26 września
sobota
Wawrzynca, Kosmy, Damiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ślub dla każdego?

Ocena: 4.5
18948
– Łatwe udzielanie chrztów i ślubów prowadzi do tego, że chrzcimy przyszłych pogan, a małżeństwa już na wstępie przeznaczone są do rozpadu – mówi abp Henryk Hoser w rozmowie z Moniką Odrobińską
Z abp. Henrykiem Hoserem SAC rozmawia Monika Odrobińska


Po co jest ślub?

Słowo „ślub” pochodzi od czasownika „ślubować”, czyli przyrzekać. Im ważniejszej sprawy przyrzeczenie dotyczy, tym większą formę publiczną przyjmuje – jak choćby ślubowanie w wojsku czy ślubowanie prezydenta. Jeśli chodzi o ślub cywilny, gwarantem trwałości związku i rodziny, która z niego powstanie, ma być autorytet państwa. W sakramencie małżeństwa ranga przyrzeczenia ślubnego jest jeszcze wyższa, bo wygłaszana zarówno wobec zebranych osób, jak i wobec Boga – i to On jest gwarantem trwałości i wierności małżeństwa i rodziny.

To Bóg daje łaskę i energię, która wspiera ludzką słabość. Młodzi, którzy rezygnują z tej formy, liczą tylko na własne siły i mogą się zawieść, bo słabość w końcu ich dopadnie. Brak współpracy z łaską też jest bezowocny.

Poza tym ślub to przymierze nie tylko dwóch osób o różnym pochodzeniu i wychowaniu, ale także ich rodzin. One także powinny być „stabilizatorem” małżeństwa. Dziś młodzi myślą, że sami sobie poradzą, bez pomocy rodziny czy Boga. To błąd.


Jak długo powinno trwać narzeczeństwo czy „chodzenie ze sobą” i w którym momencie staje się ono „przechodzone”?


Należy odróżnić „chodzenie ze sobą” od narzeczeństwa. We wszystkich kulturach na świecie narzeczeństwo rozpoczyna się od zaręczyn, czyli zadeklarowania chęci zawarcia małżeństwa. Powiadamia się o tym rodzinę i rozpoczyna przygotowania – w Rwandzie np. mężczyzna musi przed ślubem wybudować dom.

Narzeczeństwo służy wzajemnemu poznaniu się – od tych dobrych i tych nie najlepszych stron, odkryciu nie tylko podobieństw, ale i różnic. To okazja, by po etapie dominacji uczuć włączyć rozum. Narzeczeni tworzą wizję małżeństwa, typują zadania, jakie stoją przed zakładaną przez nich rodziną.

Małżeństwo to nie tylko lekarstwo na samotność, ale też odpowiedzialność: za małżonka, za dzieci, odpowiedzialność społeczna. Nie wolno palić żadnych etapów. Mam tu na myśli m.in. wstrzymanie się narzeczonych od aktów seksualnych, zarezerwowanych dla małżonków. Akt ten jest dopełnieniem małżeństwa, a nie wartością progową, „grą wstępną”. Nie tylko komunikuje on miłość, ale jest także transmisją życia, dlatego należy go podejmować w warunkach, które zapewniają przyszłość potomstwu. Jeśli chodzi o wierzących, „prawo” do drugiego człowieka, w sensie małżeńskim, otrzymują z rąk Bożych w sakramencie, który to prawo sankcjonuje. Przesadne zwlekanie z zawarciem małżeństwa nie jest dowodem dojrzałości lub odpowiedzialności. Staje się nawykowym utrwaleniem w tymczasowości.


Pary coraz dłużej zwlekają ze ślubem. Z czego to wynika?

To postawa ostrożnościowa, wynikająca z utraty zaufania do drugiego człowieka w ogóle. Oglądając masowy spektakl rozpadających się małżeństw, ludzie przestają wierzyć w trwałość tej instytucji. Sceptycyzm ten powoduje, że myśl o ślubie odkłada się, a realizuje się cele zawodowe i finansowe.

Kryzys nie jest wpisany w sielankowe widzenie małżeństwa. A przygotowanie do jego zawarcia powinno polegać m.in. właśnie na naświetlaniu i przewidywaniu sytuacji kryzysowych związanych z wiekiem czy sytuacjami zewnętrznymi i wszystkimi różnicami, właściwymi dla współmałżonków. W małżeństwie należy mieć siłę i miłość zorientowaną na dobro drugiego, mimo trudności i przeszkód.


Czy istnieje „test” na to, czy będziemy dobrym małżeństwem?

Małżeństwo jest związane z ludzką naturą – nie przypadkiem rodzaj ludzki dzieli się na kobiety i mężczyzn. Odwieczną tęsknotą mężczyzny jest odkrywanie kobiety, a tęsknotą kobiety – odkrywanie mężczyzny. To jest niezależne od wiary.

Istnieją dwa podstawowe warunki gotowości do zawarcia małżeństwa. Pierwszy wiąże się z egoizmem. W takim „teście” należy odkryć, czy ja bądź druga osoba nie wykorzystujemy „starającego się o rękę” do własnych tylko potrzeb. Drugie kryterium związane jest z agresją. Należy „zbadać”, czy w związku pojawia się ona i wzrasta jednostronnie czy obustronnie. Wspomniane zjawiska z pewnością będą się nasilać, jak tylko opadnie temperatura uczuć wstępnej fazy związku. Wówczas zacznie się walka egoizmów i agresji. Odwracając to na język pozytywny: przed ślubem młodym trzeba podpowiedzieć, by kandydaci zbadali siebie i narzeczonego pod kątem bezinteresowności i troski o drugiego człowieka.

Krótko mówiąc: należy łowić ryby tam, gdzie biorą – szukajmy wybranka czy wybranki w środowisku, z którym sami dzielimy wartości i orientacje życiowe. Z obserwacji wiem, że małżeństwa osób, które znały się jeszcze ze szkoły, są trwalsze. Ostrzegałbym też przed coraz częstszymi małżeństwami „internetowymi” – nie wszystkimi bywalcami portali randkowych i społecznościowych kierują dobre intencje. Podobnie rzecz się ma z osobami pochodzącymi z różnych kultur – bywa, że mężczyzna lub kobieta poślubi kogoś z innej kultury czy religii, a po ślubie okazuje się, że ma do czynienia z całą rodziną i środowiskiem nie do uniesienia, w których przyszło żyć. Także bagatelizowana na początku różnica wyznań – czy w ogóle religijności – i pochodzenia z czasem może zacząć w związku coraz bardziej ciążyć.


Papież Franciszek w ankiecie przedsynodalnej pyta: w jaki sposób opieka duszpasterska postępuje w przypadku, gdy niepraktykujący katolicy lub zdeklarowani niewierzący proszą o ślub sakramentalny?

Jeśli narzeczeni są ochrzczeni, ale niepraktykujący i niewierzący, to ślubu bym nie udzielił – nie ma bowiem pewności, czy będzie on ważny. Często bywa, że jedna strona jest wierząca i praktykująca, a druga nie. Wówczas małżeństwo można zawrzeć i liczyć na to, że wierzący małżonek zainteresuje lub zafascynuje niewierzącego tym, w co wierzy. Dla niewierzących z kolei wartość sakramentalna ślubu może nie mieć znaczenia. Zawieranie małżeństwa w kościele wyłącznie z pobudek ceremonialnych – dla sukni, organów, decorum czy zaspokojenia oczekiwań rodziców – to odgrywanie teatru. A tu chodzi o wiarę.
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 27 września

Niedziela, XXVI Tydzień zwykły
Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,
naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.

+ czytania liturgiczne (rok A, II): Ez 18,25-28; Ps 25,4-9; Flp 2,1-11; Mt 21,28-32
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ "tak" albo "nie", od którego zależy wszystko - komentarz tygodnika Idziemy

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter