3 grudnia
czwartek
Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jan Karski był arystokratą ducha - wywiad z Waldemarem Piaseckim

Ocena: 0
211

Jan Karski był arystokratą ducha. Powtarzał przede wszystkim, że każdy człowiek i społeczeństwo powinno patrzeć we własne lustro. Jeśli ktoś potrafi zaakceptować własny wizerunek to potrafi też zdrowo patrzeć na innych i być tolerancyjnym" - podkreśla Waldemar Piasecki, autor biografii Jana Karskiego pt. "Jedno życie" w 20. rocznicę jego śmierci w rozmowie z Krzysztofem Tomasikiem z Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Towarzystwa Jana Karskiego przypomina, że jego droga życiowa tego wybitnego prawnika, historyka, dyplomaty, kawalera Orderu Orła Białego, zawsze była związana z Kościołem katolickim: począwszy od chrztu św. poprzez Sodalicję Mariańską, po bycie profesorem najstarszej uczelni katolickiej na zachodniej półkuli, jaką jest jezuicki Uniwersytet Georgetown w Waszyngtonie. Legendarny emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego zmarł 13 lipca 2000 r. w Waszyngtonie.

Tekst rozmowy:

KAI: 13 lipca br. mija 20 lat od śmierci Jana Karskiego. Kim był, bardzo dobrze oddała sama ceremonia pogrzebowa...

Waldemar Piasecki: Wspominam ten czas boleśnie i zarazem z pewną dumą. Jego śmierć była pięknym zwieńczeniem jego drogi życiowej, która zawsze była związana z Kościołem katolickim, począwszy od chrztu św. poprzez Sodalicję Mariańską po bycie profesorem najstarszej uczelni katolickiej na zachodniej półkuli, jaką jest jezuicki Uniwersytet Georgetown w Waszyngtonie. Uroczystości żałobne odbyły się w katedrze św. Mateusza, największej świątyni katolickiej w stolicy Stanów Zjednoczonych z udziałem najwyższych dostojników amerykańskiego Kościoła oraz rzeszy jezuitów. Co istotne, rabin Michael Birenbaum, student Jana Karskiego, po raz pierwszy w murach tej katedry odmówił kadysz, żydowską modlitwę za duszę zmarłego. Hołd Karskiemu oddali także ówcześni prezydenci USA i Polski: Bill Clinton i Aleksander Kwaśniewski, przesyłając specjalne listy. Clinton był studentem Karskiego, a Kwaśniewski wielokrotnie przyznawał się publicznie, że profesor jest jego mentorem. Uroczystość pogrzebową zakłóciła postawa ambasady RP w Waszyngtonie, która nie chciała, aby trumna Kraskiego była spowita flagami polską i amerykańską oraz Gwiazdą Dawida z Getta Warszawskiego, czego zmarły sobie zażyczył. Upierano się, by była tylko polska flaga. Dzięki naszemu uporowi trumnę ostatecznie spowiły obie flagi państwowe oraz autentyczna Gwiazda ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego, którą przywiózł przybyły z Warszawy Marek Edelman. Tym samym udało nam się do końca spełnić ostatnią misję Karskiego. Przypomnijmy, że był on obywatelem Polski i Stanów Zjednoczonych oraz honorowym obywatelem Izraela. Z każdego z nich był dumny.

Wzruszający też był sam pochówek na cmentarzu Góry Oliwnej, najstarszej nekropoli katolickiej na ziemi amerykańskiej, gdzie pochowani są najwybitniejsi Amerykanie, którzy przybyli do tej "ziemi obiecanej" z różnych krajów świata, w tym Polacy, m.in. premier Stanisław Mikołajczyk, ambasadorowie Juliusz Łukasiewicz i Józef Lipski oraz pierwszy kapłan i biskup urodzony na amerykańskiej ziemi, który leży niedaleko od Karskiego. Ponadto hołd oddał mu cały świat żydowski, z Elie Wieselem i Szymonem Wiesenthalem, których zresztą bardzo dobrze znał i cenił. Piękną elegię na jego cześć napisał Tadeusz Kwiatkowski Cugow, która została przez mnie odczytana podczas pogrzebu. Z jednej strony mamy poczucie smutku, a z drugiej radość i dumę z tego, co po sobie pozostawił.

Jest Pan autorem monumentalnej, trzytomowej jego biografii "Jedno życie". Jak się zaczęła Pana przygoda z Janem Karskim?

Po raz pierwszy zdecydowałem się napisać list do Jana Karskiego w latach osiemdziesiątych. Nie spodziewałem się, że kultowa postać akademicka w Stanach Zjednoczonych odpowie prostemu polskiemu dziennikarzowi. Potem spotkaliśmy się i od tego czasu zaczęła się nasza współpraca. Nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń. W dużym stopniu jego osoba ukształtowała mnie i stał się dla mnie Mistrzem. Zawsze zachęcał mnie, bym nie zrażał się przeciwnościami. Zawsze podkreślał, aby dawać w życiu świadectwo wartościom judeo-chrześcijańskim, co warte jest każdej ceny i wysiłku.

Jakim był człowiekiem?

Jan Karski był człowiekiem absolutnej integralności, nie miał problemów z wyrażaniem swoich poglądów, które nie raz były kontrowersyjne. Powtarzał przede wszystkim, że każdy człowiek i społeczeństwo powinno patrzeć we własne lustro. Jeśli ktoś potrafi zaakceptować własny wizerunek, to potrafi też zdrowo patrzeć na innych i być tolerancyjnym. Nie bał się wytknąć np. kard. Józefowi Glempowi, że nie podoba mu się mówienie o "holokauście nienarodzonych". Uważał, że słowo "Holokaust" absolutnie odnosi się do zbrodni popełnionej na Żydach i nie można na nim budować innych znaczeń, gdyż ujmuje to prawdzie o niewyobrażalnej zbrodni i cierpieniu. Nie bał się też wytknąć braków prezydentowi USA Billowi Clintonowi. Podczas uroczystości 75-lecia Wydziału Służby Zagranicznej Uniwersytetu Georgetown, utworzonego przez wielkiego jezuitę o. profesora Edmunda A. Walsha, Clinton wygłosił pean na cześć Karskiego, jakim to był on wspaniałym profesorem i wygłaszał fascynujące wykłady, na które Clinton pilnie uczęszczał, że dzięki nim zaimpregnował się na zawsze wobec komunizmu itp. Po nim zabrał głos Karski, który powiedział, że swoje wystąpienie rozpocznie od sprostowania słów prezydenta. Wyznał, że na wykładach nie widywał go zbyt często, ale ma na to usprawiedliwienie, gdyż student Clinton wybierał wykłady tylko... dobrych profesorów. Słowa te wzbudziły powszechny aplauz. W ten sposób Karski ukradł show Clintonowi. Jednym z walorów jego intelektu było niesamowite wyczucie puenty. Kiedyś uczestniczył w programie TVP "Godzina szczerości". Dziennikarka wygłosiła w ramach pytania oświadczenie na temat ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej i na koniec zapytała: "Co pan na to?". Odpowiedział krótko: "Nie ma pani racji. Pani z perspektywy Polski widzi tylko drzewa, a ja z mojej perspektywy widzę las".

Mówi się, że był arystokratą ducha.

Takim był człowiekiem. Spójrzmy choćby na jego formację począwszy od lat spędzonych we Lwowie. Tam absolutnym mentorem był dla niego Ludwik Ehrlich, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza, światowej sławy specjalista od prawa międzynarodowego. Tu mała dygresja. Był on ojcem siostry Emilii Ehrlich, urszulanki, wybitnej biblistki, która była bardzo bliską współpracownicą Jana Pawła II. Pracowała m.in. w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, pełniła funkcję sekretarza Rady Administracyjnej Fundacji Jana Pawła II, sekretarza pomocniczego synodu biskupów, zajmowała się prywatną biblioteką papieża oraz przygotowywała materiały biblijne, wykorzystywane później w dokumentach papieskich. Była córką skonwertowanego Żyda i amerykańskiej protestantki. Oboje przyjęli katolicką wiarę. Karskiego kształtował zatem klimat wysoko postawionego duchowego i intelektualnego katolicyzmu. Karski pamiętał dobrze córkę swego ukochanego profesora jeszcze z czasów lwowskich, jako nastolatkę.

Fundamentalny dla jego formacji był fakt, że od dzieciństwa był uczony tolerancji. W jego łódzkiej kamienicy trzy czwarte mieszkańców stanowili Żydzi. Gdy młodzi Polacy droczyli się z Żydami, np. podczas Święta Kuczek wrzucali szczury do zbudowanych z tej okazji szałasów, to matka Karskiego wysyłała syna, by interweniował tłumacząc mu, co by było gdyby tak nam ktoś wrzucał szczury do kościoła podczas Mszy św. Zatem w takim duchu wzrastał od dzieciństwa.

Powróćmy do Pańskiej biografii Karskiego. Każdy z tomów został opatrzony podtytułem: "Madagaskar", "Inferno", "Manhattan". Zacznę od pierwszego tomu: dlaczego "Madagaskar"?

Pierwszy tom dotyczy okresu dzieciństwa, szkoły, matury, studiów we Lwowie, podchorążówki artylerii konnej we Włodzimierzu, praktyk dyplomatycznych, wreszcie angażu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aż po wybuch wojny i mobilizację. Dlaczego "Madagaskar"? Przed II wojną światową, podobnie jak dzisiaj, Polska była podzielona plemiennie. Była piłsudczykowska i narodowa - Romana Dmowskiego. Jednym z największych problemów była dyskusja o miejsce społeczności żydowskiej. Ci pierwsi uważali, że ma ona pełne prawa do udziału w kształtowaniu polskiej rzeczywistości, a drudzy uważali, że nie ma dla nich w Polsce miejsca. Stąd zrodził się pomysł, by wysłać Żydów na Madagaskar. W latach 30. XX w. Francja miała problemy z utrzymaniem tej kolonii, więc powstał pomysł zwrócenia się do niej, by ją nam przekazała. Wtedy Polska zaspokoiłaby swoje kolonialne ambicje i przy okazji rozwiązała problem nadreprezentacji społeczności żydowskiej w naszym kraju, wysyłając ją na tę afrykańską wyspę. W tym czasie Karski wchodził w życie publiczne i sprawa ta była dla niego niezwykle ważna. Zatem "Madagaskar" był dla niego kwintesencją politycznych i publicznych debat o kwestii obecności Żydów w Polsce, toczonych zresztą przez nasz kraj od wieków. Ponadto dla Karskiego kwestia ta miała też wymiar głęboko osobisty, gdyż miał narzeczoną, która była Żydówką ze Lwowa.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 3 grudnia

Czwartek, I Tydzień Adwentu
+ Wspomnienie św. Franciszka Ksawerego
Szukajcie Pana, gdy można Go znaleźć,
wzywajcie Go, gdy jest blisko.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Iz 26,1-6; Ps 118,1 i 8-9,19-21,25-27a; Mt 7,21.24-27
+ Komentarz do czytań1 (Bractwo Słowa Bożego)
+ Komentarz do czytań2 (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter