18 kwietnia
czwartek
Boguslawy, Apoloniusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Za mało stanowczości

Ocena: 0.4
1371

Od dobrych już kilku tygodni trwa – nie tylko w mediach – gorąca dyskusja o wprowadzonej przez władze Warszawy tzw. Karcie LGBT+, a tak naprawdę o coraz śmielszych dążeniach mniejszości homoseksualnych do poszerzenia ich „praw człowieka”. Celowo piszę w cudzysłowie, bo wielu prawników podkreśla, że takie osoby nie są przez prawo obecnie w żaden sposób dyskryminowane. A to, czego się to środowisko domaga, byłoby już traktowaniem ich w sposób szczególny. Bo czym innym jest otwarte zgłaszanie pomysłów wprowadzenia w Polsce ślubów i prawa do adopcji dzieci dla gejów i lesbijek?

Wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej w głośnym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” nie ukrywa, że po karcie LGBT+, wprowadzającej przywileje m.in. dla gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, chce kontynuować ideologiczną ofensywę. „Jestem za etapowaniem: najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci.” To jego słowa. I mimo że po reprymendzie, jaką dostał od prezydenta Rafała Trzaskowskiego i samego Grzegorza Schetyny, musiał się z tych słów tłumaczyć – że to tylko prywatna opinia – to nie zmienia to faktu, iż zwolenników takich pomysłów będzie tylko przybywać. Zresztą i oni sami już się ujawniają z podobnymi komentarzami w internecie. Pomysłów, które te środowiska konsekwentnie, z uporem i sukcesem chcą realizować, od dekad już realizowano na Zachodzie. Gdzie nie chodziło o żadną tolerancję, tylko po prostu o wprowadzenie najpierw instytucji małżeństwa, a potem adopcji dzieci. Najpierw jest tolerancja, potem afirmacja, a na końcu… terror.

Nie ma na to zgody, mówi spora grupa polityków, także dlatego, że byłoby to niezgodne z przepisami konstytucji. Obecnej, dodajmy, bo co będzie w przyszłości, tego nie wiadomo. Przeciwko uprzywilejowaniu mniejszości seksualnych jest (na razie) większość Polaków i cały episkopat. Tylko czy tę ostatnią grupę aby słychać tak wyraźnie i stanowczo, jakby tego oczekiwali wierni?

Bardziej stanowczy sprzeciw, i o tydzień wcześniej, wyrazili zaniepokojeni zwierzchnicy kilku Kościołów protestanckich. Oni w liście skierowanym do burmistrzów i prezydentów miast piszą wprost: „Ingerencja w programy nauczania w szkołach i wprowadzenie tzw. zajęć antydyskryminacyjnych to nic innego jak pobudzanie dzieci do podejmowania praktyk seksualnych, w tym homoseksualnych, wbrew woli rodziców. Więcej: wbrew ich własnej naturze”.

Przywódcy Kościołów protestanckich ocenili, że przekonywanie do pozytywnie przedstawianej aktywności homoseksualnej w fazie kształtowania się osobowości oraz tożsamości seksualnej „może być przyczyną zranień i życiowych tragedii”. „To krzywdzenie dzieci i gwałt na rodzicach, totalitarna ingerencja państwa w mir domowy” – czyż nie taki głos powinien być słyszany w Kościele katolickim?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP
www.krzysztofziemiec.pl

 

Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -