4 sierpnia
wtorek
Dominika, Protazego, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Stąd wyszła iskra

Ocena: 4.55
1335

Pobyt w rodzinnym domu Heleny Kowalskiej w Głogowcu i w parafii w Świnicach Warckich odkrywa na nowo siostrę Faustynę.

Dom rodziny Kowalskich w Głogowcu. Fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Głogowiec i Świnice Warckie znajdują się w diecezji włocławskiej, niespełna 200 km od Warszawy, w sam raz na jednodniową pielgrzymkę. Jadąc trasą A2 na Poznań należy skierować się na Uniejów. Świnice Warckie to nieduża parafia, raptem 1700 wiernych, co potwierdza rozmiar miejscowego cmentarza. Tu znajduje się grób rodziców św. Faustyny, starannie utrzymany, z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Oboje dożyli sędziwego wieku. Mama zmarła w 1965 r., przeżywszy 90 lat, tata w 1946 r., mając 78 lat. Kilkaset metrów od cmentarza znajduje się maleńki kościółek, z dobudowaną nową częścią. „Sanktuarium Urodzin i Chrztu św. s. Faustyny” – głosi napis nad wejściem. To jedyny tego rodzaju tytuł sanktuarium w Polsce.

Dwa dni po narodzeniu córki Marianna i Stanisław Kowalscy przybyli z dzieckiem, aby je ochrzcić. Ksiądz Janusz Kowalski, miejscowy proboszcz, pokazuje przechowywany na plebanii oryginalny akt urodzenia, spisany w języku rosyjskim. „Działo się to w Świnicach 27 sierpnia 1905 r. o godz. 1-szej w południe. Stawił się Stanisław Kowalski, rolnik, lat 45, w obecności Franciszka Bednarka 35 lat i Józefa Stasiaka, rolników z Głogowca, okazali nam dziecię płci żeńskiej urodzone we wsi Głogowiec 25 sierpnia 1905 r. o godz. 8 rano z jego małżonki Marianny z Babelów lat 35 mającej. Dziecięciu temu na chrzcie św. odbytym w dniu dzisiejszym zostało nadane imię Helena, a rodzicami jego chrzestnymi byli: Konstanty Bednarek i Marianna Szewczyk/Szczepaniak (…) ”. Akt podpisał udzielający chrztu ówczesny proboszcz ks. Chodyński, którego grób także znajduje się na miejscowym cmentarzu. Biała chrzcielnica z prawej strony prezbiterium jest świadkiem tamtego wydarzenia.

Marianna Kowalska poród przeszła niezwykle lekko, w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych, kiedy ważyło się jej życie.

 

Tu się zaczęło

Dom znajduje się niespełna 2 km od kościoła. Trasa w sam raz na spacer i odmówienie Koronki. Kiedy chodziła tędy Helenka, droga była błotnista. Teraz idealnie gładki asfalt i szeroki chodnik pozwolą w komforcie dotrzeć nawet rodzicom z dzieckiem w wózku. Ulica św. Heleny płynnie przechodzi ze Świnic Warckich do Głogowca. Ale dopiero za ustawioną w szczerym polu kapliczką z Jezusem Miłosiernym rozpościera się druga część wioski z domem św. Faustyny.

Jest biały, zbudowany z rożniatowskiego kamienia, który rolnicy pozyskiwali spod warstwy gleby i wycinali z niego cegły. Podobne domy można jeszcze znaleźć w okolicy, a ten szczególny znajduje się pod nr 11. Opiekujący się domem proboszcz przekręca klucz. – W ubiegłym roku podczas Światowych Dni Młodzieży przyjechała tu młodzież z Mongolii. Całowali deski podłogi, ponieważ chodziła po nich święta – opowiada ks. Kowalski. –  Na pewno s. Faustyna stąpała po nich, kiedy odwiedziła rodziców w 1935 r., bo w jej dzieciństwie była tu podłoga gliniana.

Rodzice Helenki przeprowadzili się do Głogowca z Dębia nad Nerem, kilka lat po ślubie, zawartym tam w 1892 r. Nabyli w Głogowcu niewielki kawałek ziemi, własnymi rękoma wybudowali dom z jedną izbą, kuchnią, sienią i pomieszczeniem na warsztat stolarski. Zachowane okno wyszło spod ręki Stanisława Kowalskiego i pokazuje, że cieślą był nie byle jakim. Przez dziesięć lat bogobojne małżeństwo pozostawało bez potomstwa. „Pewnie żeście przeciw Panu Bogu zawinili” – podszeptywano nieraz. Marianna Kowalska miała jedną i tą samą odpowiedź: „Jak Bóg będzie chciał, to i dzieci będą”. – Czyż to nie brzmiało jak: „Jezu, ufam Tobie”? Zdali celująco egzamin z ufności Bogu – komentuje ks. Kowalski.

W bezdzietnym dotąd małżeństwie Kowalskich „posypały się” dzieci. Najpierw na świat przyszła Józefa, a potem dziewięcioro kolejnych dzieci: Ewa, Helena, Kazimiera, Natalia, Bronisława, Stanisław, Mieczysław, Lucyna i Wanda.

Helenka nie była „prostą, niedouczoną dziewczyną, po niecałych trzech klasach szkoły podstawowej” – jak głoszą niektóre przekazy. Ojciec nauczył córkę czytać i pisać, nim w wieku 12 lat poszła do szkoły. Edukacja nie mogła odbyć się wcześniej ani trwać dłużej, bo trzeba było zrobić miejsce dla kolejnych chcących pobierać naukę dzieci. W domu Kowalskich była niewielka biblioteczka z książkami. Przychodzili sąsiedzi na lekturę Pisma Świętego i żywotów świętych, które czytała im Helenka. Jej mama nie umiała czytać i pisać. – Przez miejscowych ludzi zapamiętana została jako niewiasta o niezwykle dobrym sercu. Miałem okazję rozmawiać ze zmarłą przed dwoma laty parafianką, która pamiętała Mariannę, jak rozdawała dzieciom chleb. Kiedy wracały ze szkoły, wychodziła do nich z bochnem świeżo upieczonego chleba – opowiada ks. Kowalski.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 sierpnia

Wtorek, XVIII Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Marii Vianneya, prezbitera, patrona proboszczów i kapłanów
«Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Jr 30,1-2.12-15.18-22; Ps 102,16-21.29 i 22-23; Mt 15,1-2.10-14
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter