29 stycznia
środa
Zdzisława, Franciszka, Józefa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nasz Hanik błogosławiony

Ocena: 0
618

Pamięć o młodym kapłanie z Chorzowa Starego jest wciąż żywa nie tylko na Śląsku. Był wielkim patriotą, całkowicie oddanym Bogu. Ksiądz Jan Macha wkrótce zostanie ogłoszony błogosławionym.

Jan Macha / fot. wikipedia.pl

Dekret w sprawie męczeństwa sługi Bożego ks. Jana Machy 29 listopada zatwierdził papież Franciszek. Tym samym zakończył się trwający sześć i pół roku proces beatyfikacyjny kapłana archidiecezji katowickiej. To oznacza, że jesienią 2020 r., po raz pierwszy w tej diecezji, w katowickiej katedrze, odbędzie się beatyfikacja. W rodzinnej parafii ks. Machy, św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym (obecnie dzielnica Chorzowa), wszyscy cieszą się, że ich Hanik wkrótce zostanie błogosławionym. – To wyjątkowa postać i wzór do naśladowania, zwłaszcza przez młodych kapłanów i seminarzystów, postawy wierności, oddania Chrystusowi i Kościołowi w bezkompromisowy sposób, nieprzypadkowo dana nam właśnie na te czasy – podkreśla ks. dr Damian Bednarski, postulator procesu beatyfikacyjnego.

 


Z SERCEM NA DŁONI

Jan Macha urodził się 18 styczna 1914 r. w Chorzowie jako pierworodny syn Pawła i Anny. Jego rodzice wychowali jeszcze Piotra, Różę i Marię. To była typowa śląska rodzina, śląskie zwyczaje, tradycja i religijność. Hanik, bo tak pieszczotliwie nazywała go mama, miał złote serce. Wspominała, że nigdy złego słowa jej nie powiedział. Zawsze pomagał ubogim i potrzebującym. W 1924 r. ukończył Państwowe Gimnazjum Klasyczne w Królewskiej Hucie. – Od czasów młodości był niezwykle aktywny. Angażował się w prace kółek: literackiego, historycznego i sportowego. W parafii należał do Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej i Żywego Różańca – opowiada ks. Bednarski. Działał w harcerstwie oraz klubie sportowym „Chorzów’, popularne „Azoty”, gdzie trenował piłkę ręczną. Razem z drużyną szczypiornistów kilkakrotnie zdobył tytuł mistrza Śląska, a w latach 1932 i 1933 został wicemistrzem Polski.

Po maturze chciał wstąpić do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie, jednak jego podanie zostało odrzucone ze względu na zbyt dużą liczbę zgłoszeń. – To była dla Janka Machy bardzo bolesna próba. Przez rok studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Po roku znowu zapukał do seminaryjnej furty i tym razem został przyjęty. Mógł rozpocząć studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tutaj również dał się poznać jako osoba niezwykle zaangażowana, otwarta na sprawy społeczne. Człowiek z sercem na dłoni – tłumaczy postulator. Święcenia kapłańskie otrzymał na krótko przed wybuchem II wojny światowej, 25 czerwca 1939 r., z rąk bp. Stanisława Adamieckiego. Dwa dni później w kościele parafialnym odprawił Mszę prymicyjną. W tym dniu, według relacji jego siostry, Róży Trojan, powiedział do zgromadzonych w jadalni kolegów: „Dziś jest dla mnie taki dzień, że trzeba pomyśleć o wszystkim. Myślę o śmierci. Wiecie, co wam powiem, że ja naturalną śmiercią nie umrę. Zobaczycie, ani od kuli, ani od powieszenia, zobaczycie”.

Na początku września został wikariuszem w kościele św. Józefa w Rudzie Śląskiej. Rozmodlony i zaangażowany w pomoc materialną dla prześladowanych powstańców śląskich i ich rodzin, pocieszał ich dobrym słowem i modlitwą. Nawiązał kontakt z grupą studentów i harcerzy działających w podziemiu. Z czasem sam stanął na czele grupy nazywanej Polska Organizacja Zbrojna lub, bardziej konspiracyjnie, „Konwalia”. Ugrupowanie zajmowało się zbieraniem informacji wywiadowczych, wydawano i kolportowano biuletyn „Świt”. Niemcy śledzili jego działalność. Aresztowali go 5 września 1941 r. w Katowicach i osadzili w tymczasowym więzieniu w Mysłowicach. Tam spotkał się z Joachimem Gürtlerem, klerykiem, z którym działał w organizacji podziemnej. Ksiądz Jan był bardzo często przesłuchiwany, upokarzany i torturowany. Nie załamał się, pocieszał kolegów, podtrzymywał ich na duchu kazaniami, bardzo dużo się modlił, szczególnie za oprawców, prosił dla nich o przebaczenie.

 


ŚWIĘTY ALBO IDIOTA

Został przewieziony do więzienia w Mysłowicach 13 listopada 1941 r. Był nieludzko męczony, zwłaszcza podczas nocnych przesłuchań, i głodzony. Pomimo tortur nie załamał się i nikogo nie wydał. Nie zdołano też złamać jego wiary. – Istnieje relacja ks. Antoniego Gasza, zasłyszana w Rudzie Śląskiej, że kiedyś w więzieniu zbito go i wówczas napisał modlitwę, w której prosił Boga, by było mu wolno stanąć u wrót nieba razem ze swoim prześladowcą. Kiedy przeczytał tę modlitwę pewien esesman, miał powiedzieć: „To święty albo idiota” – mówi ks. Bednarski. W listach do rodziny również często prosił o modlitwę. Po jakimś czasie dostał pozwolenie na posiadanie brewiarza. Ze sznurka zrobił różaniec, do którego dorobił krzyż z drzazgi odłupanej ze stołu.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 29 stycznia

Zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc.
Dziś w Kościele: środa, III tydzień zwykły
Czytania liturgiczne (rok A, II): 2Sm 7,4-17; Ps 89(88),4-5.27-28.29-30; Mk 4,1-20
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -