7 lutego
wtorek
Ryszarda, Teodora, Romana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nowa perspektywa

Ocena: 3
748

Jeśli uważamy, że to naprawdę jest „nasza wojna”, to na Święto Niepodległości dostaliśmy prezent wyjątkowy: przejęcie kontroli nad Chersoniem przez siły ukraińskie. Była to jedyna stolica ukraińskiego obwodu, którą kontrolowali Rosjanie. Teraz uznali, że pozycje na prawym brzegu Dniepru są nie do utrzymania, i podjęli decyzję o ewakuacji. Obyło się bez wielkiej bitwy, ale w sensie strategicznym był to jeden z punktów zwrotnych całej wojny.

O sukcesie ukraińskim zdecydowała przede wszystkim przewaga techniczna. Nowoczesna artyleria rakietowa dostarczona przez USA skutecznie sparaliżowała rosyjską logistykę. Rosja jest wobec nowoczesnej technologii bezradna. Jej armia posługuje się sprzętem archaicznym. Osobiste wyposażenie żołnierzy jest katastrofalne. Poborowi muszą sami kupować sobie części umundurowania, kamizelki kuloodporne, drobny sprzęt. Broń, którą dostają, to często wyciągnięte z sowieckich magazynów zardzewiałe karabiny z lat 50. i 60. Dowodzenie także wygląda źle: całe oddziały porzucane są w polu, z kilkoma łopatami, za pomocą których muszą budować sobie prowizoryczne schronienia. Nic dziwnego, że morale armii rosyjskiej jest fatalne. Na jednym z nagrań widać, jak kilkuosobowy oddział ukraiński podjeżdża wozem bojowym pod umocnione pozycje rosyjskie i zmusza przeciwnika do panicznej ucieczki właściwie bez walki. Są też nagrania, na których żołnierze obrażają oficerów, a ci nie są w stanie przywrócić dyscypliny.

Pojawia się pytanie: jak to możliwe, że tak wielu polityków i ekspertów wierzyło w bajkę o „drugiej armii świata”? Z pewnością eksperci powinni dostrzegać, jak bardzo zdjęcia z defilad na placu Czerwonym rozmijają się z tym, co stacjonuje w koszarach. Moskwa co roku prezentowała nowe rodzaje broni, rzekomo supernowoczesnej, ale gdy nadeszła prawdziwa wojna, to okazało się, że były to albo makiety, albo prototypy. Rosja walczy po sowiecku i za pomocą sowieckiego sprzętu, a wszystko to, co ponad to, okazało się kolejną potiomkinowską wioską.

Sekretarz generalny NATO przestrzega mimo to, by nie ulegać pokusie lekceważenia Moskwy. – Siły zbrojne Rosji wciąż są liczebne i dysponują dużymi możliwościami – mówi Jens Stoltenberg, podkreślając także „ekstremalną brutalność” agresora. Ukraina potrzebuje przynajmniej jeszcze jednego ważnego przełamania, by zmusić Rosję do rozmów pokojowych na własnych warunkach. Gdyby wojskom ukraińskim udało się przeciąć pas ziemi okupowanej przez Rosję w kierunku na Berdiańsk, dochodząc do morza, byłoby po sprawie. Dziś Kijów nie chce rozmawiać, Amerykanie również sądzą, że można jeszcze bardziej docisnąć Putina. Tym bardziej że częściowe wybory do Kongresu i Senatu nie przyniosły administracji Bidena tak wielkiej klęski, jak to wieszczono. Waszyngton nie dostał czerwonej kartki od wyborców i nie czuje się zmuszony do zmiany kursu. To Moskwa jest w desperacji i szuka możliwości podjęcia negocjacji.

Jak blisko jest pełne zwycięstwo, jak daleko do końca wojny? Historia uczy, że nawet wielkie, jednoznaczne zwycięstwa wykuwały się w znoju. W czasie I wojny światowej przez długie lata nie było jasne, czy zwyciężą państwa centralne, czy alianci. W czasie II wojny światowej było podobnie. Ostatecznie jedna ze stron spadała w przepaść. Tak będzie i tym razem. Rosja sięgnęła po proste rezerwy i jeszcze stoi na nogach, ale w końcu padnie. Kluczem jest dziś cierpliwość. Potrzebujemy także dzielności Zachodu. Jeśli uda się w miarę spokojnie przetrwać pierwszą zimę w sytuacji braku części rosyjskich surowców, każda kolejna będzie łatwiejsza.

Ale jest też jasne, że świat powojenny będzie inny niż ten, który znaliśmy. Wojna zawsze przynosi zmiany, nawet jeśli toczona jest w imię obrony status quo. Tym razem to my możemy być wygranymi. W głośnym nagraniu z 11 listopada ważny doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Mykołajowycz Arestowycz nie szczędził nam komplementów, oceniając, że nasz kraj „zachował się jak siostra”. „Gdyby nie Polska, to nas już nie byłoby wśród żywych” – podkreślał, dodając, że „Polska faktycznie uratowała Ukrainę”, a w sferze uzbrojenia „Polacy oddali wszystko, co mogli”, a nawet „więcej, niż zostawili sobie”.

Ukraiński polityk stwierdził także, że przed Polską i Ukrainą jest szansa, jakiej w historii dawno nie było: ścisły sojusz, który sprawi, że pod kontrolą obu państw znajdzie się „cała przestrzeń od Morza Bałtyckiego do Czarnego”. To perspektywa daleka, pełna niebezpieczeństw i łatwa do wyszydzenia, ale Warszawa i Kijów nie mogą nie spróbować tej drogi.

Idziemy nr 47/2022

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 7 lutego

Wtorek, IV tydzień zwykły
Sprawnie uchylacie Boże przykazanie,
aby swoją tradycję zachować.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mk 7, 1-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna przed świętem Matki Bożej z Lourdes cz.2

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter