23 maja
czwartek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Świadek męki Chrystusa

Ocena: 4.4
1638

Całun Turyński był przez wieki przedmiotem kultu jako relikwia przedstawiająca pośmiertny widok ciała Jezusa Chrystusa. Koniec XIX w. przyniósł przełom. Rozwój nauki pozwolił spojrzeć na niego na nowo.

fot. Wikipedia/domena publiczna

Od ponad stu lat naukowcy różnych dyscyplin odkrywają bogactwo wizerunku pozostawionego na lnianym płótnie. Wszystko zaczęło się od fotografii wykonanej przez piemonckiego prawnika i fotografa Secondo Pia w 1898 r. Jakież było zdziwienie Secondo, gdy w ciemni fotograficznej zaimprowizowanej w katedrze turyńskiej dokonał przełomowego odkrycia. Okazało się, że wizerunek człowieka na płótnie ma właściwości negatywu fotograficznego. Na fotografii Secondo Pia zobaczył obraz twarzy, której wcześniej nikt nie widział. Podobny efekt uzyskał w 1931 r. Giuseppe Enrie, który powtórnie wykonał serię zdjęć płótna.

Odkrycie dokonane przez Secondo Pia zainteresowało naukowców. Siłą rzeczy zaczęto też podawać w wątpliwość autentyczność wizerunku. Jako pierwszy zrobił to Yves Delage, francuski zoolog i profesor anatomii porównawczej z paryskiej Sorbony, znany ze swojego agnostycyzmu i antyklerykalizmu. Ku zdziwieniu środowiska w 1902 r. orzekł on jednak, że prawdopodobieństwo tego, że całun nie pochodzi od ciała Chrystusa, wynosi 1 do 10 mld. Podkreślił przy tym, że szczegóły anatomiczne uwiecznionej na płótnie postaci i ran jej zadanych są zbyt dokładne, by mogły być dziełem malarza. Delage nie nawrócił się pod wpływem kontaktu z całunem. Wyraził jednak myśl, którą po nim powtórzyło wielu naukowców. Całun ma w sobie zakodowanych tak dużo niezwykłych informacji, że trudno odrzucić tezę o tym, że jest to autentyczny wizerunek Chrystusa. Chrześcijanie wierzyli w to od początku.

 


HISTORIA I LEGENDA

Historia całunu dzieli się na dwie części. Datą graniczną jest rok 1357, w którym po raz pierwszy pojawia się wzmianka o nim w zachowanym dokumencie pisanym. Do tego czasu wiedza o losach płótna ginie w mrokach dziejów. Wiemy tyle, ile przekazały nam podania ustne przytoczone w różnego rodzaju tekstach z epoki. Badacze konfrontują je z innymi źródłami pisanymi i rzeczowymi, począwszy od momentu spisania Ewangelii. O całunie wspominają wszyscy ewangeliści. Synoptycy, czyli Mateusz, Marek i Łukasz, używają słowa sidon, Jan natomiast stosuje pojęcie othonia oraz dodatkowo wspomina o chuście (soudarion). Według najbardziej rozpowszechnionej wersji pierwotne losy całunu wiążą się z Edessą, jednym z pierwszych miast chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie, leżącym w granicach dzisiejszej Turcji. Euzebiusz z Cezarei w swojej „Historii Kościoła” (spisanej w latach 311–324) pisze o królu Abgarze V (lata panowania 13 n.e. – 50 n.e.). Miał on korespondować z Jezusem i zostać uzdrowiony. Stał się chrześcijaninem i wszedł w posiadanie całunu. Jego wnuk porzucił wiarę, a samo płótno, zamurowane w bramie miejskiej, odnaleziono dopiero w 544 r. Władcy Bizancjum, które straciło Edessę na rzecz Persów, a później muzułmanów, odzyskali płótno w 944 r.

Całun pojawia się wtedy w Konstantynopolu. Po najeździe krzyżowców w 1204 r. znika ze stolicy Bizancjum i jako łup pojawia się w Atenach w 1206 r., stając się własnością księcia Ottona de La Roche. Później trafia do Francji. W 1357 r. jest w Lirey, a w 1453 r. staje się własnością rodziny sabaudzkiej i ostatecznie trafia do Turynu, gdzie w kaplicy królewskiej katedry św. Jana Chrzciciela jest przechowywany do dziś.

Ostatni król z dynastii sabaudzkiej, Humbert II, w swoim testamencie przekazał prawo własności całunu Stolicy Apostolskiej. Płótno przez wieki przechodziło z rąk do rąk. Dwukrotnie uratowano je z pożaru. Pożar z 1532 r. zostawił ślad w postaci symetrycznych dziur wypalonych przez topiące się wieko relikwiarza oraz dwóch symetrycznych brązowych linii biegnących przez całą długość liczącego 4,4 m długości i 1,1 m szerokości materiału. Bezpośrednio po pożarze siostry klaryski zaszyły wypalone dziury.

 


WIEK PŁÓTNA

Zespoły ekspertów z trzech niezależnych od siebie ośrodków w Zurychu, Oksfordzie i Tuscon wykonały w 1988 r. badanie metodą radiowęglową, tzw. metodą izotopów węgla C14. Wyniki badania pobranego materiału wykazały, że całun powstał między 1260 a 1360 r. Do dziś jest to jedyne tak ważne badanie naukowe, którego wyniki podważają pochodzenie płótna z czasów Jezusa z Nazaretu. Naukowcy niezgadzający się z ich prawdziwością zaczęli wysuwać kontrargumenty. Główny związany jest właśnie z burzliwą historią całunu, a szczególnie z pożarem z 1532 r. i dokonaną po nim renowacją. Klaryski zaszywające wypalone dziury w materiale nie mogły nawet przypuszczać, że kilkaset lat później drobne fragmenty materiału zostaną wycięte i przebadane. W 2000 r. Joseph Marino i Sue Benford wprost zarzucili autorom badania metodą radiowęglową, że poddali analizie fragmenty płótna wszyte po pożarze, zaburzając w ten sposób rzeczywisty wiek płótna. Inni naukowcy zwracają uwagę na to, że datacja metodą radiowęglową dała błędny obraz ze względu na obecność bakterii i grzybów Lichenothelia varnish i Lichenothelia thalii lub ze względu na podwyższoną temperaturę w czasie pożaru kaplicy w Chambéry. Warto dodać, że po 2000 r. przeprowadzono kolejne badania mające na celu ustalenie wieku płótna. Ich wyniki wskazują na to, że całun może pochodzić z czasów Jezusa.

Bez względu na kontrowersje związane z badaniem z 1988 r. i innymi tego typu, które przeprowadzono później, naukowcy różnych dyscyplin dostarczają nam coraz więcej informacji ukazujących niezwykłość całunu. Różnorodne dane potwierdzają nam też jego starożytne pochodzenie. Wiadomo, że przedstawia on pośmiertny wizerunek ciała człowieka poddanego torturom i ukrzyżowaniu. Mężczyzna z całunu miał między 179 a 183 cm wzrostu. Dane są niedokładne, gdyż z czasem materiał mógł ulec skurczeniu, nie wiemy również do końca, jak dokładnie opinał się on na zesztywniałym ciele. W każdym razie człowiek z całunu był wysoki i miał atletyczną budowę ciała. Obserwacja ciała i jego obrażeń pozwala na rekonstrukcję męki, która pokrywa się z opisami zawartymi w Ewangeliach i pismach pierwszych chrześcijan.

 


CZEPIEC Z CIERNI

Na twarzy widoczny jest przeciągły ślad po uderzeniu pałką, w wyniku którego uległ złamaniu nos. Uderzenia zadawane pięścią spowodowały stłuczenia. Broda jest poszarpana. Na czole i głowie widać ślady krwi od ran powstałych przez nałożenie korony cierniowej. Z analizy wizerunku z całunu wiemy, że miała ona kształt czepca obejmującego cały obrys głowy. Pokrywa się to z opisami korony cierniowej zostawionymi przez ojców Kościoła w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Dlaczego zatem w naszej świadomości korona cierniowa ma kształt wieńca? Początkowo relikwia korony cierniowej miała być przechowywana w Jerozolimie. W VII w. uschnięte ciernie z górnej części czepca zaczęły opadać, poza tym pielgrzymi zabierali ze sobą coraz większe jej fragmenty. Dlatego kiedy relikwie korony cierniowej w XIII w. trafiły do Francji, miały już kształt wieńca, który artyści europejscy rozpowszechnili w średniowiecznych przedstawieniach cierpiącego Jezusa. Dopiero analiza wizerunku zapisanego na całunie pokazuje, że Jezus miał na głowie czepiec z cierni. Jeden z nich dosłownie wyżłobił sporej wielkości ranę na czole. Przez wieki uważano, że jest to zakrwawiony kosmyk włosów. Współczesne badania wykazały, że to krew, która wypłynęła z rany. To stanowi kolejny dowód na starożytność całunu. Na chrześcijańskim Bliskim Wschodzie w przedstawieniach ikonograficznych Jezusa spotykamy wizerunek twarzy Zbawiciela, z którego czoła opada kosmyk włosów. Pierwsi wykonawcy ikony Jezusa nie mogli wiedzieć, że to krew. Korzystając z jednego wzoru, którym najprawdopodobniej był wizerunek z całunu, malowali to, co widzieli gołym okiem.

Całun wskazuje również, gdzie wbijano gwoździe, którymi przybito Jezusa do krzyża. Malarze średniowieczni i późniejsi ukazywali gwoździe wbite w środek dłoni. Dziś wiemy, że Rzymianie krzyżowali, przebijając nadgarstki, tak aby ręce wraz z przebitymi stopami mogły utrzymać ciężar wiszącego ciała. Całun Turyński pokazuje nam człowieka, którego dłonie zostały przebite właśnie w taki sposób.

Kościół nie wypowiedział się oficjalnie na temat autentyczności całunu jako płótna, w które zawinięto ciało Chrystusa. Dla ludzi wierzących jest on wymownym, choć niemym świadkiem męki Chrystusa. Dla naukowców zapewne jeszcze przez długi czas pozostanie zagadką.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest wikariuszem parafii św. Wacława na Gocławku w Warszawie

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 maja

Czwartek, VII Tydzień zwykły
Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Chrystus, chociaż był Synem,
nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 19, 25-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter