27 października
wtorek
Iwony, Sabiny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Więźniowie strachu

Ocena: 0.714285
1462

Znam młode małżeństwo, które od marca nie wychodzi z domu, obawiając się zarażenia koronawirusem. Nie chorują na przewlekłe choroby, nie mają pod opieką osób starszych, ale bardzo uważają. Do tego stopnia, że całkowicie zrezygnowali z życia towarzyskiego. Pracują tylko zdalnie. Jak na razie mogą mówić o sukcesie – nie wpuścili koronawirusa do domu. Czy jednak na pewno wygrywają?

Nie chcę bagatelizować obaw. Sądzę jednak, że tak, jak walczymy z zagrożeniem epidemicznym, tak samo musimy bronić naszego życia i naszej normalności. Musimy ważyć wszystkie racje i podejmować adekwatne decyzje. Jak na dorosłych ludzi przystało. Tak samo, jak robili to choćby Brytyjczycy, na których w czasie II wojny światowej niemal codziennie przez kilka lat spadały bomby. Ludzie wychodzili ze schronów, z piwnic, z domów, wiedząc, że mogą zginąć, że mogą już nie wrócić. Ale jednak wychodzili. W naszej historii też nie brakuje podobnych przykładów. Bo przecież na zdrowy rozum pokolenie wojenne czy powojenne powinno było unikać jakiejkolwiek aktywności. Powinno było zamrzeć w bezruchu w obliczu tego, z czym musieli się mierzyć.

Ciekawe, że tym razem, w obliczu pandemii, nie słyszymy tej mantry, którą serwuje się nam ilekroć islamscy terroryści przeprowadzą jakiś krwawy zamach – że prawdziwym zwycięstwem będzie ocalenie europejskiego stylu życia. Nie, teraz doradza się nam pełną kapitulację. Inna sprawa, że być może nowe tony, wzywające do większego rozsądku w podejściu do zagrożenia, pojawią się po wyborach w Stanach Zjednoczonych. Rzecz jasna pod warunkiem, że Donald Trump przegra batalię. Bo nie sposób nie zauważyć, że gdyby nie pandemia, obecny prezydent USA wywalczyłby kolejną kadencję. Dziś, w obliczu załamania się amerykańskiej i światowej gospodarki, jest to zadanie o niebo trudniejsze.

W sumie coraz więcej wskazuje, że są na świecie siły, którym zależy na wykreowaniu „punktu zero”, czyli momentu, od którego zacznie się budowa nowej cywilizacji. Już zresztą słychać wezwania, by „świat po pandemii był lepszy”. Widać też, że pandemii towarzyszy niezwykle silna ofensywa lewicy, i to na całym świecie. W USA lewackie bojówki niszczą miasta, a osłaniający je politycy wzywają do rozwiązania policji. W Polsce próbuje się złamać opór przeciwko ideologii gender, używając wypróbowanych już na Zachodzie technik, a więc presji i prowokacji. To jednak dziwne, bo wydaje się, że zagrożenie bytu milionów ludzi powinno skłaniać raczej do społecznej konsolidacji, przynajmniej w pierwszym okresie kryzysu; rewolucje nie wybuchały przecież na początku wojen, ale wówczas, gdy społeczeństwa były już wyczerpane. Tym razem jest odwrotnie, co sugeruje, że nie są to procesy w pełni naturalne.

W mediach znajdziemy to, co chcemy. Z jednej strony dramatyczne opisy ciężkich przeżyć po zarażeniu („wirus nieźle mnie przeczołgał”), z drugiej optymistyczne komunikaty zarażonych polityków („czuję się dobrze”). Niektórzy eksperci twierdzą, że wirus złagodniał, inni znów podkreślają, że teraz – w przeciwieństwie do wiosny – atakuje młodych, aktywnych ludzi, dlatego zbiera mniej śmiertelne żniwo. Do tego wyliczenie ofiar śmiertelnych, ostatnio 20-30 osób dziennie. Niby dużo, ale trzeba pamiętać, że każdej doby umiera w Polsce 1000 osób. Wszystkie te komunikaty są prawdziwe, wszystkie pokazują fragment rzeczywistości. Nikt nie próbuje jednak odpowiadać na pytanie, jak to wszystko odnosi się do szerszych wymiarów naszego życia, do naszej przyszłości. Jacy wyjdziemy z tej pandemii, o ile w ogóle kiedyś wyjdziemy? Jeszcze bardziej skupieni na sobie? Jeszcze bardziej bojaźliwi, przerażeni tym, co wokół? A może jeszcze bardziej samotni?

Niedawno jechałem pociągiem z Gdyni. W Gdańsku dosiadła się para młodych Hiszpanów. Zanim zajęli miejsca, dziewczyna przez 5 minut spryskiwała oparcia, stoliki, zagłówki. Mało nas nie spryskała. Później oboje obficie zdezynfekowali ręce, telefony i laptopy. Wreszcie usiedli, wciąż otoczeni chmurą środka dezynfekcyjnego, i podejrzliwie rozejrzeli się wokół siebie, zapewne niechcący sugerując wzrokiem wszystkim wokół, że stanowimy potencjalne zagrożenie. Epidemiolodzy byliby z nich dumni, ale mi w głowie cały czas kołatało jednak pamiętne wezwanie: „nie lękajcie się”. Bo przecież pleksi, które ma nas chronić – i maseczki, i wszystkie te środki bezpieczeństwa – łatwo mogą stać się czymś w rodzaju przenośnego więzienia. Gdy uznamy je za część siebie, to już zostaną z nami na zawsze.

Idziemy nr 41 (781), 11 października 2020 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 27 października

Wtorek, XXX Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi,
że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 5,21-33; Ps 128,1b-5; Łk 13,18-21
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter