2 października
niedziela
Teofila, Dionizego, Slawomira
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Stawka wyborów

Ocena: 3.65
672

Zaprezentowany w dniu 83. rocznicy napaści na Polskę „Raport o stratach wojennych poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej” analizowany jest pod wieloma względami. Obóz Zjednoczonej Prawicy wskazuje na dążenie do elementarnej sprawiedliwości, opozycja skupia się na przypisywaniu całemu procesowi motywów politycznych. Wszystkie te wątki można uzasadnić, ale jednocześnie nie powinniśmy zgubić z oczu sprawy najważniejszej: otóż „Raport” jest przede wszystkim wypełnieniem testamentu pokolenia wojennego. Podsumowuje polskie straty ludzkie i materialne w sposób metodyczny, precyzyjny, oparty na precyzyjnie zdefiniowanej metodologii. I zostanie już na zawsze, niezależnie od dalszych losów procesu reparacyjnego.

Podliczenie jest precyzyjne: Polsce należy się 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych. Jarosław Kaczyński, bez którego proces reparacyjny nie ruszyłby z miejsca, zapowiedział złożenie wniosku do rządu Niemiec w tej sprawie. Być może będzie to pierwsze zadanie nowego ambasadora w Niemczech. Jednocześnie lider PiS podkreśla, że musimy uzbroić się w cierpliwość i konsekwentnie budować presję na państwo niemieckie. Poczekamy na pewno lata, a może i dekady. Oficjalna reakcja niemiecka na prezentację „Raportu” okazała się w dużej mierze przewidywalna: rząd w Berlinie uważa, że sprawa jest zamknięta i odwołuje się do decyzji Rady Ministrów PRL z 1953 r. Tu mamy jednak mocne argumenty: komunistyczne państwo ogłosiło taką decyzję, ale nie dopełniło podstawowych obowiązków prawnych, co sprawia, że był to jedynie akt propagandowy. Co ważne, reakcje medialne były już bardziej zróżnicowane. Np. Christopher von Marshall, publicysta dziennika „Tagesspiegel”, ocenił, że żądana przez Polskę kwota „mogłaby zostać spłacona przez kilka lat, gdyby trzeba było”. W szczelnym dotąd murze pojawiają się na razie drobne, ale jednak, szczeliny.

Patrząc z politycznego punktu widzenia, podniesienie kwestii reparacji – możliwe dzięki naprawdę podmiotowej pozycji polskiego rządu – to rzadki przypadek precyzyjnie mierzonego działania, które umożliwia osiągnięcie wielu celów jednocześnie. I nie jest to zarzut, ale komplement, ponieważ politycy muszą przewidywać konsekwencje swoich działań. Dziś mamy w istocie same korzyści. Reparacje okazały się skutecznym wehikułem przypominania o prawdzie historycznej. Każdy, kto o nich pisze – a pisze prasa całego świata – musi umieścić kontekst, czyli niemiecko-sowiecką napaść na naszą Ojczyznę i niebywale brutalną okupację. Ktoś może powiedzieć: no dobrze, ale psujemy sobie relacje z Niemcami. To jednak byłoby naiwne spojrzenie. Od 2015 r. Niemcy robią wszystko, co mogą, by obalić rząd Prawa i Sprawiedliwości, używając do tego przede wszystkim skolonizowanych przez siebie instytucji unijnych. Są to działania tak brutalne, że nawet bezprecedensowa rola Polski w niesieniu pomocy Ukrainie nie wpłynęła na złagodzenie stanowiska Brukseli i Berlina. Centrum unijne wyraźnie liczy na zwycięstwo opozycji w przyszłorocznych wyborach i tu również reparacje mają znacznie: wyostrzają różnicę w podejściu do Niemiec. Grzegorz Schetyna w pierwszym odruchu powtórzył jota w jotę stanowisko Berlina. Tusk próbuje grać sprytniej, deklarując, że „nikt nas nie będzie dzielił w sprawie reparacji”, dodając jednak, że „zamiast cynicznej kampanii politycznej oczekujemy precyzyjnego harmonogramu prac dyplomatycznych”. W sumie wzmacnia więc te wątki, które mają sparaliżować polskie roszczenia. Gdyby lider PO naprawdę chciał pomóc, powinien kierować apele pod adresem Niemiec. To tu, a nie na krajowym podwórku, rozstrzyga się ta batalia.

Były premier twierdzi jednocześnie, że „jest ofiarą fałszywej propagandy PiS-u w sprawach niemieckich”, gdy tymczasem „nikt go nie musi uczyć historii”, a „Kaczyński nie będzie go uczył polskości”. Cóż, to nie jest kwestia propagandy; stawiane przez PiS zarzuty miały solidne oparcie w rzeczywistości. Platforma w tak wielu sprawach reprezentowała stanowisko identyczne z niemieckim, że w oczach wielu stała się „spółką-córką państwa niemieckiego”. W ostatnich latach tę zależność jeszcze zwiększyła, zaciągając potężne długi polityczne w Berlinie; unijna akcja przeciw Polsce prowadzona była przecież na wyraźne życzenie naszej opozycji. Stawką wyborów w 2023 r. naprawdę będzie więc polska podmiotowość. Obecna opozycja, nawet gdyby chciała, niepodległości nie udźwignie.

Idziemy nr 37 (880), 11 września 2022 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 2 października

Niedziela, XXVII tydzień zwykły
Przyjdźcie, uwielbiajmy Go, padając na twarze, *
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 17, 5-10
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Wiara jak złota rybka? (komentarz Idziemy)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter