8 grudnia
niedziela
Marii, Światozara, Makarego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Cud miłości

Ocena: 0
647

Mówimy: najważniejsza jest rodzina. A przecież wartością nie jest rodzina sama w sobie, lecz dobra więź rodzinna! Ten cud miłości, bliskości osób mieszkających pod jednym dachem. Także i tych niemających możliwości obcowania z sobą na co dzień.

Carl Julius von Leypold, "Drzewa w świetle księżyca", 1824

Raczej pogodziliśmy się z tym, że w sprawach życiowych trudno liczyć na pomoc kuzynów, krewnych. Może gdyby mieszkali w pobliżu, dwie ulice dalej czy za miedzą. A z oddali? Już nie, no bo niby jak? Czasem zrodzi się na krótko w sercu żal, który gaśnie w obliczu mnogości domowych problemów, wyzwań, wobec braku czasu, którego wciąż za mało. Tak mijają lata i okazuje się, że przestały nas wzruszać informacje o wujkach, krewnych, ich dzieciach, wnukach, teściach, zięciach, synowych... O całym ogromnym towarzystwie, które tymczasem stało się co najmniej półanonimowe.

 

Mijamy się

Różnie definiujemy rodzinę, niekoniecznie jako „jedno i to samo drzewo”. Przede wszystkim się nie znamy. To znaczy nie znamy się jako dorośli ludzie. Możemy się minąć na ulicy, nie wiedząc, że jesteśmy ciotecznym rodzeństwem. Jako dziecko wiedziałam, że wujek Grzegorz jest najmłodszym bratem mojego ojca i ma córkę Agnieszkę, a wujek Jerzy, najstarszy z wujków, ma synów Leszka i Rysia. Wiedziałam, że syn cioci Sabiny został księdzem, a przed maturą musiał mówić w ogólniaku, że idzie na polonistykę. I o tym, że starszy syn wujka Bogdana nie chce iść w ślady ojca i być marynarzem.

Myślę, że analogiczna wiedza była w każdej rodzinie. Skąd ją mieliśmy? Ano stąd, że nasi rodzice pisywali do siebie listy, kartki na święta i co jakiś czas się odwiedzali. Rzuceni przez los w różne strony Polski, z racji ważnych wydarzeń, przyjeżdżali do miejsca, „skąd ich ród”. Do gniazda. My, młodsze pokolenie, poznawaliśmy się jako uczestnicy tych uroczystości. Rozmawialiśmy ze sobą zwykle półgębkiem. Panowało pewne skrępowanie: niby swój, a obcy. Idiotyczne zróżnicowanie na wielkomiejskich, miastowych i wsiowych. Problem nie do przeskoczenia w danym nam krótkim wspólnym czasie. Jakieś tam kontakty bratersko-siostrzane istniały, ale zawsze oparte na zasadzie wzajemnego wyboru jednych i wykluczeniu drugich.

 

Razem, ale osobno

Wszyscy wiemy jak to jest: ponowne gremialne spotkania rodzinne następują zwykle po śmierci naszych rodziców. Spotykamy się jednak nie „w gnieździe”, lecz w lokalu z cateringiem. Już dorośliśmy, życie czegoś nas nauczyło, nabraliśmy ogłady. Jeśli kto ma w głębi duszy świadomość „lepszości”, broń Boże się z tym nie zdradzi. Przecież przez dwie-trzy godziny się wytrzyma. O! Nie wiedziałam, że mam rodzinę w miejscowości odległej o 30 km od mojego miasta. Ale oni też nie mieli pojęcia o moim istnieniu. Zerkamy na siebie, przeważnie krytycznie. Kordialne powitania, a później z powagą koncentrujemy się na Mszy Świętej. Każde z nas woli zająć inną ławkę; miejsca jest dosyć. Jeśli to pogrzeb, to w kondukcie też nie idziemy ramię w ramię. Raczej każdy dom osobno.

Integrujemy się, siedząc przy wspólnym stole podczas zjazdów rodzinnych czy styp. Panuje zgiełk, mimo że prawie nie rozmawiamy. Robimy szum. Nieznające się osoby zadają sobie nawzajem pytania, w zasadzie nie słuchając odpowiedzi. Jeśli chodzi o wspomnienia, dominują tego typu: „Chyba to w 1967 r. było, przyjechaliśmy do was, no, sama nie wiem, może to był ‘68? Nieważne... Chyba jednak ‘67. Pamiętam, że pokazałaś mi budkę dla szpaków, i pamiętam, że była lemoniada. Czerwona, taka landrynkowa”.

Przychodzi czas rozstania, znów uściski, wymiana wizytówek. Do tych, którzy nie mają: „No co ty, zrób sobie od razu pięćset sztuk, to grosze kosztuje. Ale komórkę masz? Daj numer, już piszę: Graży... sorry, nie Grażyna, co ja gadam, Halina. Sorry. No to do zobaczyska, będziemy w kontakcie”.

I koniec. Kontaktu nie ma, nie zdarzył się cud miłości, cud bliskości. Ale jest rodzina.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 8 grudnia

Oto Ja służebnica Pańska,
niech Mi się stanie według twego słowa!.

Dziś w Kościele: II Niedziela Adwentu,
uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Rdz 3,9-15.20; Ps 98,1-4; Rz 15,4-9; Łk 1,26-38
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ Komentarz tygodnika Idziemy

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -