21 czerwca
czwartek
Alicji, Alojzego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Amok trwa

Ocena: 3.7
1691

Księża totalnej opozycji nie skorzystali z okazji, aby zachować się przyzwoicie wobec przypadku 54-letniego Piotra Szczęsnego, który podpalił się przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie i po kilku dniach zmarł w wyniku rozległych poparzeń. W pozostawionym liście samobójca tłumaczy, że podpalenie jest protestem przeciwko rządom PiS-u. „Chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach” – napisał Szczęsny.

W obliczu absurdu tej samobójczej śmierci kapłan powinien pomodlić się za zmarłego i za jego rodzinę. Niestety, znaleźli się duchowni, którzy postanowili w trybie natychmiastowym beatyfikować samobójcę, zachwycając się jego rzekomą odwagą, mądrością, patriotyzmem. Skądinąd ich rozumiem. Jeśli wszak ktoś przykłada rękę do nakręcania histerii, że w Polsce wolność zagrożona, że upadek demokracji, że faszyzm, to – kiedy w wyniku takiej histerii zdarzy się nieszczęście – ma dwa wyjścia: albo opamiętać się, albo brnąć dalej w coraz większy absurd. Opamiętanie się jest trudniejsze, bo wymaga stanięcia w prawdzie, przyznania się do błędów.

Ksiądz Boniecki uważa, że Szczęsny „to był człowiek bardzo serio myślący” i że „dlatego tam [na miejscu podpalenia się] są dziś ludzie. Dlatego schodzą się pod Pałacem Kultury”. Ale – dodaje – „policja ich rozpędza”. Co prawda, nikt nie widział, aby policja kogokolwiek rozpędzała, ale ks. Bonieckiemu pasuje to łgarstwo do snucia ckliwej opowieści. Czy ta śmierć „zmusi szerokie kręgi społeczne do refleksji?” – zastanawia się były generał marianów. Jestem ciekaw, czy ks. Bonieckiego zmusiła do refleksji śmierć Jolanty Brzeskiej, kobiety zaangażowanej w walkę ze złodziejską reprywatyzacją i eksmitowaniem lokatorów w Warszawie, którą znaleziono spaloną w lesie. Czy ks. Boniecki zadumał się nad tym, w jaki sposób prowadzono śledztwo, i że je umorzono? Jestem ciekaw, czy ks. Bonieckiego zmusił do jakiejkolwiek refleksji czyn Ryszarda Cyby, który 19 października 2010 r. zaatakował ludzi w biurze poselskim PiS-u w Łodzi. Zabił jedną osobę, a drugą ciężko ranił. Krzyczał, że nienawidzi PiS-u i że chce zabić Kaczyńskiego, a po zatrzymaniu oświadczył, że żałuje, iż nie ma już broni, „bo by powystrzelał wszystkich pisowców”.

Krytycy księży, którzy wyrażali podziw wobec postawy Szczęsnego, skupili się na kwestii moralnej oceny samobójstwa. Podkreślali, że katolik, tym bardziej ksiądz, nie może pochwalać samobójstwa. Rzeczywiście, Katechizm stwierdza jasno, że „samobójstwo sprzeciwia się miłości Boga”. Dodaje jednak, że „ciężkie zaburzenia psychiczne, strach lub poważna obawa przed próbą, cierpieniem lub torturami mogą zmniejszyć odpowiedzialność samobójcy”. Dlatego „nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie”. Sprawa jest zatem dość złożona. Ponadto pamiętamy samospalenie Ryszarda Siwca, które było protestem przeciwko inwazji ZSRR na Czechosłowację. Ten czyn wspominany jest z uznaniem, czego wyraz stanowi m.in. obelisk przy Stadionie Narodowym w Warszawie ku czci Siwca.

Dlatego w odniesieniu do przypadku Piotra Szczęsnego nie zaczynałbym od rozdzierania szat, że samobójstwo jest grzechem, choć i na to trzeba zwrócić uwagę. Warto jednak najpierw pokazać przepaść, jaka dzieli rok 1968, w którym społeczeństwo było zniewolone systemem sowieckim, od roku 2017, w którym rządzi PiS w wyniku wygrania demokratycznych wyborów, a opozycja ma wszystkie możliwe środki, by krytykować władzę i walczyć o zwycięstwo w następnych wyborach. Trzeba pokazywać z jednej strony żenadę, a z drugiej obrzydliwość zbijania kapitału politycznego na śmierci pana Szczęsnego. Trzeba pokazywać zło spirali histerii, która w żadnej mierze nie odzwierciedla rzeczywistej sytuacji w kraju. Myli się bowiem samobójca, który o swoją śmierć oskarża obecną władzę. Do tego czynu pchnęła go właśnie histeria totalnej opozycji, której się całkowicie poddał.

Usłyszałem ostatnio o czymś takim, jak „terapia obywatelska”. To ponoć propozycja terapii dla osób, które nie mogą poradzić sobie z tym, że od dwóch lat rządzi PiS. Hmm… Jest to jakaś myśl. Ale może lepiej zająć się nie tyle objawami, co przyczynami, czyli cynicznym nakręcaniem histerii.

Idziemy nr 46 (632), 12 listopada 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły