22 lipca
poniedziałek
Marii, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Okruszek

Ocena: 5
1237

Konsekwencje nadopiekuńczości najmocniej dotykają dzieci.

fot. pexels.com

„Królu mój, ty śpij, ty śpij, a ja, królu mój, nie będę dzisiaj spał. Kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę, […] ale dziś jesteś mały jak okruszek, który los rzucił nam” – śpiewał Seweryn Krajewski w lirycznej „Kołysance dla okruszka”. Gorzej, gdy mimo upływu czasu dziecko wciąż pozostaje dla nas maleńkim okruszkiem, którego życie chcielibyśmy zamienić w niekończącą się „kołysankę”. Słuchając historii wielu rodzin, widzę, że temat nadopiekuńczości, w całym swoim bogatym spektrum, pojawia się bardzo często, i to w podwójnej roli: jako skutek, a zarazem przyczyna różnych problemów występujących w rodzinach.

Jeśli komuś się wydaje, że nadopiekuńczość to tylko drobna niedoskonałość czy niewinna słabostka, niestety błądzi, gdyż w rzeczywistości wywiera ona bardzo konkretny negatywny wpływ na całą rodzinę. Mówię tu o stałej postawie, bo drobne wpadki zdarzają się nawet rozsądnym rodzicom. Przede wszystkim osłabia ona fundament rodziny, czyli więź małżeńską, bo jeśli całą uwagę skupia się na dziecku, owa relacja siłą rzeczy schodzi na drugi plan. Potem, gdy dziecko wyprowadzi się z domu, cały świat runie, bo skoro centrum znika, pozostaje wielka pustka. Tak czy owak, konsekwencje nadopiekuńczości najmocniej dotykają dzieci. Jeśli rodzice biorą na siebie wszystkie ich problemy, to nie pozwalają na kształtowanie się ważnego elementu podmiotowości, czyli autonomii i odpowiedzialności za siebie. Innym skutkiem jest brak zaradności życiowej, tzw. wyuczona bezradność. Gdy pojawia się problem, dziecko (czasem nastoletnie albo dorosłe) odruchowo szuka pomocy rodziców, od nich oczekuje decyzji lub rozwiązania problemu. Jeśli zdarzy się coś nieprzewidzianego: spóźnienie pociągu, utrata pracy, problemy w związku – automatycznie włącza się mechanizm szukania pomocy u rodziców.

Wiara we własne siły, szukanie dobrych rozwiązań, czasem metodą prób i błędów, to czysta abstrakcja, jeśli przez całe życie nie miało się okazji samodzielnie radzić sobie z trudnościami. To powoduje u dorosłego dziecka ambiwalencję uczuć: z jednej strony ma żal, że rodzice nie nauczyli go radzić sobie z życiowymi wyzwaniami, z drugiej – żyje w poczuciu, że bez ich pomocy sobie nie poradzi. Jeśli dziecko nie miało w domu obowiązków (co w przypadku nadopiekuńczości często się zdarza), to będzie też miało kłopot z wieloma kompetencjami w życiu dorosłym. Dziecko nadopiekuńczych rodziców samo nie wie, czego chce, co lubi i czego potrzebuje. Jest niedojrzałe emocjonalnie, zależne mentalnie, a często też finansowo. Jeśli nie chcesz, by twoje dziecko było do końca życia „maleńkim okruszkiem”, lecz wyrosło na niezależnego i samodzielnego człowieka, nie zamykaj go w kołysce swojej nadopiekuńczości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Doradca rodzinny, moderatorka Akademii Familijnej, mama dziesięciorga dzieci


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 lipca

Wtorek, XVI Tydzień zwykły
Święto św. Brygidy, zakonnicy, Patronki Europy
Trwajcie w miłości mojej.
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim,
ten przynosi owoc obfity.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 15, 1-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Anny 17-25 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter