30 maja
czwartek
Ferdynanda, Karola, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Niespokojny świat

Ocena: 0
615

Wszyscy mieliśmy nadzieję, że w XXI w. wojny zaczną znikać z mapy świata. Przecież ludzie stają się coraz bardziej świadomi i rozumieją, że należy stawiać na dialog i współpracę. A jednak zewsząd docierają do nas alarmujące wieści.

fot. PAP/EPA/JUSTIN LANE

– Musimy się liczyć z tym, że pewnego dnia Władimir Putin zaatakuje nawet kraj NATO – mówił niedawno niemiecki minister obrony Boris Pistorius. Pojawiły się też informacje o tajnym niemieckim raporcie wojskowym, zgodnie z którym, jeśli USA porzucą Ukrainę, wkrótce Rosja napadnie na państwa bałtyckie i Polskę. W podobnym tonie wypowiedział się szef litewskiego MSZ Gabrielius Landsbergis. To brzmi groźnie.

Portal Geneva Academy wylicza 110 dużych konfliktów zbrojnych trwających obecnie w świecie. My w Polsce zwracamy uwagę na dwa: wojnę rosyjsko-ukraińską i wojnę w Gazie. One są rzeczywiście najgroźniejsze. Ale niebezpieczeństw jest o wiele więcej.

 


BŁĄD Z KOSOWEM

Przez długi czas po II wojnie światowej utrzymywała się w Europie zgoda co do tego, że powojenne granice są nienaruszalne. Upadek komunizmu niewiele tu zmienił; jeśli powstały nowe państwa, to z granicami istniejącymi wcześniej w ramach kilku federacji. Związek Radziecki rozpadł się na kraje, które wcześniej były republikami radzieckimi. Jugosławia podzieliła się zgodnie z granicami tworzących ją republik. Czechosłowacja rozpadła się na Czechy i Słowację dokładnie według dzielącej je granicy. To miało pozostać niezmienne, nawet jeśli z różnych względów linie graniczne były niesłuszne. Stalin, który miał wielki wpływ na wygląd mapy Europy, nie przejmował się podziałami etnicznymi i rysował granice, jak chciał. Ale było oczywiste, że pretensje terytorialne prowadzą do podważenia powojennej stabilności na naszym kontynencie.

Niestety, pierwsza i wysoce kontrowersyjna zmiana została poparta przez Zachód, w tym Polskę. Chodzi o Kosowo. Kraj ten jest w większości zamieszkany przez Albańczyków (stanowią ok. 90 proc., Serbowie ok. 7 proc.), ale jest historycznie bardzo silnie związany z Serbią. Po kolejnych konfliktach i starciach pomiędzy Albańczykami i Serbami oraz wspierającymi ich władzami w Belgradzie w 2007 r. Kosowo ogłosiło niepodległość. Nie uznała tego Serbia, a także m.in. Azerbejdżan, Cypr, Gruzja, Hiszpania, Rosja i wiele innych krajów. A wcześniej, w 1999 r., siły NATO przeprowadziły bombardowania Serbii, by zmusić Belgrad do zaprzestania czystek etnicznych w Kosowie. Co ważne, działania te – nawet jeśli były słuszne – nie miały oparcia w decyzjach Organizacji Narodów Zjednoczonych. To zaś miało ogromne reperkusje. Skoro państwa NATO mogły bombardować niepodległy kraj, a następnie spora część państw członkowskich Sojuszu i Unii Europejskiej mogła uznać niepodległość samozwańczego Kosowa, to ewentualne podobne działania Rosji mogą zostać usprawiedliwione w podobny sposób…

 


ZIELONE LUDZIKI

Siedem lat później, podczas gigantycznego zamieszania na Ukrainie, tzw. Majdanu (wielkiej demonstracji na centralnie położonym Majdanie Nezałeżnosti), nazywanego tam „rewolucją godności”, doszło do dramatycznych wydarzeń. Na Krymie pojawiły się „zielone ludziki”, czyli rosyjscy żołnierze w mundurach bez oznaczeń przynależności wojskowej. Armia ukraińska oponowała bardzo niemrawo; opór – bez użycia broni – stawił jeden niewielki okręt wojenny oraz jedna baza wojskowa. Krym został opanowany szybko i wkrótce przeprowadzone zostało na nim referendum, w którym jakoby większość mieszkańców opowiedziała się za odłączeniem od Ukrainy (głosowanie odbywało się pod nadzorem wojska). Wkrótce półwysep został przyłączony do Rosji.

Rozpoczęły się też walki o Donbas. Powstały samozwańcze republiki – Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, obejmujące swym obszarem część dwóch obwodów Ukrainy. Tam również pojawiły się „zielone ludziki”. Działania Rosji wywołały powszechne oburzenie, ale Moskwa miała trudny do zbicia argument: wcześniejsze wydarzenia w Kosowie. I nieważne, że mieszkańcy Kosowa ogłosili niepodległość sami, bez wsparcia wojska z innych krajów, a tu interweniowały jednostki rosyjskie. Precedens okazał się groźny w skutkach.

Zarazem to właśnie 2014 r. uznaje się za przełomowy w sytuacji Europy. Kosowo i Serbia (czy nawet cała ówczesna Jugosławia) nie odgrywały większej roli na naszym kontynencie; Rosja usiłuje odbudować rangę supermocarstwa, a Ukraina jest jednym z większych krajów europejskich. Tak czy owak, właśnie wówczas, niecałe dziesięć lat temu, ostatecznie zawalił się tworzony mozolnie ład europejski. Rosja powiedziała publicznie, że ma pełne prawo do dokonywania zmian granic (nawet przy użyciu siły), jeśli taka jest wola mieszkańców zajmowanych terytoriów. Kreml oczywiście dowodzi, że krymskie referendum było całkowicie demokratyczne i legalne, a dwie „republiki ludowe” powstały w efekcie „dążeń ich mieszkańców”.

 


WOJNY, KTÓRYCH NIE MA

Prowadzenie wojen jest zabronione przez Kartę ONZ. I dlatego na świecie politycy nierzadko twierdzą, że rozpoczęta przez nich wojna wcale nią nie jest. Podobnie było w 2022 r. w przypadku Rosji. Kreml dowodził, że Ukrainą rządzą „naziści”, a rosyjska mniejszość jest prześladowana, rozpoczął więc „specjalną operację wojskową”, by „wyzwolić” zarówno rzekomo cierpiących Rosjan, jak i Ukraińców. Tyle że ci ostatni wcale tego nie chcieli i bronią się do dzisiaj.

Niestety, kompletnie nieskuteczna okazała się Organizacja Narodów Zjednoczonych; jako członek kluczowej Rady Bezpieczeństwa Rosja mogła zablokować dowolne działanie. Wspierana była przez Chiny, zadowolone, że sprawiają kłopot Zachodowi, a w szczególności Stanom Zjednoczonym, które wsparły Ukrainę. Co więcej, część państw głosujących w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ wolała zdystansować się od Ukrainy, bo są nastawione antyzachodnio lub wręcz antyamerykańsko. Rosja większości nie zdobyła, ale nie wszystkie kraje Trzeciego Świata wykazały solidarność z napadniętym.

A potem dał o sobie znać kolejny konflikt – tym razem na Bliskim Wschodzie. Nieoczekiwany atak Hamasu na Izrael wywołał potężny odwet izraelski. Wojna na Ukrainie straciła na znaczeniu. Co więcej, niebezpieczeństwo rozlania się konfliktu na resztę Bliskiego Wschodu wciąż jest realne.

W tej sytuacji nikogo niemal nie poruszył dramat Ormian z Górskiego Karabachu, którzy pod naciskiem sił Azerbejdżanu tysiącami musieli opuścić swoje domy. Niestety, dla wielu krajów pojawiła się szansa na zadziałanie niejako w cieniu dwóch wielkich batalii – na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. I co najmniej kilka państw usiłuje coś na tym ugrać. USA próbują pozostać „globalnym policjantem”, ale w widoczny sposób słabną. Chiny za to robią się coraz silniejsze, co wcale nie oznacza, że muszą szybko zaatakować Tajwan, uznawany przez nie za część ChRL. Chińczycy nigdy się nie spieszą. Rosja chce znów stać się mocarstwem, ale nie jest w stanie wygrać ze słabszą Ukrainą. Kilka innych krajów usiłuje umacniać swoje pozycje, w tym Indie i Brazylia.

 


MUSIMY SIĘ ZBROIĆ

My swoje bezpieczeństwo oparliśmy na sojusznikach z NATO i Unii Europejskiej. Niestety, jak już zostało powiedziane, główny kraj Sojuszu – Stany Zjednoczone – słabnie, a jeśli wybory prezydenckie wygra w listopadzie Donald Trump, to USA mogą w ogóle odwrócić się od Europy. Słabną też Niemcy, targane sprzecznościami politycznymi i gospodarczymi; skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) jest już partią numer dwa, a jej wygrana przyniosłaby nieobliczalne skutki.

Czy musimy się bać rosyjskiego ataku? Logicznie rzecz biorąc – nie, ale logika Putina jest inna niż nasza. Trzeba więc umacniać sojusze, dogadywać się z sąsiadami, a przede wszystkim wyłączyć kwestie bezpieczeństwa i obrony spod walki partyjnej. Wydaje się to możliwe, a jest konieczne, bo zagrożeń raczej przybywa, niż ubywa. Ale też gospodarczo Polska ma się dobrze, a Wojsko Polskie staje się coraz silniejsze. Trzeba więc być czujnym, a przede wszystkim umacniać nasz kraj. W każdy możliwy sposób.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 maja

Czwartek, VIII Tydzień wielkanocny
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 14, 12-16. 22-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter