prędkości?

Umowa koalicyjna w gruncie rzeczy przewiduje to, czego Polska – i w istocie polscy politycy wszystkich opcji – obawia się najbardziej: wsparcie dla idei „Europy dwóch prędkości”. Bo nowy rząd ma stawiać przede wszystkim na umacnianie strefy euro.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI