12 listopada
poniedziałek
Renaty, Witolda, Jozafata
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Przyjaciel Różańca

Ocena: 0
1263

Muzułmanie swoje sznury koralików wciąż obracają w palcach. Marzy mu się, byśmy podobnie nie rozstawali się z naszymi różańcami, jakąkolwiek mają formę.

fot. Radek Molenda/Idziemy

Bogdan Sadowski, świecki diakon stały posługujący w parafii Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie, dziennikarz i były zastępca szefa Redakcji Programów Katolickich TVP, jest posiadaczem prawdopodobnie największej w Polsce kolekcji różańców. Jej niewielka część wisi na ścianach jego mieszkania w Piasecznie. Całą resztę trzyma w kilku dużych kartonach. Ma też osobną torbę różańców ukazujących różnorodność ich form, którą zabiera na spotkania z młodzieżą. Wtedy zaraża swoim przywiązaniem do Różańca jako modlitwy i różańca jako przedmiotu.

 

Trudny i nudny?

– Z początku nie lubiłem Różańca, ponieważ widziałem, że często ksiądz na Mszy Świętej swoje, a ludzie swoje: zamiast uczestniczyć w liturgii, modlą się na różańcu – wspomina Bogdan Sadowski. – Przełomem był stan wojenny, studiowałem wtedy na piątym roku Akademii Teologii Katolickiej historię sztuki sakralnej. Zaniepokojeni sytuacją w kraju, pytaliśmy wykładowców, co możemy zrobić, i ks. prof. Janusz Pasierb odpowiedział prosto: „Jako katolicy mamy zawsze do dyspozycji modlitwę”. Niedługo potem zapisałem się do Bractwa Różańcowego. A że nie lubię zaniedbywać tego, co zadeklarowałem, zacząłem codziennie odmawiać jedną tajemnicę Różańca. Robię to do dziś, i wiem na pewno: Różaniec jest tym nudniejszy i trudniejszy, im rzadziej się go odmawia – przekonuje.

Kiedy zaczął się interesować bogactwem formy? – Pamiętam, jak odkryłem, że franciszkanie noszą przy przepasujących ich sznurach nie różaniec, ale koronkę Siedmiu Radości. A więc nie wszystko, co ma koraliki na sznurku czy łańcuszku, jest różańcem. Zacząłem odkrywać różne formy modlitwy na paciorkach i nabywać ciekawe okazy. Tak zaczęło się zbieranie. Staram się na każdym z tych okazów pomodlić, ale to nie jest cel sam w sobie. Modlić się Różańcem można choćby na palcach – mówi.

 

Węzełki i koraliki

Niemal każdy różaniec w kolekcji ma swoją historię: okoliczności i miejsce, w którym Bogdan Sadowski go nabył i się na nim modlił. Ważnym przeżyciem była dla niego modlitwa na różańcu kupionym w Jerozolimie, kiedy każdą dziesiątkę odmawiał w miejscu związanym z daną tajemnicą. – Tylko z Wniebowzięciem NMP miałem problem, więc odmówiłem tę tajemnicę już wracając, lecąc samolotem w chmurach – wspomina z uśmiechem.

W kolekcji ma klasyczne różańce z 59. paciorkami – na łańcuszku i sznurku, które – o czym mało kto wie – w tej formie upowszechniły się dopiero w XIX w. Ma różnokolorowe, plecione w węzełki, z kamyków, korali, pestek dyni, silikonu… z całego świata. Za subiektywnie najcenniejszy uważa różaniec, który dostał od Jana Pawła II. Są różańce z jedną, dwiema, dwudziestoma dziesiątkami, obrączki, różańce i szkaplerze w jednym, popularne kiedyś decymki – niezawiązane w pętlę krótkie sznurki z nawleczonymi szeregowo dziesięcioma koralikami.

Jest także spora część różańców w innych formach. Nietypowy, mający siedem części po siedem paciorków ma różaniec do rozważania Siedmiu Boleści Matki Bożej. Różaniec Koronki do Dzieciątka Jezus ma 12 koralików, a różaniec do Modlitwy do Ducha Świętego – trzy koraliki. Są prawosławne cziotki, przypominające wyglądem bransoletki z włóczki, z zaplecionymi 33 węzełkami. Jest też kilka przypominających różańce, przywiezionych z Grecji komboloy – noszonych przez mężczyzn koralików na sznurkach zakończonych frędzelkiem. Są wreszcie subhy – muzułmańskie sznury koralików do odmawiania 99. pięknych imion Boga.

Ile różańców liczy jego kolekcja, Bogdan Sadowski sam nie wie. – Nie o liczbę chodzi, ale o różnorodność form, związane z nimi historie i o to, że przypominają nam o modlitwie i ją ułatwiają – mówi.

 

Znaleźć swój

– Wierzę mocno w siłę modlitwy różańcowej. Ona jest najważniejsza, ale ważny jest także różaniec jako przedmiot. Ważne, by znaleźć najlepszy dla siebie różaniec, taką jego formę, na której najlepiej nam wejść w modlitwę, i się z naszym różańcem, a przez to z Matką Bożą, zaprzyjaźnić, uczynić go częścią swojego życia. W Turynie, w 1998 r., z okazji stulecia sfotografowania Całunu przez Seconda Pię, zobaczyłem Jana Pawła II, który podchodził do ludzi, rozmawiał z nimi, błogosławił, i w tym samym czasie przesuwał w jednej z dłoni ledwo zauważalny, trochę schowany w rękawie sutanny różaniec. Modlił się na nim tak po prostu. I o to chodzi – mówi diakon Sadowski. – Muzułmanie nie rozstają się ze swoimi sznurami koralików, ciągle obracając je w palcach. Marzy mi się, byśmy także nie rozstawali się z naszymi różańcami, jakąkolwiek formę mają, nie wstydzili się ich eksponować. Aby po prostu czuć je przy sobie, w swoich rękach, przy swoim boku.

Październik to bardzo dobra okazja, by spróbować zaprzyjaźnić się z Różańcem – tym pisanym wielką i małą literą.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane artykuły

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -