26 września
poniedziałek
Wawrzynca, Kosmy, Damiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czas świadectwa

Ocena: 1.5
581

Pomoc uchodźcom bez pytania o wyznanie jest wspaniałym świadectwem praktycznego ekumenizmu i szacunku dla człowieka. - mówi kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, w rozmowie z ks. Henrykiem Zielińskim

 

fot. xhz

Minęło 15 lat od ingresu Księdza Kardynała do archikatedry warszawskiej. Warszawa da się lubić?

Warszawa ma swoją specyfikę. Wiele cech, na tle znanych mi diecezji, wyróżnia ją na plus. Jest wielkim miastem, a to pociąga za sobą wyjątkową skalę wyzwań duszpasterskich. Wystarczy sobie uświadomić liczbę wyższych uczelni, na których kształci się około 300 tys. studentów, nagromadzenie instytucji kultury oraz ogólnopolskich mediów. Do tego dochodzi wszystko, co jest związane ze stołecznością, czyli z wielką polityką. To rodzi wyzwania, których w tej skali nie mają biskupi innych diecezji. Ale jest to interesujące i mobilizuje człowieka, żeby temu sprostać.

Z dużym miastem wiąże się także pewne spiętrzenie trudności, które niesie współczesny świat. Weźmy pod uwagę choćby liczbę szkół i związaną z tym katechizację. Jeśli pomyślimy, że mamy – jak mówił kard. Karol Wojtyła – przygotować młode pokolenie do przejęcia kiedyś naszych zadań, wychować naszych następców, to jest to zadanie ogromne, a w dużym mieście szczególnie niełatwe.

 

Już się nie zdarza Księdzu Kardynałowi przejęzyczyć: „U nas w Krakowie”?

Na początku zdarzało mi się to dość często. Starałem się z tego wyleczyć, ale nie przypisuję sobie wielkich zasług w tej sprawie. To bardziej efekt tego, że jak człowiek wchodzi w nowe środowisko i się z nim zżywa, to poprzednie staje się bardziej odległe. Kiedyś jednak zdarzyło mi się jeszcze powiedzieć: „U nas w katedrze na Wawelu”, a znajdowaliśmy się na Zamku Królewskim w Warszawie.

 

Gdzie będzie Ksiądz Kardynał celebrował tegoroczną rezurekcję?

Wracam do tego, co robiłem przed pandemią, czyli po Mszy świętej Wigilii Paschalnej o godz. 20.00 w archikatedrze warszawskiej pójdziemy ok. 23.00 z procesją na Rynek Starego Miasta. To będzie moja główna rezurekcja. Drugą odprawię o świcie w którejś z parafii, którą w tym roku wizytowałem.

 

Z którym momentem Triduum Paschalnego czuje się Ksiądz Kardynał najbardziej związany emocjonalnie?

Dokąd byłem biskupem pomocniczym, najbardziej przeżywałem liturgię Wielkiego Piątku. Dramaturgia tego dnia mocno na mnie oddziaływała. Potem, kiedy zostałem ordynariuszem, bardzo ważna stała się dla mnie Msza Krzyżma koncelebrowana z kapłanami w Wielki Czwartek.

 

Widziałem, jak bardzo w ubiegłym roku zależało Księdzu Kardynałowi na dokończeniu tej liturgii…

To dla mnie trudne wspomnienie. Zawsze bardzo sobie ceniłem Mszę Krzyżma z powodów osobistych. Ale jest to także obiektywnie bardzo ważna Msza dla biskupa, księży i dla całej diecezji. Dlatego w tym roku chcę do niej wrócić nie po to, żeby nawiązywać do ubiegłorocznej, ale żeby wspólnie z księżmi przeżywać ustanowienie kapłaństwa i Eucharystii, które nadaje treść obchodom Wielkiego Czwartku.

 

Poprzednie dwa lata naznaczone były pandemią. Teraz mamy rosyjską agresję na Ukrainę. Jak Ksiądz Kardynał widzi tę inność, w której przeżywamy tegoroczną Wielkanoc?

Tamte wydarzenia pokazywały kruchość naszej egzystencji. Ludzie chorowali; jedni umierali, u innych pozostawały ciężkie skutki choroby, którą ja sam też przeszedłem. Wydawało się nam przed pandemią, że dzięki nauce potrafimy nad wszystkim zapanować. A tu jakiś mikroskopijny wirus narobił nam kłopotów. Przeszedł przez cały świat, postawił wszystkich na baczność i upokorzył. Natomiast w przypadku wojny doświadczamy, jak niebezpieczna jest żądza władzy i panowania nad innymi. Brak szacunku dla woli narodu, który od ponad 30 lat ma wreszcie swoje niepodległe państwo, prowadzi do prób pozbawienia go tej niepodległości albo części jego terytorium. To się zaczęło od aneksji Krymu przez Rosję. Wcześniej też trwały gdzieś wojny, ale było to daleko od nas. Tę wojnę przeżywamy mocniej nie tylko dlatego, że wszystko dzieje się niedaleko naszej granicy, ale również ze względu na bliskość kulturową, wieki wspólnej historii i jakieś pokrewieństwo z narodem ukraińskim. Liczymy się również z tym, że rosyjska ekspansja może rozciągnąć się na Polskę. Inność tych doświadczeń, pandemii i wojny, polega między innymi na tym, że tym razem znajdujemy się jakby w epicentrum wydarzeń.

 

Sprawdzian, na który wystawiła nas pandemia, nie wypadł dla Kościoła najlepiej. Czy wobec tego, na co wystawia nas wojna w Ukrainie, wypadamy korzystniej?

Trudno powiedzieć, że w ogóle ktoś na świecie zdał egzamin z pandemii. Mieliśmy za małą wiedzę o tym wirusie. Od strony kościelnej egzamin był trudny. Nie wiemy, do jakiego stopnia Kościół może być wyłączony z restrykcji, które wprowadza państwo. Niektórzy wierni przestali uczestniczyć w Mszach świętych z powodu restrykcji, a inni dlatego, że się bali. Część z nich nadal się boi.

Gdy zaś chodzi o wojnę, egzamin jest równie wielki i kosztowny. Wyobraźmy sobie, co znaczy przyjąć ponad dwa miliony uchodźców, kiedy już przed tą wojną mieliśmy w Polsce prawie dwa miliony migrantów z Ukrainy. Razem daje to około czterech milionów przybyszów, czyli ponad 10 proc. naszego społeczeństwa. To bardzo poważne wyzwanie. Przynajmniej w pierwszych sześciu tygodniach zdaliśmy ten egzamin bardzo dobrze. Czasem oznaczało to świadome obniżenie swojego standardu życia, aby podzielić się z uchodźcami własnym mieszkaniem czy posiłkiem. Modlę się tylko o wytrwałość w tej postawie, bo problem szybko nie minie.

 

Jaka, według rozeznania Księdza Kardynała, jest skala zaangażowania Kościoła w pomoc uchodźcom?

W archidiecezji warszawskiej jest bardzo duża. Dotyczy to placówek diecezjalnej Caritas, poszczególnych parafii i innych instytucji kościelnych. W dawnym seminarium duchownym na Bielanach mamy prawie stu uchodźców. Po kilkudziesięciu mamy w innych ośrodkach. Udział parafii i innych instytucji kościelnych w przyjmowaniu uchodźców jest ważny szczególnie w pierwszym etapie, zanim znajdą oni pracę, mieszkanie i będą potrafili o siebie zadbać. Problemem może być to, że znaczny procent z nich nie może podjąć pracy, ponieważ są to matki z małymi dziećmi. Najlepszą formą pomocy jest ta, gdy proboszcz ze swoimi parafianami – niejako synodalnie – przyjmują uchodźców w swoich domach na miesiąc czy dwa. Mamy takie parafie, gdzie w domach przyjęto po tysiąc, a nawet dwa tysiące osób. Proboszcz organizuje wówczas pomoc nie tylko dla Ukraińców, ale także dla ludzi, którzy ich przyjęli.

 

Skoro tegoroczną Wielkanoc będziemy przeżywać z milionami uchodźców, co powinniśmy im dać w tym czasie?

Jeżeli pomagamy uchodźcom, nie pytając, czy są katolikami, czy prawosławnymi, to jest to wspaniałe świadectwo praktycznego ekumenizmu i szacunku dla człowieka. Dla grekokatolików mamy na stałe parafie personalne i udostępniliśmy wiele kościołów, w których mogą sprawować swoją liturgię. Jeśli zajdzie potrzeba, udostępnimy kolejne. Na drogę krzyżową ulicami Warszawy w intencji Ukrainy, Ukraińców i pokoju na świecie zapraszamy także grekokatolików, prawosławnych i wszystkich, którzy zechcą w niej uczestniczyć. Nie zastąpimy natomiast cerkwi prawosławnych, które powinny przyjąć wyznawców prawosławia, a takich jest większość.

 

Jest to dla nas szczególny czas, aby dawać świadectwo wiary. Jak miałoby to wyglądać w praktyce?

Powinno być to świadectwo pełne, czyli dawane wiarą, modlitwą i chrześcijańskimi uczynkami. Wspomniałem o tym w słowie na Niedzielę Palmową. Pięknym gestem byłoby zapraszanie uchodźców z Ukrainy do swoich domów na wielkanocne śniadanie czy na świąteczny obiad. Ze względu na to, że u wyznawców prawosławia i u grekokatolików tegoroczna Wielkanoc jest tydzień później niż u nas, warto zarówno naszą, jak i ich Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego wykorzystać na organizowanie ekumenicznych spotkań przy stole. To też może być jakiś rodzaj naszego paschalnego świadectwa.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 26 września

Poniedziałek, XXVI tydzień zwykły, Dzień Powszedni albo wspomnienie świętych męczenników Kosmy i Damiana
albo wspomnienie świętych męczenników Wawrzyńca Ruiz i Towarzyszy
Niech wyrok o mnie wyjdzie od Ciebie, *.
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 9, 46-50
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter