12 grudnia
czwartek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie trać życia

Ocena: 4.95
1463

Kryzysy to momenty, kiedy bardziej wierzymy w siebie, niż w Boga - mówi o. Łukasz Buksa OFM w rozmowie z Martą Jacukiewicz.

fot. archiwum prywatne

Życie zakonne może się kojarzyć z nudą i rutyną. Ojca to chyba nie dotyczy?

Można „siedzieć” w świecie i się nudzić, a można „siedzieć” w zakonie i rozwijać pasje. Ja mam trzy: pierwsza to Jezus, św. Franciszek i bycie z drugim człowiekiem, druga – muzyka, a trzecia – sport. Moje pasje są po to, by być bliżej Jezusa i by innych do Niego przyprowadzić. Pasje nie są tylko po to, by realizować siebie.

Czego potrzebuje dziś Kościół?

Tego, czego dziś najbardziej potrzebujemy, to bycie wiernym temu, co – jako zakonnicy – wybraliśmy. To ciągły wzrost w miłości, która nas tutaj przyprowadziła. Miłości, której oddaliśmy życie. Ostatnio coraz częściej mówimy słowo „miłość”. I mam wrażenie, że nie bardzo doceniamy, co ono znaczy. Potrafimy je w taki sposób dostosować do swojego stylu przepowiadania, że w niektórych momentach wychodzi dosłownie kabaret.

Więc czym jest miłość?

Czymś niesamowitym. Święty Augustyn mówił o tym, że człowiek, który kocha, który zbliża się do tej miłości – pozwala, by ona stawała się w nim wszystkim.

Co nie znaczy, że mamy stać w miejscu?

„Dbaj o ducha i ciało jak na Bożego wojownika przystało” – nie wiem nawet, dlaczego napisałem tę piosenkę, ale słowa w niej zawarte realizuję. Widzę również, że dzieci, które jeżdżą na nasze rekolekcje Reko-Ski – w taki sam sposób podchodzą do życia. Cieszy mnie to. Szedłem do zakonu z pragnieniem pracowania z młodymi, cały czas się rozwijam.

Ktoś powie, że księża nie powinni chodzić na siłownię…

Mam kilku znajomych księży w Stanach Zjednoczonych i Australii, którzy nawet kręcą wideoblogi z siłowni. A jeden ojciec z Australii brał udział w X Factor.

U nas by to nie przeszło!

Gdybym poszedł do takiego programu, to by mnie zadźgali (śmiech). Polskie społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na tego typu programy z udziałem duchownych. A ważne jest przecież, by przykład życia jednego człowieka pociągał drugiego. Pierwszy punkt naszej Reguły brzmi: „Życie braci mniejszych polega na zachowywaniu Ewangelii”. Troszcząc się o to, kapłan nie powinien zapominać, że jest człowiekiem. Chrystus też był człowiekiem.

Czyli wymagać od siebie?

Kultura ciała jest ważna, ale tak samo należy troszczyć się o ducha. Po którychś rekolekcjach młodzi zaczęli się dopytywać, czy bym przebiegł maraton. Założyłem się z nimi. Wybrałem jeden z najtrudniejszych maratonów w Europie – żeby nie mówili później, że było zbyt łatwo. Zacząłem biegać rano. Jako amator zrobiłem nawet dość dobry wynik. Kiedy stanąłem przed nimi z satysfakcją i pokazałem medal, byli zdziwieni. W taki sposób zacząłem wymagać od nich.

Słowa nie mają większego znaczenia, jeśli nie idzie za nimi konkretny czyn?

Chcąc być z młodymi, trzeba im nie tyle udowadniać, ile pokazać, że jest się konsekwentnym w słowie, które daje się drugiemu. Ważne, by nie rzucać słów na wiatr. Młodzi ludzie to najbardziej wykwalifikowany cenzor ludzkiego postępowania. Nie da się wcisnąć im kitu. Przyjmują tylko to, co jest autentyczne.

Wkrótce wyruszy i wasza piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Jak to się dzieje, że w waszej grupie są tłumy?

Wynika to z tego, że nasza grupa ma 3xR: rozmodlona, rozśpiewana, roztańczona (śmiech). Co ciekawe – z roku na rok jest nas coraz więcej. Pamiętam, że któregoś roku było 680 osób! Młodość jest taka, jak się ją przeżywa. A paleta rzeczy, które są oferowane młodemu człowiekowi, jest ogromna.

I niebezpieczna.

Chce się – w jakimś sensie – zawładnąć młodością. Takim człowiekiem jest łatwiej sterować. Dochodzi u niego do procesu odczłowieczania. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ wielu młodych ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, żyjąc tylko chwilą.

Mówi o tym Ojciec na spotkaniach?

Podczas spotkań z cyklu muzyczno-słownych konferencji „Obudź się! Możesz więcej!” tłumaczę, że ten moment już nigdy nie wróci. Zdarzają się komentarze w stylu: mój tata przeżywa teraz drugą młodość. Tyle że nie jest to druga młodość, a kryzys wieku średniego. Wspólnie z bp. Edwardem Dajczakiem wyartykułowaliśmy, że młodość to czas, w którym chce się dać młodemu człowiekowi wszystko, co on chce. Nasycić go różnymi możliwościami, substytutami miłości. Później świat go zostawi, a człowiek zaczyna cierpieć. A Jezus mówi, że nawet jeśli upadniesz, to On wyciągnie do ciebie rękę. Chce, abyś powstał. Ze strony Kościoła, społeczeństwa i państwa nie może nie być troski o młodzież.

To, co zwykle daje szczęście na krótko, jest atrakcyjniejsze?

Dziś wielu jest „dilerów szczęścia”, którzy bez żadnych skrupułów wkraczają w cudzą młodość. Kiedy przygotowywałem się do maratonu – wybiegałem w każdą sobotę rano ok. czwartej, by się przygotować. Robiłem 20 km. Spotykałem na Plantach młode osoby: pijanych, znarkotyzowanych ludzi.... Był to dla mnie straszny ból, by wśród nich przebiec ten dystans. W takich momentach chciałbym ich wszystkich do siebie przytulić i powiedzieć, by nie tracili swojego życia, bo w życiu dorosłym będą tego konsekwencje.

A autorytety?

Proszę zobaczyć, kto dziś dla młodego człowieka jest autorytetem: ludzie, którzy promują konkretne produkty w mediach społecznościowych. Człowiek szuka autorytetów, ale z drugiej strony jest światek pożądliwości, sportu – przesadny kult ciała...

Zostańmy przy sporcie. Skąd pomysł na książkę „Boskie Futbolowo”?

Napisałem ją dla moich uczniów, kiedy kończyłem pracę w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Chciałem im coś po sobie zostawić. Bo chociaż przywitanie nie było przyjemne, to kiedy odchodziłem – zwołali mecz Władze Miasta vs Drużyna o. Łukasza. Strzeliłem piękną bramę (śmiech). Ksiądz Edward Pleń, krajowy duszpasterz sportowców, powiedział, że ta książka jest jak sportowy YOUCAT [katechizm dla młodych – przyp. red.].

Sport jest ojcu bliski od licealnych czasów, stąd Reko-Ski?

W liceum było różnie (śmiech). W miejscowości rodzinnej grałem w piłkę nożną. Osiem lat temu pojechałem na stok, miałem zrobić akcję dla dzieci na zimę. Nigdy przedtem nie miałem na nogach nart ani deski! Zacząłem obserwować, na czym częściej się przewracają; wygrała deska. I tak się zaczęło. Na następny rok wymyśliłem akcję Reko-Ski – w kaplicy i na stoku. W międzyczasie jemy (śmiech). Są to projekty, które zrzeszają nie tylko dzieci i młodych ludzi, ale i całe rodziny.

Problemów z zapisami chyba nie ma?

Lista zapisów na rekolekcje zamyka się w kilka dni po ogłoszeniu terminu.

Reko-Ski zimą, a co latem?

Dojrzewam jeszcze do tego, by zrobić coś ekstra.

Powróćmy do słowa pisanego. Książek było kilka, ale również i tomiki poezji. Od czego się zaczęło?

„Z mojego okna widzę świat” – to tomik poezji, który dostał każdy uczestnik prymicji. Chciałem, aby poza obrazkami dostali coś mojego. W tym tomiku wyraziłem siebie. A zaczęło się od jazdy rowerem, kiedy potrącił mnie pewien kapłan. Okazało się, że jest dyrektorem wydawnictwa i zgodził się wydać ten tomik. Później napisałem też inne: „W ciszy adoracyjnej posłyszane”, „Poezja na Wielki Post”...

Rekolekcje, spotkania, sport, poezja i muzyka. Jak to wszystko pogodzić?

Przede wszystkim dobrze zarządzać swoim czasem. Dlaczego zazdrościmy, czemu mamy w siebie zawiść? W trosce o pasję Pan Bóg daje siły, by je rozwijać. I jeżeli ty nie wykorzystujesz tej siły, by rozwijać swoją pasję to będziesz siedzieć i ciągle zazdrościć. Gdzieś przecież trzeba tę energię spożytkować.

Zaczynam wpadać w kompleksy (śmiech).

Kiedyś ktoś mnie nazwał: „chodzący wyrzut sumienia” (śmiech).

To pozytywnie?

Bardzo. Są tacy, którzy się cieszą z tego, co robię. Trzeba się rozwijać duchowo, ale i w tych umiejętnościach, które daje Pan. Dzięki zgodzie przełożonych podjąłem kolejne studia – z nauk o rodzinie, by jeszcze bardziej pomagać rodzinom i młodym ludziom. Temat, który chcę podjąć, to uzależnienia behawioralne.

W tak poukładanym życiu zdarzają się kryzysy?

Oczywiście. Kryzysy to momenty, kiedy bardziej wierzymy w siebie, niż w Boga. Są momenty, kiedy bardziej wzrastam ja niż On, a to jest bardzo niebezpieczne. Mam trzy swoje sposoby na radzenie sobie z kryzysem. Pierwszy: idę w nocy do kaplicy i czytam świadectwa osób, które złożyli podczas rekolekcji. Czasami włączam Różaniec albo Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Drugi sposób: nakładam buty, włączam dobrą muzykę i… ogień! Dobry bieg po lesie, po mieście. Któregoś razu przebiegłem po wszystkich naszych kościołach w Krakowie. Nigdy nie zapomnę też biegu pod Kopiec Kościuszki... A trzeci sposób: idę do hospicjum, by być z ludźmi. To lekcja pokory i bliskość. Lubię pomagać.

Po co? Co to daje?

Nie zapominam o tym, że jestem człowiekiem. I że spotykam ludzi, którzy też cierpią.

O jakim Kościele Ojciec marzy?

Chrystusowym. O Kościele świętym. Żyję w autentycznym, żywym Kościele, w którym widzę, jak ludzie powstają, ale też się męczą. Kościół jest dla wszystkich, każdy ma tu swoje miejsce. Nie mamy żadnego dress code, jak być katolikiem. To, czego doświadczamy w Kościele, czego stajemy się udziałem, mamy wcielać w codzienność, by nikt nie mówił: katolicy – schizofrenicy. Chciałbym, abyśmy wzrastali w tożsamości, a ku temu potrzebna jest prawda.

 


O. Łukasz Buksa – franciszkanin, duszpasterz młodzieży, rekolekcjonista, muzyk, instruktor snowboardu, autor dwóch tomików poezji, kilku książek i płyt. Twórca słowno-muzycznych konferencji ewangelizacyjnych dla młodzieży „Obudź się! Możesz więcej!” oraz Reko-Ski – zimowych rekolekcji na stoku z duchowym treningiem. Biega, jeździ na longboardzie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 12 grudnia

Kto ma uszy, niechaj słucha!
Dziś w Kościele:
+ czwartek, II tydzień Adwentu, wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 41,13-20; Ps 145,1bc.9-13; Mt 11,11-15
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -