16 stycznia
sobota
Marcelego, Włodzimierza, Waldemara
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pomoc w potrzebie

Ocena: 0
456

COVID-19 skazuje na izolację. Nie ma na niego cudownej pigułki, ale lekarstwem nie do przecenienia jest ludzka życzliwość.

fot. Karolina Grabowska / Pexels

Kiedy tata Doroty Ciborowskiej dostał diagnozę stwierdzającą u niego COVID-19, wieść rozeszła się po sąsiadach z kamienicy. – Natychmiast zaoferowali pomoc – mówi Dorota. – Tata na szczęście ma rodzinę, którą mniej krępuje się prosić o wsparcie, ale miło wiedzieć, że „pod ręką” także ma się chętnych do zrobienia zakupów czy dostarczenia leków.

Kiedy tata Doroty był słaby, sąsiadka dzwoniła do jego rodziny dowiadywać się o stan zdrowia; gdy wrócił ze szpitala, przyniosła mu aparacik do ćwiczeń oddechowych. – Zanim trafił do szpitala, odebrał telefon od znajomego: „Jesteśmy pod waszym domem, wyjrzyj za drzwi”. Na wycieraczce stał gar rosołu i kisiel, który tata tak lubi – mówi Dorota. – Popłakał się ze wzruszenia.

Endokrynolog taty, który COVID-19 miał już za sobą, dzwonił do swojego pacjenta co drugi dzień i pytał o samopoczucie, próbował organizować pomoc rehabilitacyjną. – Tacie sam kontakt z kimś, kto wyzdrowiał z tej strasznej choroby, niósł otuchę – mówi Dorota i opowiada historię 83-latka sąsiadującego z tatą w sali szpitalnej. – Został przywieziony, jak stał: przez tydzień nie miał jak zmienić bielizny, szczoteczki do zębów nie miał jak kupić, bo w zakaźnym nie zejdzie się do sklepiku. Cała jego rodzina była na kwarantannie.

Dorota z mężem i córeczką bardzo przeżywali chorobę taty, także oni dostali dużo wsparcia z własnego otoczenia. – Zadzwoniłam do znajomego ratownika, który doradził mi, by kupić tacie pulsoksymetr i kontrolować saturację krwi, pomagał interpretować wyniki badań – mówi kobieta. – Znajomi z pracy, przyjaciele, dalsza rodzina zapewniali o swojej pomocy. Ale najważniejsza pomoc w tej chorobie – lek – jest niedostępna. Trudno jest patrzeć na cierpienie bliskiej osoby z tą świadomością, dlatego wsparcie – także to duchowe – było w tym czasie bardzo ważne. Dla taty modlitwa wielu osób stała się motywatorem do dbania o zdrowie po wyjściu ze szpitala.

Katarzyna Wiśniewska jest lekarzem rodzinnym w państwowej przychodni. Spotyka się z pacjentami, którzy czują się zagubieni, opuszczeni. – W pierwszej fazie pandemii bardziej się czuło pospolite ruszenie do pomagania innym, czy dlatego że był Wielki Post, czy że sytuacja była nowa – zastanawia się lekarka. – Widzę jednak, że zwłaszcza starsi ludzie oprócz porady stricte medycznej potrzebują po prostu rozmowy – tym bardziej że dzieci i wnuki nie chcą ich odwiedzać dla ich własnego bezpieczeństwa. Wiele z tych osób końcówkę życia spędziło samotnie. Obserwuję też więcej stanów depresyjnych, także u młodych, obawiających się utraty pracy, ale i choroby. Ich potrzeby są głębsze niż uszycie maseczki czy zrobienie zakupów.

Katarzyna Wiśniewska podczas teleporad dostrzega u pacjentów potrzebę rozmowy. – Telefonów jest jednak tak wiele, że pacjenci nieraz przez cały dzień nie mogą się dodzwonić, a my musimy być też w stałym kontakcie z pacjentami już zdiagnozowanymi – mówi. – Wiem, ile zdziałać może rozmowa, ale muszę ją ograniczać do wskazówek dotyczących postępowania w chorobie. To minimum, by pacjent czuł się zaopiekowany.

Lekarka w przychodni spotyka także wiele osób pragnących pomagać, ale brakuje im pokierowania. Odsyła ich do Fundacji w Sercu Matki przy warszawskiej parafii Władysława z Gielniowa, z którą jest związana. Prowadząca fundację Maria Pietrzak od lat pomaga żonom i mamom, a także całym rodzinom – materialnie i duchowo. – Przede wszystkim uruchamiamy sieć kontaktów, by nikt ze swoim problemem nie czuł się sam – mówi. – Wśród naszych podopiecznych są osoby, które przez pandemię mają odłożoną planową operację i zmagają się z trudnościami, z przedłużającą się niezdolnością do pracy. Kiedyś wolontariusze towarzyszyli im w wizytach lekarskich, a teraz wizyty odwołano, więc nasze „Anioły pomocy” dzwonią do nich i rozmawiają, dostarczają im lektury.

Nad pomocą fundacji unosi się duch modlitwy. – Modlimy się nie tylko za podopiecznych, ale i wolontariuszy, także przygniecionych ich troskami – mówi Maria Pietrzak. – Cierpią starsi wolontariusze, którzy ze względu na reżim sanitarny musieli zawiesić pomaganie. Polecam im więc modlitwę jako jedną z form pomocy. Owoców postu, któremu poddaje się jedna z naszych pań w intencji różnych osób, sama doświadczyłam.

Pandemia, jakkolwiek straszna, w wielu osobach, które otrzymały wsparcie, wyzwoliła chęć niesienia go dalej. – Wiemy, czym jest bezradność i brak pokierowania, dlatego naszymi doświadczeniami dzielimy się z osobami, które zaczynają chorować – mówi Dorota Ciborowska. – Zadeklarowałam swoją pomoc na Facebooku i od razu odezwała się koleżanka, której tata zachorował. Dzięki temu nie zostali z tym zupełnie sami.

– To o możliwościach pomagania i o świadectwach otrzymanej pomocy przede wszystkim powinny donosić media. To dodaje wiary, że jest na kogo liczyć, i to daje impuls do czynienia dobra – mówi Katarzyna Wiśniewska.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

Zapowiedź nowego nru tygodnika Idziemy

+ Tygodnik Idziemy na 17 stycznia - dlaczego warto sięgnąć po najnowszy numer?

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 stycznia

Sobota, I Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę
Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Hbr 4,12-16; Ps 19,8-10.15; Mk 2,13-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter