11 lipca
sobota
Olgi, Kaliny, Benedykta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kulisy polityki

Ocena: 3.4
697

Kandydat, który wygra wybory prezydenckie, musi uzyskać minimum 50 proc. liczby oddanych głosów plus jeden głos (dosłownie). I nawet jeśli będzie to tylko ten jeden, nie będzie to miało znaczenia – do historii i tak przejdzie jako zwycięzca. Ale żeby wygrać wybory, trzeba najpierw wejść do drugiej tury, która z upływem czasu staje się coraz bardziej prawdopodobna. Chcąc wygrać, każdy z głównych kandydatów musi wyjść poza swój dotychczasowy elektorat polityczny, pozyskać sympatię i głosy wyborców spoza swojego środowiska politycznego. Trzeba zatem mieć pomysł na przyciągniecie uwagi tych, którzy się wahają, nie mieli dotąd ochoty wziąć udziału w głosowaniu albo na razie popierają kogoś innego, ale w drugiej turze nie będą już mieli swoich kandydatów. Krótko mówiąc, trzeba trafiać nie tylko do swoich.

Skoro tak, to skąd tak negatywnie nacechowane sformułowania wobec konkurentów, jak „truchło”, „nieudacznik” czy „łajza”? Skąd tak otwarta wrogość między kandydatami i coraz brutalniejszy język? Przede wszystkim stąd, że kampanią – a więc także naszymi sympatiami i wyborami – rządzą emocje. A one podporządkowywane są aktualnym sondażom. Nie tym oficjalnie prezentowanym w mediach, tylko tym tajnym, które partie robią tylko dla siebie i za które płacą niemałe pieniądze. Sondaże mówią sztabowcom niemal wszystko o nas, naszych marzeniach, troskach i potrzebach. I stąd zapewne na tym etapie pojawia się taki, a nie inny język, taka a nie inna strategia i nieładne zachowania. Nieładne dla tych, którzy patrzą na chłodno. Bo dla politycznych kibiców im brutalniej, tym lepiej!

Mógłby ktoś spytać: po co drażni się potencjalnych sojuszników, skoro niebawem trzeba będzie walczyć o głosy spoza własnego obozu? Tym bardziej, że prezydent ma być reprezentantem całego narodu? Ale i na to przyjdzie czas. Zazwyczaj przed drugą turą. Wtedy będziemy hołubieni jak najbliższa rodzina albo ktoś, kogo trzeba przeprosić za niedawną krzywdę. Wtedy ukłonom nie będzie końca.

Na razie sztabowcy konsolidują własny elektorat. Utwierdzają zdeklarowanych zwolenników w przekonaniu, że ich kandydat jest skrojony na właściwą miarę, i nie pozwalają, by przypadkiem zostali w domach. Frekwencja – co pokazują kolejne wybory – jest coraz wyższa, stąd liczy się każdy głos. Tym bardziej że 60 proc. w dużych miastach i 60 proc. na wsi nie daje takiego samego wyniku.

A że dla wielu z nas taki styl kampanii jest drażniący? Cóż, w polityce liczy się tylko efekt, czyli wygrana. O środkach, również tych nieeleganckich, za kilka tygodni nikt nie będzie pamiętał. Ani że kampania zdemolowała psychikę wielu z nas. Dlatego nie dajmy się zbytnio wkręcić w atmosferę wyborczą i nie utraćmy bezcennej w czasach pandemii stabilności psychicznej. Nie warto.

Warto natomiast nauczyć się rozumieć politykę i właściwie odczytywać jej mechanizmy. Oszczędzajmy sobie nerwy i nie wystawiajmy na szwank naszych przyjaźni, które powinny przetrwać dłużej niż jedna kadencja. Skupmy się bardziej na sprawach rodzinnych. Życzę więcej dystansui spokoju, a wówczas wszystko stanie się prostsze.


Idziemy nr 22 (762), 31 maja 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Autor jest dziennikarzem TVP
www.krzysztofziemiec.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 11 lipca

Sobota, XIV Tydzień zwykły Rok A, II
+ Święto św. Benedykta, opata, patrona Europy
Kto porzuci wszystko dla Ewangelii,
stokroć tyle otrzyma
i życie wieczne odziedziczy.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Prz 2,1-9;Ps 34,2-4 i 6. 9 i 12. 14-15;Dz 4,32-35;Mt 19,27-29
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter