20 stycznia
poniedziałek
Fabiana, Sebastiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dar czy zasługa?

Ocena: 0
2999

– To miłosierdzie Boga najbardziej nas ośmiela i przyciąga – mówi bp Henryk Ciereszko

fot. arch. kurii białostockiej

Z bp. Henrykiem Ciereszką, członkiem Międzynarodowej Akademii Miłosierdzia, rozmawia Monika Odrobińska

 

Czym różni się miłosierdzie starotestamentalne od nowotestamentalnego?

W Starym Testamencie Bóg stopniowo ujawnia swą tajemnicę jako Boga mocnego, sprawiedliwego, kierującego Izraelem, wymagającego posłuszeństwa, ale także jako Boga wiernego i łaskawego, bliskiego i współczującego. Mimo nieposłuszeństwa swojego ludu pozostaje wierny przymierzu z nim i ciągle to przymierze odnawia. Boga ze Starego Testamentu zwykło odbierać się jako wymagającego, surowego, bezwzględnego. Owszem, takie jest jedno Jego oblicze, ale drugie prezentuje postawę bliskości i troski. Jest to Bóg Ha-Szem, czyli ojcowski, do którego w modlitwie Awodah arcykapłan na dzień Jom Kippur przemawia: „O, Ha-Szem, zgrzeszyłem!”. I jest to Bóg Rahamim – bliski, serdeczny i ciepły, a nade wszystko: litościwy.

Bóg z Nowego Testamentu ma oblicze Chrystusa. Jest to więc miłosierdzie przejawiające się troską, współczuciem, serdecznością i przebaczeniem oraz uwolnieniem od zła i grzechu. Mówią nam o tym przypowieści o synu marnotrawnym i o miłosiernym Samarytaninie.
 

Syn marnotrawny musiał wyruszyć w drogę do domu ojca, żeby doświadczyć jego miłosierdzia. Inaczej było z Zacheuszem, który usłyszał od Jezusa: „dziś zatrzymam się w twoim domu” – otrzymał je więc na wyrost, na zachętę. Czy to dwa oblicza miłosierdzia?

Bóg jest niezmienny w swojej postawie, zawsze jest więc miłosierny, ale w różny sposób tym miłosierdziem nas obdarza, bo też różne są postawy ludzkie. Zdarzy się, że swoim miłosierdziem wyprzedzi ludzkie uczynki. I zdarzy się, że poczeka, aż człowiek sam do Niego przyjdzie. Na pewno zawsze musimy otworzyć się na tę łaskę i chcieć przyjąć przebaczenie. Ale też Bóg jest zawsze pierwszym działającym, okazującym łaskę. My myślimy, że to Zacheusz szukał Jezusa, że Jezus nie znalazłby Zacheusza, gdyby ten pierwszy nie chciał znaleźć Jego, ale tak naprawdę to Jezus szukał Zacheusza – jak każdego z nas. Zacheusz wobec okazanego mu miłosierdzia postanowił rozdać połowę swojego majątku ubogim, a skrzywdzonych przez siebie wynagrodzić poczwórnie. I tak miłosierdzie zaczyna zataczać coraz szersze kręgi.
 

Papież Franciszek woła nieustannie o otwarcie się na miłosierdzie i przebaczenie. Na czym polega nasz brak otwartości na nie?

Dziś słyszymy coraz częściej: „jesteś samowystarczalny, jesteś silny i nie potrzebujesz niczyjej pomocy”. Świat ucieka przed miłosierdziem, bo ono zakłada, że potrzebujemy wsparcia, że jesteśmy słabi. Musimy przyznać przed sobą, że jesteśmy zależni – i materialnie od innych, i we wzajemnych relacjach, przede wszystkim zaś od Boga. Potrzebujemy miłości, przyjęcia, przebaczenia, zrozumienia, choć tego nie okazujemy. Jesteśmy przecież samowystarczalni. Potrzeba się przyznać, że jestem w potrzebie; potrzebujemy zwłaszcza Boga. A Bóg jest miłosierny. Czy wierzymy, że takim jest?
 

Jak miłosierdzie z przypowieści o synu marnotrawnym rozumieć w kontekście starszego syna, upominającego się o sprawiedliwość?

Miłosierdzie nie wyklucza sprawiedliwości, przeciwnie: zakłada ją, ale jednocześnie ją przewyższa. Tak więc – gwoli sprawiedliwości – ponosimy konsekwencje swoich czynów, i syn marnotrawny je poniósł. Jednocześnie został obdarzony łaską nawrócenia i powrócił do ojca. I syn marnotrawny, i starszy syn pokazują prawdę o nas, bo mamy coś z każdego z nich. Jesteśmy w porządku wobec Boga, ale bywa, że ponosimy życiową klęskę. W każdej z tych sytuacji potrzebujemy miłosierdzia. Błogosławiony Michał Sopoćko pisał, że spośród wielu przymiotów Boga miłosierdzie jest dla nas najbardziej zachwycające. Przenika zarówno do duszy grzesznika, jak i pociąga najdoskonalszych świętych, jest bowiem dla nich wzorem. W obliczu Boga stoimy zawsze w pozycji proszącej – święty i sprawiedliwy też się zmagają, dlatego też potrzebują miłosierdzia.
 

W scenie Chrystusa z jawnogrzesznicą padają ważne słowa: „Czy ktoś cię potępił?” – pyta Jezus. „Nie, Panie” – odpowiada kobieta. Czego nas to uczy?

Ta scena ośmiela nas, żeby zawsze mieć odwagę stanąć przed Bogiem z zaufaniem, mimo naszych grzechów, lęku, czy będziemy przyjęci. Ale bywa też, że sami nie potrafimy przyjść, a okoliczności sprawią, że staniemy przed Bogiem. Jawnogrzesznica nie przyszła do Jezusa sama, została przywleczona. Doświadczyła miłosierdzia Jezusa, wyznała w Nim Boga, co wyraziła w słowie „Panie”. Jezus jej nie potępił. Bóg nikogo nie odrzuca, kto do Niego przychodzi. Potrzeba tylko – a może aż – wiary i ufności.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 stycznia

 Nikt nie przyszywa nowej łaty do starego ubrania
Dziś w Kościele: poniedziałek, II tydzień zwykły, wspomnienie św. Fabiana, papieża i męczennika
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 1Sm 15,16-23; Ps 50 (49),8-9.16b-17.21.23; Mk 2,18-22
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -