25 października
niedziela
Darii, Wilhelminy, Bonifacego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pakiet dla Europy

Ocena: 5
623

Komisja Europejska ogłosiła pakiet pomocowy w wysokości 750 mld euro, z czego 500 mld ma być w formie dotacji, a 250 mld – pożyczek.

fot. PAP/EPA/POOL / OLIVIER HOSLET

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Josep Borrell

Z gospodarczego punktu widzenia inicjatywę tę można określić: za późno, za mało. Pieniądze będą dostępne dopiero od stycznia 2021 r., a wypłaty będą rozciągnięte na kilka lat. Dla porównania: w USA, gospodarce nieznacznie większej od UE, już w pierwszych tygodniach kryzysu wywołanego pandemią zatwierdzono pakiety pomocowe w wysokości 3 bln dolarów (ok. 2,7 bln euro) i mówi się o kolejnych. Owe 3 bln już są wydawane, obywatele i przedsiębiorstwa już dostają pieniądze.

Rozpoczęcie programu pomocowego od początku przyszłego roku mija się z celem, bo prognozy gospodarcze przewidują, że do tego czasu kryzys minie, rozdawnictwo zaś pieniędzy podatnika ma sens tylko w czasie jego trwania. Do stycznia większość zagrożonych firm zbankrutuje i ten, kogo miejsce pracy jest zagrożone, już je straci. Zresztą cele tego pakietu nie są spójne z istotą pakietu ratunkowego. Mają pomagać w transformacji gospodarek w kierunku „zielonego ładu”, „neutralności klimatycznej” i cyfryzacji, co bardzo ogranicza zastosowanie do zwalczania ekonomicznych skutków pandemii.

Komunikaty prasowe skupiają całą uwagę na wartościach brutto (owe 750 mld), ale istotne są wpływy i wpłaty netto. Obie te wartości muszą być sobie równe i wynoszą zaledwie odrobinę powyżej 300 mld euro. Już sam fakt posługiwania się wartościami brutto zamiast netto wskazuje na manipulację. W kategorii bezwzględnych wpływów netto wygrana jest Hiszpania (82,2 mld euro), Włochy (56,7 mld), Polska (36 mld) i Grecja (33,4 mld). Niemniej najważniejszy jest wpływ netto w stosunku do PKB, i w tej kategorii jesteśmy daleko w tyle (6,8 proc. PKB), podczas gdy np. Chorwacja, Bułgaria i Grecja – odpowiednio: 22,4 proc., 19,3 proc. i 17,8 proc. PKB.

 


POLITYCZNY „ZAMACH STANU”

Przełomowy natomiast jest fakt, że pakiet ma zostać sfinansowany w drodze zaciągania przez KE długu. Do tej pory każdy specjalista od prawa konstytucyjnego i każdy polityk twierdził, że na mocy traktatu o funkcjonowaniu UE (TFUE), Komisja Europejska nie ma prawa wypuszczania obligacji. W części dotyczącej finansów KE (artykuły 310-324 TFUE) jest jasno powiedziane, że KE może wydawać tylko „środki własne”, a ich źródła są precyzyjnie określone – obligacji wśród nich nie ma. Co więcej, deficyty budżetowe są wykluczone. Natomiast pakiet pomocowy oczywiście zakłada i wypuszczanie długu, i deficyt w budżecie na lata 2021-2027. Spłaty zaciągniętych kredytów mają się rozpocząć dopiero z nastaniem kolejnej siedmioletniej perspektywy, czyli po 2027 r.

Zatem KE, która tylekroć napominała Polskę i Węgry z powodu rzekomego łamania unijnego prawa, w oczywisty sposób łamie jeśli nie literę, to na pewno ducha TFUE. Traktat nie zawiera wprost zakazu wypuszczania długu przez KE, zatem autorzy TFUE zostawili niewielką furtkę do przemiany UE w „unię transferową”, organizację, w której mamy do czynienia z dużymi transferami pieniędzy pomiędzy krajami członkowskimi.

Dziesięć lat temu, w trakcie kryzysu strefy euro kanclerz Angela Merkel, współautorka inicjatywy udzielania dotacji krajom członkowskim, zaklinała się, że o żadnej „unii transferowej” mowy być nie może. Ale wówczas w grę wchodziła niewypłacalność małych członków strefy euro: Grecji, Portugalii, Irlandii i Cypru, natomiast dziś w grę wchodzi bankructwo trzeciej i czwartej największej gospodarki strefy euro: Włoch i Hiszpanii, zatem zagrożone jest dalsze istnienie wspólnej waluty.

 


SKUTKI DLA POLSKI

Idea przekształcenia UE w „unię transferową” ma potencjalnie ogromne implikacje dla naszego kraju. Teoretycznie, z gospodarczego punktu widzenia, otwiera drogę do uzyskiwania dużo większych środków z Brukseli. Natomiast wszelkie, wcale nie tak pewne, korzyści gospodarcze byłyby zapewne okupione dalszym ograniczeniem suwerenności.

Traktaty unijne są pełne niejasności, niespójności, a nawet sprzeczności i propozycja pakietu pomocowego wykazuje, że ich interpretacja jest „elastyczna”. UE kieruje się nie prawem, ale potrzebą chwili. Nieustanne odwoływanie się do zasad solidarności i pomocniczości jest pustosłowiem. Wszystkie istotne decyzje są podejmowane wyłącznie w trójkącie Berlin-Paryż-Bruksela z pominięciem wszelkich procedur demokratycznych.

Dzisiaj nas się mami 64,5 mld euro brutto, zamiast 36 mld euro netto! Ale zaledwie kilka miesięcy temu, w ramach nowej siedmioletniej perspektywy KE obwieściła powołanie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który ma na celu promocję odchodzenia od energetyki opartej na węglu. Polska miała dostać maksymalną dostępną kwotę, ale nazajutrz okazało się, że dotacja może być obcięta o 50 proc., jeśli nie będą spełnione pewne warunki.

W sumie pakiet ten oznacza, że w UE panuje prawo dżungli – i fakt ten osładza się nie aż tak wielkimi pieniędzmi.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 25 października

Niedziela, XXX Tydzień zwykły
«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem»
+ czytania liturgiczne (rok A, II): Wj 22,20-26; Ps 18, 2-4.47 i 51ab; 1 Tes 1,5c-10; Mt 22,34-40
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
Prawo miłości - komentarz tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter