30 października
piątek
Zenobii, Przemyslawa, Edmunda
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Willa pod Orłem

Ocena: 0
923

O bocheńskiej Wilii pod Orłem, w której piwnicach ponoć wciąż są szczątki ludzi zamęczonych przez UB, opowiedział mi miejscowy policjant.

fot. I.Budziak

Dom wygląda, jakby skrywał mroczną tajemnicę: butwiejący, zabezpieczony folią dach, pełen zacieków, obsypujący się tynk elewacji, zmurszałe okiennice i drewniane drzwi, zamknięte kłódką na łańcuchu. Stiukowy orzeł przymocowany centralnie nad gankiem unosi skrzydła, jakby próbował stąd uciec.

Willę wybudował Karol Sosnowski, przedsiębiorca pracujący m.in. przy budowie kolei żelaznej węgierskiej. Stanęła przy malowniczej, rozciągniętej wzdłuż parku ulicy Orackiej. Blisko stąd do kościoła, rynku, dróg wylotowych z miasta. Piękny, neorenesansowy budynek został ukończony w 1889 r. Piętrowy, podpiwniczony, z gankiem i tarasem podpartym kolumnami, z elewacją w kolorze ecru, zdobiony gzymsami, pilastrami i godłem był zupełnie inny od klasycystycznych, parterowych dworków w sąsiedztwie. Ogród na tyłach, graniczący z cmentarzem, z czasem został zabudowany. Właścicieli absorbowały sprawy zwyczajne: budowa wozowni, kuchni z pokojami dla służby, wychodków, wymiana gontu na dachówkę, naprawa parkanu po powodzi. W rodzinie Sosnowskich willa pozostawała do 1938 r, kiedy spadkobiercy Stanisława, sędziego krajowego, sprzedali ją Jerzemu Janowi Freudenheimowi, a on wynajął „znanej bocheńskiej osobistości”, sędziemu Płaczkowi. Rok później wybuchła wojna i willę zarekwirowała niemiecka nazistowska Kriminalpolizei, służba zajmująca się nie tylko ściganiem przestępstw pospolitych, ale też odpowiedzialna za organizowanie terroru w okupowanych krajach.

 


CZAS BARBARZYŃCÓW

Wilhelm Schomburg, szef bocheńskiego Kripo, przez frontowe okna swojej siedziby widział oddaloną zaledwie o kilkadziesiąt metrów granicę dzielnicy żydowskiej. Pojawił się w mieście mniej więcej w czasie, gdy powstawała. Przed wojną w Bochni mieszkało 2,5 tys. Żydów, z chwilą utworzenia getta 4,5 tys., a rok później 8 tys. Przyjeżdżali, bo możliwość pracy w powstałych wtedy, co getto, zakładach wytwórczych dawała im nadzieję przeżycia. W sierpniu 1942 r. Niemcy kazali Żydom zapłacić olbrzymią kontrybucję w zamian za gwarancję bezpieczeństwa. Otrzymawszy żądaną sumę, rozpoczęli eksterminację. Schomburg uczestniczył w każdej z trzech akcji, podczas których część Żydów wywożono do obozów zagłady w Auschwitz i w Bełżcu, do obozu pracy w Szebni. Niezdolnych do podróży, chorych przebywających w szpitalu, dzieci z sierocińca rozstrzeliwano. Po jednej z akcji Schomburg wraz z dwoma esesmanami kazał Żydom zapłacić 10 tys. zł za zużyte podczas egzekucji naboje. Wolfgang Curilla w pracy Der Judenmord in Polen und die Deutsche Ordnungspolizei 1939-1945 opowiada o dwóch epizodach z udziałem szefa bocheńskiego Kripo. Podczas selekcji Żydów z grupy przeznaczonej do rozstrzelania Schomburg wyciągnął swojego szofera Ferdinanda Friedmana z żoną i kilkorgiem krewnych, ocalając im życie. Tego samego dnia, 3 września 1943 r., gdy z ciał rozstrzelanych ok. stu Żydów porządkowi utworzyli stos, polali go benzyną i podpalili, wraz z dwoma policjantami obserwował płomienie, popijając piwo i wódkę. Dwa dni później Niemcy ogłosili, że Bochnia jest wolna od Żydów, a Schomburg wkrótce opuścił miasto.

Nim wyjechał, nieraz mógł stać przy oknie na tyłach willi, a wtedy widział cmentarz, na którym nocą Niemcy rozstrzeliwali ludzi: od kilkumiesięcznych dzieci po starców, grupami i indywidualnie, Polaków, Żydów… W sumie zabito w tym miejscu ok. 600 osób. Trudno sobie wyobrazić, by w tak bliskim sąsiedztwie egzekucje odbywały się bez wiedzy szefa Kripo. Czy wtedy na terenie willi zdarzały się zabójstwa więźniów? Nie ma dowodów, choć w jej piwnicach zamienionych na cele z solidnie wzmocnionymi drzwiami mogło jednorazowo zmieścić się kilkudziesięciu zatrzymanych. Dowody spłonęły po wojnie, kiedy mieszkańcy pobliskiego domu traktowali pozostałe w willi po Niemcach papiery jako podpałkę.

 


DOM SZPIEGÓW

O Polakach zatrudnionych w bocheńskiej Kriminalpolizei przy Orackiej wiadomo z zeznań członków miejscowego ruchu oporu. Na przykład to, że niejedno życie ocalił funkcjonariusz Pociej, informując Gustawa Rachwalskiego ps. „Wodzicki”, szefa dywersji Armii Narodowej „Pogrom” o donosach, jakie przychodziły na Oracką od jednych Polaków na drugich. Z kolei funkcjonariusze Puchała, Nawrocki, Antoniszczak, Konarski, jako wywiadowcy Juliana Migdała ps. „Dąb”, szefa wywiadu AK w obwodzie Bochnia, przekazywali mu informacje nie tylko o działaniach okupanta, ale też o volksdeutschach i „splamionych”, osobach sprzyjających Niemcom. Działania partyzantów były na tyle dotkliwe, że w willi przy Orackiej gestapo utworzyło specjalny Stutzpunkt, na czele z przybyłym z Krakowa oficerem Shroderem. Wykonawcami jego rozkazów byli obywatele radzieccy, którzy wybrali służbę Niemcom: Ukraińcy, Azerowie i własowcy. Jednak to nie oni, a oddziały Rachwalskiego odnotowywały sukcesy, likwidując kilku własowców i Ukraińców.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 października

Piątek, XXX Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
"Dotknął go, uzdrowił i odprawił."
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Flp 1,1-11; Ps 111,1b-6; Łk 14,1-6
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter