23 października
wtorek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Miłość i Magdalena

Ocena: 5
1562

Gdyby nie mistycy tacy jak Magdalena de Pazzi, nie wiedzielibyśmy, co kryje się za zasłoną świata.

Pedro de Moya, "Wizja św. Magdaleny Pazzi"

Biedne były jej współtowarzyszki z florenckiego karmelu, biegające za nią po wąskich korytarzach i schodach, aby chwytać i spisywać wypowiadane przez nią w ekstazie słowa. Kiedy przychodziła wizja, oczy mniszki zaczynały świecić dziwnym blaskiem, a twarz nabierała kolorów; „wyglądała nie jak człowiek, ale jak anioł z nieba”. Magdalena mówiła w ekstazie o tak trudnych zagadnieniach teologicznych, że jej lepiej wykształcone współsiostry gubiły się w treściach albo odkładały pióra, by z zachwytem patrzeć na Magdalenę i jej słuchać. „Dzieła św. Marii Magdaleny de Pazzi” zajmują siedem tomów.

O jej życiu powiemy tylko to, co najważniejsze. Urodziła się w połowie XVI w. we Florencji, w zamożnej rodzinie arystokratycznej. Od wczesnego dzieciństwa odznaczała się skłonnością do życia kontemplacyjnego. Rodzina nie pochwalała jej decyzji o pójściu do zakonu, ale to nie powstrzymało dziewczyny. W wieku 16 lat wstąpiła do klasztoru karmelitanek Matki Boskiej Anielskiej we Florencji.

Z polecenia Boga napominała dostojników kościelnych, pisała o źródłach zła w Kościele. Nie była za to kochana. W czasie jednej z wizji otrzymała od Jezusa polecenie, aby jej pożywieniem był tylko chleb i woda i aby dziennie spała pięć godzin, na wiązce siana. Te umartwienia miały być ofiarowane Bogu jako wynagrodzenie za grzechy ludzkości.

Niepojęte są te wynagradzania świętych i składanie ofiary ze swojego życia. I to za co? Za grzechy, których my, ludzie, nie uznajemy i nie chcemy widzieć. Magdalena często wołała do Boga, że gotowa jest pozbawić się wszelkich pociech i doznań płynących z Jego łaski, aby tylko przyczynić się do zbawienia dusz. Czasami prosiła o zbawienie tylu dusz, ile kroków zrobi na dziedzińcu klasztornym, kiedy indziej – ile słów wypowie w czasie Boskiego Oficjum. „Chciałabym pójść do niewierzących, chciałabym wziąć tych wszystkich Indian i nauczyć ich podstaw wiary, aby Jezus zyskał te dusze, a one by zyskały Jezusa”.

Mówiąc o Trójcy Przenajświętszej jako o centrum obiektywnym, o początku i sensie wszystkiego, co istnieje, Magdalena nie pozostawia żadnych złudzeń agnostykom, niewierzącym i wiecznie poszukującym. Bóg zapoczątkował i wypełnia sobą, swoją mocą stwórczą każde istnienie. Wszystko wyszło z Bożej myśli i wszystko do Boga musi wrócić. Magdalena nieskończenie wiele razy powtarzała, że Bóg jest miłością – przesłanie, które z takim trudem forsowała kilka wieków później św. Faustyna. Magdalena pisała, że w Bogu wszystko jest miłością. On czyni i daje wszystko z miłości, nawet gdy karze. Jego moc to miłość, Jego mądrość, dobroć, wieczność – wszystko jest miłością. Z miłości Słowo poruszyło się, aby nas stworzyć, z miłości Bóg posłał swojego Syna…

A człowiek, jak to człowiek: upadł. Ze swej własnej, wolnej woli. I stał się przeciwieństwem swojego Stwórcy. Bóg najczystszy – człowiek nieczystej natury; Bóg wieczny – człowiek przejściowy i niestabilny; Bóg światłość – człowiek ciemność; Bóg miłość – człowiek nienawiść i podstęp; Bóg mądry – człowiek głupi; Bóg wszelkie dobro – człowiek wszelkie zło, czego potwierdzeń aż nadto w świecie od pokoleń. Człowiek po grzechu Adama stał się ruiną, mizernymi szczątkami statku rozbitego.

Wina człowieka była tak wielka, że żadne stworzenie nie było jej w stanie zadośćuczynić, dlatego przyszedł Syn Boży, aby zadośćuczynić Bogu za człowieka. Przyczyną wcielenia był ten sam nadmiar miłości, który powołał człowieka do życia. I znowu – tak wielka jest miłość Słowa do nas, że jest Ono bardziej gotowe otworzyć nam niebo, niż szatan piekło.

Pewna kobieta miała dwie córki, a że pochodziła z rodziny częściowo o tradycjach protestanckich, gdzie kultu świętych nie ma, nie nadała dzieciom imion po świętych. Wymyśliła sobie, że nazwie córki na cześć miłości. Starsza z sióstr została więc Magdaleną, a młodsza – Moniką. Po latach Magdalena uznała, że jakąś patronkę mieć musi, w końcu jest katoliczką – i wybrała mistyczkę Magdalenę Pazzi.

Bo „Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała. Dlatego uwielbiam tę miłość, gdziekolwiek by przebywała…”.

Korzystałam m.in. z tekstów ks. Janusza Aptacego i Danuty Piekarz

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -