21 listopada
wtorek
Alberta, Janusza, Konrada
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Aleja przyjaciół

Ocena: 5
1765

Śmierć naprawdę jest dniem narodzin do innego życia, tylko my wcale nie umiemy w to uwierzyć 

Magda Czaputowicz była wierną czytelniczką naszego tygodnika i jego wielką entuzjastką, za co zawsze będę jej wdzięczna. Kiedy nie mogła się doczekać nowego numeru, bo nie był jeszcze wyłożony do sprzedaży w kościele, biegała po okolicznych kioskach i kupowała niekiedy po dwa-trzy egzemplarze, żeby rozdawać znajomym. Ale nie dlatego piszę o niej teraz, w numerze na Wszystkich Świętych.

Piszę o niej, ponieważ jej Msza Święta pogrzebowa była dla tłumu wypełniającego duży kościół Najświętszego Zbawiciela doświadczeniem mistycznym. Swego wrażenia nie ukrywał nawet o. Jacek Salij, zaprzyjaźniony od lat z Magdą i jej rodziną, mężem i pięcioma córkami, a nawet z zięciami i wnukami. Ojciec Salij już w pierwszych słowach homilii powiedział wprost, że jest to pierwsza od lat Eucharystia, w której śp. Magda nie przyjmuje Ciała Pańskiego, bo już jest z Panem Jezusem zjednoczona tam, po drugiej stronie. Mówił o ufności, jaką Magda miała wobec Pana Jezusa i Matki Bożej, z najgłębszym przekonaniem wskazując, że odeszła do Pana w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a taka data – powiedział – jest naprawdę szczególna. Pewna bardzo starsza pani, która przyjaźniła się jeszcze przed wojną z mamą zmarłej Magdy, ze zdumieniem mówiła o swoim wrażeniu, że ta Msza Święta, choć przecież pogrzebowa, była „jakaś taka radosna”. Nie wiedziała nawet, czy można tak powiedzieć, wszak była w żałobie.

A przecież śmierć naprawdę jest dniem narodzin do innego życia, tylko my wcale nie umiemy w to uwierzyć . I po to mamy dzień Wszystkich Świętych. Żebyśmy uczyli się z nimi obcować, żebyśmy z nimi rozmawiali i cieszyli się ich obecnością. Żebyśmy, spacerując po tonących w kwiatach alejach naszych cmentarzy, wierzyli, że nasi przyjaciele mogą już być wśród nich, świętych w Niebie.

Przeglądam teraz napływające z różnych miast doniesienia o imprezach organizowanych z okazji Wszystkich Świętych: są pochody małych przebierańców inspirujących się wizerunkami i biografiami mieszkańców Nieba, bale Wszystkich Świętych, koncerty i inne występy. I pomyśleć, że dopiero inwazja amerykańskich produktów rozrywkowych uruchomiła naszą wyobraźnię i przypomniała istotę tej uroczystości. Zamiast oburzać się na wydrążone dynie i głupawe maski wampirów szczerzące plastikowe kły, różni młodzi katolicy zaczęli strzelać pomysłami – i proszę! Ze smętnego, zeświecczonego „dnia zmarłych” powoli robi się świętowanie, które przypomina, że Niebo jest otwarte dla każdego.

I z tym radosnym nastawieniem idziemy na cmentarz do naszych kochanych i drogich zmarłych, aby im o tym powiedzieć w modlitwie. Ich dniem jest 2 listopada – Dzień Zaduszny – ale przecież niektórzy już są w Niebie! Opowiadała mi moja wileńska ciocia Czesia Mickiewicz, że u nich na Zarzeczu szykowało się dopiero na ten dzień bibułkowe lampiony na cmentarz – a były to lata trzydzieste – i wycinane z kolorowego papieru kwiaty oraz bukiety z kolorowych liści. W poczuciu łączności z tymi, którzy są w drodze do Nieba lub może nawet już je osiągnęli.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły