20 października
środa
Ireny, Kleopatry, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

63 dni wolności

Ocena: 0
593

walki w obronie reduty PWPW


DO DZIŚ NA SŁUŻBIE

Z dnia na dzień, wraz z przybywaniem ofiar, zwłaszcza wśród cywili, entuzjazm topniał. Po upadku reduty PWPW tego samego dnia drużyna „Roma” się rozpadła. „Julek” snuł się po Starówce w nadziei przyłączenia do zgrupowania „Leśnik”. Nagle usłyszał niemieckie głosy, zdjął więc kurtkę z powstańczą opaską i dołączył do grupy cywili, których zachęcano do wychodzenia z kryjówek. Niemcy ich przechwytywali i pędzili dalej.

W ten sposób Juliusz Kulesza znalazł się w parku Traugutta. Tam w tłumie kilkuset osób spotkał rodziców. Wszystkich umieszczono w obozie przejściowym w Pruszkowie, skąd Juliusz Kulesza dwukrotnie uciekł. Trzy lata po wojnie spędził w Łodzi, gdzie zdał maturę, a wróciwszy do Warszawy, zrobił dyplom na wydziale grafiki Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (dziś ASP).

W latach 80. porzucił zawód plastyka, a celem życia uczynił badanie i upamiętnianie powstania warszawskiego. Tej tematyce poświęcił blisko dwadzieścia książek, m.in. „Z Tasiemką na czołgi”, „Sierpień przez całe życie”, „Starówka. Warszawskie Termopile 1944”. Z tych pamiętnikarskich relacji wyłania się portret błyskawicznie dojrzewającego szesnastolatka, przekraczającego siebie. Walczył dzielnie, pamiętając przy tym o odwiedzaniu rodziców, wreszcie ratując ich ze zniszczonego schronu.

Już w trakcie walk każdego dnia notował ich przebieg, a po latach relacje uzupełniał o świadectwa kolegów oraz historyków. Jego wspomnienia utrwalają sylwetki powstańczych kompanów. Podczas swej „detektywistycznej” pracy wielokrotnie weryfikował podane przez siebie wcześniej informacje, stawia bowiem na ich rzetelność. Wertując książki teleadresowe i przekopując roczniki oficerskie w Centralnej Bibliotece Wojskowej, odnajdywał zapomnianych, wręcz uznawanych za martwych bohaterów tamtych dni. Zawsze przedstawia ich – ale i siebie – jako ludzi z krwi i kości, także z ich słabościami. Zachowuje przy tym delikatność w ocenianiu ich zachowań, gdy pada na nich cień moralnych podejrzeń.

 


WIE O SOBIE WSZYSTKO

Podczas swoich ulubionych pogadanek dla licealistów obserwuje skrajne reakcje: od chichotu jednych po łzy w oczach innych. Pytany o rewizjonistyczne odczytywanie powstania, przywołuje niedawną książkę, do której miał napisać wstęp. – Był to wywiad-rzeka z żołnierzem kontrwywiadu AK, jednak autorzy zbyt ostentacyjnie przemycali w nim swoje komentarze, którymi odświeżali opinię o AK jako „zaplutym karle reakcji” – mówi Juliusz Kulesza. – Popełnili przy tym wiele błędów faktograficznych. Odmówiłem uczestniczenia w tej publikacji. Łatwo o rewizjonizm po latach, gdy nie spędziło się paru lat pod okupacją, nie straciło bliskich, zdrowia, majątku. Ja w sierpniu 1944 r. wreszcie czułem się wolny.

– Wojna to zjawisko, którego nie chcą masy, a do którego dąży garstka psychopatów – kontynuuje. – Ale gdy wybucha, trzeba się bronić. Nigdy nie słyszałem krytycznych opinii o powstaniu w getcie warszawskim, choć słowo „powstanie” – przy uznaniu dla jego uczestników – jest tu na wyrost. O jego wybuchu decydują bowiem powstańcy, a w getcie stoczono bohaterską, ale jednak walkę obronną. Dołączyłem do powstania, co było naturalnym odruchem po kilku latach tłamszenia przez okupanta. Po przetrwaniu tak ekstremalnych warunków – od euforii po zwierzęce otępienie, od ratowania innych po chronienie siebie – można powiedzieć, że wie się o sobie wszystko.

A czy w dobie powszechnego pojednania podałby rękę Niemcowi, który w czasie powstania stał po drugiej stronie barykady? – Jako pasjonat powstania chętnie poznałbym jego relacje, ale dominuje we mnie obawa, że mógłbym w nim odkryć tego, który zamordował dr Hannę Petrynowską „Ranę” czy mojego kompana „Klucza”. Przyjaźnię się z niemieckim plastykiem, podziwiam jego naród za punktualność, solidność, dyscyplinę, ale w warunkach totalitarnych dyscyplina ta ulega przewartościowaniu. Niemiec potrafił strzelić do kobiety z dzieckiem, bo… taki był rozkaz.

Juliusz Kulesza nie spoczął na laurach, nawet kilkakrotnie odznaczony, m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych, medalami i odznakami oraz awansowany w 2002 r. na porucznika, a w 2018 r. na kapitana Wojska Polskiego. W 2020 r. wydał kolejną publikację: „Zapamiętane”, także zahaczającą o wątki sierpnia 1944. Pisanie uznaje bowiem za kontynuację swej służby powstańczej.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 października

Środa, XXIX Tydzień zwykły
Wspomnienie św. Jana Kantego, prezbitera
Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo o godzinie,
której się nie domyślacie,
Syn Człowieczy przyjdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 12,39-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter