12 listopada
poniedziałek
Renaty, Witolda, Jozafata
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co się z nami stało?

Ocena: 0
1625

Coś się z nami wszystkimi niedobrego dzieje.

fot. Pixabay, CC0

– Zbieramy na stypendia dla zdol… – dwóch miłych trzynastolatków nawet nie zdołało dokończyć zdania, kiedy usłyszeli opryskliwe i pogardliwe: – To se zbierajcie.

Ale nie był to koniec przykrych i chyba jednak nieprzewidzianych przez chłopców sytuacji. Bo kiedy ci dwaj wolontariusze Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, jak najbardziej oficjalni, w żółtych chustach i z identyfikatorami na piersi, podeszli do innego przechodnia – „i nie wyglądał, dziadku, na takiego”, zarzekał się później Staś – usłyszeli ordynarne: „Spie….”.

To nie miał być felieton o Stasiu i innych wnukach, choć zawsze z radością wyszukuję różne uniwersalne momenty w rodzinnych historiach i dziecięcych doświadczeniach. To miał być felieton o sporach i zwarciach wszystkich ze wszystkimi, o wyłączeniu hamulców psychicznych, moralnych i intelektualnych, o całkowitym braku woli do szukania pojednawczych słów i gestów, o zaniku koncyliacyjnych zachowań. O tym, że coś się z nami wszystkimi niedobrego dzieje.

Rozmawiamy bowiem w domu o niezliczonych przykładach znoszonych codziennie przez członków rodziny z różnych miejsc i środowisk. I żadne – podkreślam, żadne – nie jest wolne od takich sytuacji, które wymieniłam, od tej niechęci do szukania jakiegokolwiek porozumienia. Podobno tacy, którzy piszą, że żadne środowisko nie jest wolne od tej strasznej przywary, nazywają się teraz symetrystami. Proszę bardzo, niech będą i symetryści, ale o tej zajadłej niechęci do szukania porozumienia to już chyba Aleksander Fredro pisał, i okrutnie ją wyśmiewał.

Nie będzie naruszeniem ciszy wyborczej przypomnienie, że dotyczy to również – a może przede wszystkim – polityków z pierwszych stron gazet, także lokalnych. Tylko co z tego? Otóż z tego nic nie wynika, poza dyskusją w mediach społecznościowych, których zasięg jest, wbrew pozorom, ograniczony! Porównanie przeciwnika politycznego do szarańczy, którą trzeba strząsnąć z drzewa, nie pociąga za sobą żadnych skutków. Żadnej infamii. Taki człowiek dalej jest akceptowany, dalej podaje mu się rękę, dalej siada się z nim do stołu. Ba, jest chwalony i poklepywany: ale im dowaliłeś! Zresztą, o czym tu mówić, skoro „dorżnięcie watahy” też nie zrobiło kilka lat temu wrażenia.

Miliony polskich rodzin codziennie przy kolacji – oby wspólnej – omawiają szkolne problemy dzieci, dzielą radości z ich sukcesów i łagodzą niepokój porażek, opowiadają sobie o kłopotach w pracy, martwią się podwyżkami. Nie mają czasu na twittery i facebooki, a jednak i do nich przenika zajadłość, brak wzajemnej życzliwości, niechęć, nawet wrogość.

Jestem pewna, że tysiące młodych wolontariuszy Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, którzy w papieską niedzielę 14 października wyszli na ulice, spotkały się głównie z uśmiechem i życzliwością. Że ich puszki napełniły się monetami i banknotami. I tylko sporadycznie stykały się z niechęcią, pogardą i chamstwem.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane artykuły

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -